Michael Jordan – wywiad, SLAM, 1997, część 1

mj_air_jordan_iPrzetłumaczony specjalnie dla Was wywiad magazynu SLAM z Michaelem Jordanem z 1997 roku.

Jestem szczęśliwy dlatego, że udało mi się dostać do NBA i poszło mi lepiej niż wszyscy oczekiwali. Było dużo, zarówno przyjemnych, jak i śmiesznych momentów. Być może nigdy już nie będę miał takiego sezonu jak ten, gdzie poświęcano mi tyle uwagi.

Michael Jordan wypowiedział te słowa w 1985, krótko po tym jak otrzymał Rookie of the Year. 12 lat później, uwaga, którą poświęcały mu media, wzrosła w niesamowitym tempie, a sam MJ miał rację. Nigdy nie miał takiego sezonu jak ten pierwszy. Wszystkie były lepsze.

Po złamaniu nogi, dość wcześnie w sezonie, przesiedział kilka miesięcy. Wrócił na playoffy. Rzucił 63 punkty w Bostonie. Potem nie zagrał jednego meczu przez następne cztery sezony. Zdobywał wtedy średnio 34.5 pkt. Ale nawet wtedy wszyscy podważali jego umiejętności, nie tyle co do zdobywania punktów, ale do poprowadzenia drużyny dalej, do samego końca. Nie był Larrym Birdem, nie był Magiciem Johnsonem. Co ta drużyna wygrała?

Dziś Michael Jordan ma pięć mistrzostw NBA, tyle ile Magic, o dwa więcej niż Bird. Zdobył 4 MVP sezonu, 5 MVP finałów, 8 razy wybrano go do NBA All-Defensive Team, zdobył też 9 tytułów najlepiej punktującego w sezonie. Jego 26.920 punktów daje mu piąte miejsce na liście. Odpowiedział na wszystkie pytania. No, prawie wszystkie….

Lato, 11 rano, Chicago. Jest gorąco, bardzo, wilgotność dochodzi do 90 %. Michael podjeżdża Ferrari 550 Maranello. Spotykamy się z nim ma drugim piętrze, w prywatnym pokoju jego restauracji. Żaluzje zasłonięte, Mike siedzi po drugiej stronie stołu. Zaczynamy.

SLAM: Mike, twoje dzieciaki grają już w kosza?

Michael Jordan: Jasne.

SLAM: Dostają już listy rekrutacyjne z uczelni?

Michael Jordan: Nie. Aktualnie czerpią przyjemność z grania, starają się pokochać tę grę. Jeszcze nie zacząłem ich uczyć, czy doradzać. Na razie uwielbiają po prostu grać. Po części, ze względu na to, że tato gra. Wiedzą, że gram i jaki wpływ ma na mnie ta gra. Cieszę się, że grają dlatego, bo lubią, nie zmuszałem ich do tego.

SLAM: Czy ty tak zaczynałeś?

Michael Jordan: Byłem fanatykiem baseballu. Zaszczepił to we mnie ojciec. W kosza grałem dodatkowo.

SLAM: Kto był twoim ulubionym zawodnikiem, jak dorastałeś?

Michael Jordan: Roberto Clemente.

SLAM: Czyli innymi słowy, jakbyś miał wtedy zostać profesjonalnym sportowcem, byłbyś…?

Michael Jordan: Roberto Clemente. Wtedy, kiedy grałem w baseball, mój ojciec uwielbiał Roberto Clemente, wszyscy go uwielbialiśmy.

SLAM: Słyszeliśmy o „śniadaniowym klubie”, który powstał rok temu. Nie sądzę, aby ktokolwiek wiedział o tym.

MICHAEL JORDAN: Śniadaniowy klub? (Patrzy przeszywającym wzrokiem na człowieka z Nike, który siedzi przy stole)Powiedziałeś im o tym?

Nike: To nie byłem ja.

MICHAEL JORDAN: Śniadaniowy klub… Zorganizowaliśmy to, żeby pomoc w zmotywowaniu Scottiego Pippena i Rona Harpera. Chcieliśmy być jeszcze lepsi, gotowi do gry. Wielu graczy miało swoje treningi, swoich trenerów. Mój trening miałem z Timem Groverem. Scottie też chciał. Potem chciał dołączyć również Harper. Rano, każdego dnia, trenowaliśmy – przed meczami i innymi treningami – motywowaliśmy się wzajemnie, kiedy miewaliśmy chwile słabości. Miałem kucharza, który przygotowywał mi śniadanie, to też była motywacja dla Scottiego i Rona, żeby rano wstawać (śmiech), ćwiczyliśmy w piwnicy, potem jedliśmy śniadanie, a później szliśmy na kolejny trening. Ta rutyna trwała przez cały rok.

SLAM: Jak zmieniał się trening? Jak było na początku?

MICHAEL JORDAN: Teraz jeszcze bardziej się przykładamy. Jest ważniejszy, przygotowuje mnie do gry. Wiecie, że byłem w stanie grać 82 mecze w każdym sezonie. Scottie i ja rozegraliśmy 82 mecze w zeszłym sezonie, Harper był zaraz za nami, z 81 meczami. Fizycznie na pewno przedłużył nam możliwość gry w późniejszym etapie kariery.

SLAM: Myślisz, że jesteś teraz w najlepszej formie?

MICHAEL JORDAN: Tak, pod względem fizycznym chyba tak.

SLAM: Co robisz poza sezonem – trenujesz jeszcze ciężej niż w trakcie?

MICHAEL JORDAN: Mam mnóstwo zobowiązań reklamowych. Czekam z wejściem w okres treningowy aż do połowy września. Do tego czasu odpoczywam od kosza. Muszę też znaleźć czas dla przyjaciół. Być na ich campach, na turniejach golfa. No i oczywiście reklamuje rożne produkty.

SLAM: Grasz jeszcze w kosza poza sezonem i treningami?

MICHAEL JORDAN: Niewiele.

SLAM: A w Carolinie?

MICHAEL JORDAN: Kiedy wracam, czasami gram.

SLAM: I robisz niespodziankę ludziom?

MICHAEL JORDAN: Czasami, czasami.

SLAM: Ile jeszcze planujesz grać?

MICHAEL JORDAN: Nie wiem. Aktualnie, jak wiecie, jestem bez kontraktu. Na razie skupiam się na aktualnym sezonie.

SLAM: Jesteś teraz wolnym agentem?

MICHAEL JORDAN: Tak, zgadza się. Tak długo, jak będę wygrywał, a oni będą chcieli być wygrywającą drużyną, zamiast przebudowywać – będę grał. Ale jak tylko zaczną przebudowę, czas na zmianę otoczenia.

SLAM: A więc w tym momencie, tak naprawdę, nic nie wiadomo… Ze Scottim też…

MICHAEL JORDAN: Zgadza się.

SLAM: Scottie i Phil to ważne elementy tej układanki…

MICHAEL JORDAN: Jasne, jeśli chcemy dalej osiągać sukcesy. Chciałbym też zatrzymać Dennisa (Rodmana, przyp. red.). Ale nie wiem, co z nim będzie.

SLAM: Myślisz, że wróci?

MICHAEL JORDAN: Jasne, mam taką nadzieję. Nie sadzę, aby zarobił jakieś pieniądze gdziekolwiek indziej. (Śmiech) Nawet, jeśli zagra w Chicago za darmo.

SLAM: Chciałbyś kiedyś być właścicielem drużyny?

MICHAEL JORDAN: Nie. Myślę, że ten biznes był łatwiejszy 10 lat temu. Teraz musisz dopłacać do interesu, przepłacać zawodników. Mógłbym przez to zbankrutować. Nie jestem tym zbytnio zainteresowany.

SLAM: Jaką pracę chciałbyś mieć na emeryturze?

MICHAEL JORDAN: Chciałbym skończyć studia. (Śmiech)

SLAM: Nie interesuje cię trenerka?

MICHAEL JORDAN: Nie, nie. Aktualnie nie.

SLAM: Co sądzisz o Larrym Birdzie? Jak mu pójdzie? (w 1998 zaczął trenować Pacers, przyp. red.)

MICHAEL JORDAN: Dobre pytanie. Nie wiem. Jeśli uda mu się zmienić nastawienie niektórych graczy, zmotywować ich, myślę, że zostanie w lidze na długo. Ale jeśli będzie podatny na frustracje i niepowodzenia, które czekają na wielu grających wcześniej trenerów, a dodatkowo jego drużyna nie będzie zmotywowana, będzie miał ciężko.

SLAM: Jako zawodnik, ciężko jest znaleźć kolegów z drużyny, którzy traktują treningi tak samo poważnie jak ty?

MICHAEL JORDAN: Bardzo, na pewno.

SLAM: Byłeś w stanie pomoc komuś w zmianie podejścia do treningu?

MICHAEL JORDAN: Jasne, robiłem to, ale naprawdę ciężko jest znaleźć ludzi, którzy patrzą na trening tak jak ja – kiedy nadchodzi mecz, jest dla mnie łatwiejszy niż trening. Ciężko jest przenieść motywacje z meczu, na trening. Nie mam problemu z wyrażeniem tej opinii. Pokazywałem jak ciężko potrafię trenować, teraz opowiadam jak do tego wszystkiego podejść.

SLAM: A ludzie się słuchają?

MICHAEL JORDAN: Jasne. Scottie Pippen pomagał mi z tym, ma to samo podejście. Obaj nauczaliśmy innych.

SLAM: Scottie miał to w sobie jak przyszedł do Bulls?

MICHAEL JORDAN: Myślę, że to przyszło z czasem. To jak traktowaliśmy treningi, to jak rywalizowaliśmy ze sobą.

SLAM: Jaką wartość miało to dla Scottiego, kiedy przeszedłeś na emeryturę?

MICHAEL JORDAN: Myślę, że zobaczył jak dużo na tym skorzystał. Zrozumiał ideę gry jeszcze bardziej. A kiedy wróciłem, stał się jeszcze lepszy. Staliśmy się lepsi jako duet.

SLAM: Jak ciężkie było dla ciebie oglądanie playoffow, kiedy przeszedłeś na emeryturę?

MICHAEL JORDAN: Bardzo ciężkie. Wiedziałem, że Scottie nie otrzymywał pełnej pomocy od swoich zawodników, musiał wziąć ma siebie dużą odpowiedzialność. Przypominał wtedy młodszą wersję mnie, kiedy byłem, na początku swojej kariery.

SLAM: Kusiło cię, żeby podnieść telefon, zadzwonić i powiedzieć: Hej, chłopaki, jeśli potrzebujecie pomocy to….

MICHAEL JORDAN: Jasne, że tak. Ale wiesz jak było, ciągle byłem zajęty baseballem. Kusiło mnie, ale krótko.

SLAM: Jak emerytura zmieniła cię jako gracza po twoim powrocie?

MICHAEL JORDAN: Zacząłem mieć bardziej metodyczne podejście do moich sposobów. Nie było to o tyle fizyczne, co psychiczne, to mentalne wyzwania jakie stały na mojej drodze. No i przewaga nad większością młodszych zawodników jaką miałem. To właśnie tu leżały moje wyzwania. Jak mogłem przezwyciężyć fizyczną przewagę Penny’ego Hardawaya czy Shaquille’a O’Neala. Tak, mentalnie byłem na zaawansowanym poziomie, dzięki temu odnosiłem sukcesy.

SLAM: Po 12 latach, jakie sobie teraz wyznaczasz cele?

MICHAEL JORDAN: Wciąż są niezmienne – być na topie i nie dać się zdetronizować, nie dać odebrać sobie czegoś, na co pracowałem 12 lat.

SLAM: Co chciałbyś jeszcze osiągnąć na boisku? Co zostało do zrobienia?

MICHAEL JORDAN: Myślę, że wciąż mogę się doskonalić jako zawodnik. Może nie fizycznie, ale na pewno mentalnie. Te wyzwania, z którymi musisz się uporać każdego dnia. Oczekiwania ludzi, których znasz. Ludzie, którzy wmawiają ci, że nie jesteś w stanie zrobić niektórych rzeczy, które kiedyś robiłeś. To są te wyzwania, z którymi aktualnie muszę się zmierzyć. Nie chodzi o to, czego nie potrafię zrobić, ludzie widzieli, do czego jestem zdolny. Chodzi o to, czy potrafisz to robić regularnie? Czy potrafisz spełnić oczekiwania? To są moje wyzwania.

SLAM: Czy to wszystko nie powoduje tego, że jest ci trudniej? Oczekiwania są nie z tej ziemi! Ludziom wydaje się, że Bulls będą wygrywać każdy mecz, a ty będziesz rzucał średnio 40 punktów…

MICHAEL JORDAN: Jasne, doskonale wiem, które oczekiwania jestem w stanie spełnić… mam też własne oczekiwania co do siebie. Nie masz szans, żeby spełnić marzenia wszystkich fanów.

SLAM: Myślisz, że twoi przeciwnicy na boisku bardziej cię szanują czy się ciebie boją? A może i jedno i drugie?

MICHAEL JORDAN: Jedno i drugie.

SLAM: A ty byś wolał?

MICHAEL JORDAN: Żeby się bali. Ponieważ razem ze strachem, nabierasz również szacunku.

SLAM: Umiesz odróżnić te dwa aspekty na boisku?

MICHAEL JORDAN: Oczywiście. Możesz to zauważyć po sposobie ich gry. Często widzę to w ich oczach.

SLAM: Czy był taki moment, w którym jakiś pierwszoroczniak powiedział coś do ciebie na boisku, na co ty zareagowałeś: „Stary, serio…?”

MICHAEL JORDAN: Myślę, że coś takiego powiedział w zeszłym roku Iverson, coś co miało wydźwięk w stylu „nie muszę was szanować” (weteranów). Myślę, że miał na myśli, że się nas nie boi, ale to co powiedział zabrzmiało, jakby nie musiał nas szanować. To spowodowało, że odpowiedziałem mu: „Jeśli chcesz być mistrzem, musisz zacząć nas szanować. Jeśli chcesz z nami wygrać, musisz. Jeśli nie będziesz nas szanował, nie masz szans na wygraną.

SLAM: A nie wydaje ci się, że media trochę przesadziły z powagą tej całej sytuacji?

MICHAEL JORDAN: Trochę na pewno.

SLAM: Wciąż mu to wypominają.

MICHAEL JORDAN: Wiem… Wydaje mi się, że chciał powiedzieć, że nie boi się nas. Ale, uważam, że powinien wtedy okazać pewien szacunek.

SLAM: Jak się czułeś, kiedy w końcu pokonaliście Pistons, a oni po prostu zeszli z parkietu, bez zwykłego uścisku dłoni?

MICHAEL JORDAN: To u nich typowe. To był ich „Bad Boys” image. Szczerze… nie musieli mi podawać ręki, żeby potwierdzić, że właśnie dostali po dupie. I wcale mi to nie przeszkadzało, nie zaskoczyło to żadnego z nas. Zbyt wiele razy z nimi graliśmy.

SLAM: Czy ty zachowasz się inaczej, jeśli odpadniesz w finałach?

MICHAEL JORDAN: Na pewno podam im rękę. Gratulowałem im, kiedy z nami wygrali (Detroit 89-90, przyp. red.). Był to ciężki moment ale jestem prawdziwy sportowcem, musisz okazać szacunek, kiedy ten się należy. Jeśli ktoś z nami teraz wygra, zrobię to samo.

SLAM: Przez te wszystkie lata, która drużyna była dla ciebie najtrudniejszym przeciwnikiem?

MICHAEL JORDAN: Nowy Jork zawsze był najtrudniejszy, bo zawsze byli głodni zwycięstwa.

SLAM: Czy czułeś się zawiedziony tym, że nie zobaczyłeś ich w tegorocznych playoffach?

MICHAEL JORDAN: Oj tak, chciałem z nimi zagrać.

SLAM: Patrick (Ewing, przyp. red.) przecież zagwarantował zdobycie mistrzostwa.

MICHAEL JORDAN: Jasne. Chciałem z nimi zagrać. Wciąż jestem przekonany, że nie mają z nami szans.

SLAM: Podobno, znowu obiecał mistrzostwo w tym sezonie.

MICHAEL JORDAN: Proszę bardzo, nie ma sprawy. Może sobie mówić wiele rzeczy. Co z tego? To że obiecał, nic nie znaczy. Najwyżej przegra.

SLAM: Jak bardzo byłeś chory podczas piątego meczu finałów? (Flu Game, przyp. red.) Powiedz, jak bardzo musiałbyś być chory, żeby nie zagrać w meczu?

MICHAEL JORDAN: Powiem tak – jeśli musiałbym zagrać w nim jeszcze raz, wolałbym tego nie robić. Tak bardzo byłem chory. Naraziłem się na jeszcze większe komplikacje. Zgodzę się, że wygraliśmy mistrzostwo, to był decydujący mecz. Ale zdrowy rozsądek mówi mi, że byłem wtedy głupi, nie sądzę, żebym zrobił jeszcze raz coś takiego.

SLAM: Lubisz pizzę?

MICHAEL JORDAN: Czasami

SLAM: Oni byli przekonani, że to była pizza.

MICHAEL JORDAN: Cokolwiek zjadłem, spowodowało, że byłem w takim stanie.

SLAM: Myślisz, że to był twój najlepszy mecz?

MICHAEL JORDAN: Jeśli weźmiemy pod uwagę to, jak się czułem, to tak.

SLAM: A jaki był twój najlepszy mecz w ogóle? Masz jakiś jeden, który wyróżnia się na tle pozostałych?

MICHAEL JORDAN: To mecz przeciwko Cleveland, kiedy zdobyłem 69 punktów, wtedy byłem zdenerwowany, wściekły. W pierwszej kwarcie, Hot Rod dosyć mocno mnie sfaulował, upadłem dość niefortunnie i zacząłem odczuwać niesamowity ból. Dodatkowo, widownia widząc to, dopingowała jeszcze bardziej. I właśnie wtedy wkurzyłem się, bo bardziej obchodziło ich to, że wygrywają, a nie czyjeś zdrowie. Właśnie to mnie zmotywowało. Właśnie wtedy zacząłem szaleć.

SLAM: Odzywacie się do siebie z Craigem Ehlo?

MICHAEL JORDAN: No pewnie, rozmawiamy. Mam kilka zdjęć z jego dzieciakami. Przyjaźnimy się, ale na boisku to zanika. Lubię go, zawsze lubiłem. Ale na boisku, nie ma przyjaźni, chcę wygrać.

SLAM: Po prostu był w złym miejscu, w nieodpowiednim czasie…

MICHAEL JORDAN: (Uśmiech) Prawdopodobnie.

SLAM: Jak bardzo jesteś na bieżąco z podpisywaniem free-agentów i transferami?

MICHAEL JORDAN: Nie jestem. Jeśli mnie zapytają to…

SLAM: Chodziło mi o to, czy jeśli dzwonią do ciebie, to pytają cię: „Myślimy nad podpisaniem jego…”

MICHAEL JORDAN: Nie. Mogą mnie spytać czy lubię tego gościa, Briana Williamsa albo coś w tym stylu. A ja im odpowiem: „Wiecie co, Brian jest OK, nic do niego nie mam.” I to wszystko. Nie interesują mnie kontrakty, wymagania czy transfery, których musimy dokonać. Nigdy mnie o to nie pytają, nie oczekuję tego od nich.

SLAM: A czy kiedykolwiek spytali cię: „Co sądzisz o tym gościu?”, a ty odpowiedziałeś: „Jest beznadziejny.”, i oni go potem nie podpisali?

MICHAEL JORDAN: Jasne.

SLAM: Naprawdę?

MICHAEL JORDAN: No pewnie. Było kilka takich przypadków. (Śmiech) Ale nikt o tym nie wie. Nikt nie wie kto to był…

SLAM: I nikt się nie dowie…

MICHAEL JORDAN: …ale miałem rację. Miałem rację! Powiedzmy…

SLAM: A czy kiedykolwiek się pomyliłeś?

MICHAEL JORDAN: Tak. Myliłem się, jeśli chodzi o trade Oakley-Bill Cartwright. Uwielbiałem Charlesa Oakleya – był dla mnie jak brat, wydawało mi się, że oddajemy za dużo, młody zbierający za staruszka, który nie zagrał nawet pełnego sezonu. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę, to co mieliśmy dostać, to była najlepsza opcja wtedy. Wciąż lubię Charlesa Oakleya, uwielbiałem go w drużynie, ale jeśli chodzi o to, co wniósł dla nas Cartwright, to właśnie on przyniósł te znaczące zmiany.

SLAM: Jak radzisz sobie z presją bycia „tym gościem” w każdym meczu?

MICHAEL JORDAN: To wyzwanie, tego ode mnie oczekują. Wiesz jak jest.

SLAM: Nigdy nie masz tego nieprzyjemnego uczucia w brzuchu? Co z bezsennością? Jak sobie z tym radzisz?

MICHAEL JORDAN: Chodzę spać normalnie, śpię dobrze w nocy. Wiem jakie są moje obowiązki, nigdy od nich nie uciekam. Akceptuję je i daję z siebie wszystko. Tyle w tym temacie.

SLAM: Ten ostatni rzut w 1982 (finał NCAA, przyp. red.) zmienił wszystko?

MICHAEL JORDAN: No pewnie, dodał mi pewności siebie w sytuacjach, kiedy ktoś musi oddać ten ostatni rzut. Nauczył mnie jak sobie radzić z oczekiwaniami, jak odnieść sukces. Nie czuję niepewności, pod koniec meczu, kiedy muszę oddać ten rzut… wszystko dlatego, że mam tyle pozytywnych wspomnień związanych właśnie z ostatnimi rzutami. Niepowodzenie – jestem gotów z tym żyć.

SLAM: Chcesz być tym, który rzuca ten najważniejszy, ostatni rzut?

MICHAEL JORDAN: Zawsze. Jeśli bym chciał, nie musiałbym rzucać… ale jeśli jest to rzut, który wpłynie na losy spotkania, robię to.

Koniec części pierwszej. Część druga pod koniec tego tygodnia.

2 komentarze

  1. Ciekawe gdyby MJ zagrał z Cousins’em albo Beasley’em czy by zmienił ich podejście ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *