Harden is on fire!!!

8xe4813lzybfhfl14axgzzqeqPo dwóch mało udanych występach przeciwko swojej byłej drużynie James Harden wreszcie pokazał dlaczego w Oklahomie powinni za nim tęsknić. Minionej nocy zdobył 46 punktów i tym samym ustanowił rekord kariery, a jego Houston Rockets pokonali zespół Scotta Brooksa 122-119.

Rakiety przystąpiły do meczu z Oklahoma City już bez Patricka Pattersona, który trafił do Sacramento oraz bez Marcusa Morrisa, który zasilił szeregi Phoenix Suns. W pierwszej piątce zagrał natomiast na „czwórce” Carlos Delfino, co wskazywałoby na nastawienie drużyny Rockets przez Kevina McHale’a na sporą ilość oddawanych rzutów z dystansu.

W składzie Thunder wyszedł natomiast były środkowy Rockets – Hasheem Thabeat, który zastąpił kontuzjowanego Kedricka Perkinsa.

Początek meczu to eksplozja rzutów za trzy ze strony Rakiet, Kolejno trafiali Harden, Parsons, Delfino. W ten sposób gospodarze zdobyli 15 kolejnych punktów (pięć celnych rzutów za trzy z rzędu) i objęli prowadzenie. Potem jednak do głosu doszedł Russel Westbrook i dzięki jego podaniom i punktom to Thunder zyskali przewagę w drugiej odsłonie spotkania. Dobrze radzili sobie także Thabo Sefolosha oraz Serge Ibaka i to dzięki ich wsparciu dla playmakera Oklahomy ich zespół prowadził do przerwy pięcioma punktami.

O ile w pierwszej połowie Harden grał bardzo dobrze to w drugiej rozpoczął prawdziwy koncert gry. Był zupełnie nie do powstrzymania dla rywali. Robił na boisku co chciał. Rzucał za trzy, wchodził pod kosz, podawał do lepiej ustawionych kolegów. Z ogromną łatwością ogrywał kolejno kryjących go defensorów.

Z drugiej strony cały czas bardzo dobrze grał Westbrook z Sefoloshą i mimo popisów gwiazdora Rakiet wynik cały czas był korzystny dla drużyny przyjezdnej.

Na niecałe sześć minut przed końcem meczu Grzmoty prowadziły dziesięcioma punktami i w tym momencie nastąpił moment przełomowy meczu. Rockets zanotowali serię 17-2. Największy w tym udział duetu Jeremy Lin – James Harden. Obaj dawali swojemu zespołowi niezwykle ważne trójki i pozwolili objąć swojej ekipie prowadzenie.

Przy stanie 120-117 dla Rakiet na 20 sekund przed końcem meczu Kevin Durant chybił drugi rzut osobisty czym wydawałoby się oddalił OKC od wygranej. Na szczęście piłka znalazła się ponownie w posiadaniu jego drużyny. Durant, który nie miał najlepszego dnia ponownie jednak chybił – tym razem trójkę i to Teksańczycy zebrali piłkę. Zmuszeni do faulowania Hardena goście mogli już następnie patrzeć jak ich były zawodnik trafia oba rzuty wolne, a co za tym idzie stawia kropkę na i – Rockets ostatecznie pokonali zespół Thunder 122-119.

To był najlepszy występ w karierze Hardena. Lider Rakiet rzucił 46 pkt trafiając 7 trójek na 8 prób. W całym meczu na 19 rzutów pomylił się tylko pięciokrotnie. Zanotował także 8 zbiórek i 6 asyst. Równie dobre spotkanie zagrał Jeremy Lin. Rozgrywający Rox zakończył mecz z 29 punktami czym ponownie przypomniał kibicom o tym, że nadal stać go na mecze jakie rozgrywał w poprzednim sezonie w barwach Nowego Jorku.

W barwach Thunder, którzy po prostu pozwolili sobie wydrzeć zwycięstwo w końcówce meczu najlepsi byli Westbrook z Sefoloshą. Obaj rzucili rywalom z Teksasu po 28 pkt. Mniej udany występ miał natomiast Kevin Durant, który uzbierał 16 oczek nie trafiając w najważniejszych momentach meczu. Mimo to „Durantula” w starciu z Rockets zanotował Triple Double dodając do swego dorobku 12 zbiórek i 11 asyst. Cały czar jednak prysł w obliczu dokonań Hardena i zmarnowanych szans w końcowej fazie meczu.

Po meczu Durant podkreślał słabą grę w obronie swojego zespołu „They got hot, we got cold.  They played defense, we didn’t.”

Występ Hardena bardzo komplementował Jeremy Lin, który był (trudno, żeby było inaczej) pod wrażeniem gry swojego kolegi – „If he is not up for MVP consideration, I don’t know what else he needs to do. „He made every single big play down the stretch, and even the shots that I was able to have, they were created because of him.”

OKLAHOMA CITY THUNDER (39-15) – HOUSTON ROCKETS (30-26) 119-122

(29-36, 33-21, 30-30, 27-35)

R. Westbrook i T. Sefolosha po 28 pkt, K. Durant i S. Ibaka po 16 pkt – J. Harden 46 pkt, J. Lin 29 pkt, C. Parsons 17 pkt

 

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

3 komentarze

  1. hydro12 napisał(a):

    frajerska porażka.

  2. Łukasz napisał(a):

    Jeżeli ktoś powie, że Durant zagrał dobry mecz, zdobywając to swoje TD, jest po prostu śmieszny…

    Świetny Harden!!!

  3. GPRbyNBA napisał(a):

    Jeśli rakiety trzymały sie w meczu dzięki Hardenowi to grzmoty robiły to dzięki trójkom Thabo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *