4 punkty Kobego, czyli coś co długo zapamiętamy.

Ostatnim razem, kiedy Lakers grali przeciwko Suns niektórzy z Was zauważyli, że lider Lakers nie utrzymał swojego zmienionego stylu gry i nie omieszkał wykonać kilku rzutów, które w efekcie zaważyły na sensacyjnej porażce Lakers, na koniec stycznia. Wówczas serię wygranych Jeziorowców zahamował Michael Beasley. Minionej nocy byliśmy świadkami całkiem odmiennego widowiska. Niestety dla polskich kibiców znów złe wieści przy osobie Marcina Gortata, bo nasz rodak nawiązał do ostatnich słabych występów, choćby z podwójnej konfrontacji przeciwko Thunder..

Jeziorowcy wrócili do Staples Center po dwóch dotkliwych porażkach na Wschodzie, z Celtics i Heat. Jednak napotkali oni na najsłabszą w ostatnich dniach ekipę Zachodu, która ostatnio najczęściej przewija się w tytułach potencjalnych wymian z Hawks, Jazz czy Knicks.

W Lakers ostatnio spotykamy się z kolei z plagą kontuzji i po urazie Dwighta Howarda oraz kontuzji Paua Gasola, spekulowano, że mecz ze względu na uraz stopy może opuścić Earl Clark. Ostatecznie gracz podjął wyzwanie, na szczęście dla gospodarzy.

Pierwsza kwarta to koncentracja ataku Lakers wokół Dwighta Howarda. Środkowy Lakers zdobył w tej odsłonie 8 oczek, a skutecznie dogrywali do niego Steve Nash i Kobe Bryant. O wiele lepiej niż na wschodnim wybrzeżu, radził sobie przed własną publicznością Metta World Peace (zablokował raz Marcina Gortata), zdobywca aż 9 oczek w pierwszych 12 minutach. Jeśli do osiągnięć tych zawodników dorzucimy świetne wejście z ławki Antawna Jamisona (5 punktów w ostatniej minucie) to nie zdziwi nas łatwe prowadzenie L.A. – 30:22. Suns między 6 a 9 minutą kwarty nie byli zdolni trafić do kosza rywala, a wynik dla nich trzymał PJ Tucker (8pkt).

Słabo grającego i nieskutecznego w pierwszej fazie Gortata (4 niecelne rzuty, 2 straty), zastąpił Jermaine O’Neal , a ligowy weteran wszedł z ławki, zdobywając 4 punkty. Z drugiej strony trafił za trzy Clark, a po chwili efektowną akcję – alley oopa – przeprowadzili Steve Blake i Dwight Howard. Rozgrywający dorzucił trójkę i przy świetniej postawie Jamisona miejscowi wyszli na 11-punktową przewagę. Z przeciwnej strony kontrował Michael Beasley, autor 7 punktów przed przerwą. Na 3 minuty przed końcem kwarty Lakers złapali właściwy rytm i zdobywali punkty seryjnie, zwłaszcza Jamison (14pkt przed przerwą). Dopiero pojedyncze zagrania Gorana Dragica i Louisa Scoli pozwoliły gościom zejść poniżej progu 10 punktów straty (47:56).

W trzeciej kwarcie po dobrym starcie, zadyszkę złapali gracze Mike’a D’Antoniego. Urwały się serię celnych rzutów MWP czy Jamisona, ponadto swoją piątą stratę zanotował Bryant. PJ Tucker i Michael Beasley doprowadzili do remisu po 64. Po chwili akcje O’Neala i Beasley’a przyniosły gościom 3-punktowe prowadzenie. Sama końcówka kwarty to narastająca frustracja Bryanta i kolejne niecelne próby zdobycia punktów lidera Lakers. Po 36 minutach 5-krotny Mistrz NBA miał na koncie 7 kolejnych spudłowanych prób rzutu.

Zapędy gości na wygranie spotkania ostudził na starcie 4 odsłony Jodie Meeks, trafiając zza łuku. Zaraz z pomocą przyszedł mu MWP, autor 5 kolejnych oczek dla Lakers (3 x z osobistych). Mecz się znów wyrównał. Kiedy lay upa trafił Meeks gospodarze znów mogli cieszyć się z prowadzenia (75:73). Kolejne akcje L.A. napędzali kolejno Steve Blake i Steve Nash a cztery kolejne punkty dorzucił Jamison (19 na koncie). Trafił też pierwszy raz w meczu Bryant. Dwa indywidualne zagrania Howarda, najpierw wsad a po nim rzut półhakiem, dał na 2 minuty przed końcem 8—punktowy zapas gospodarzom (89:81). Suns w ostatnich akcjach wyglądali na zagubionych, a momentum spotkania okazały się dwa z rzędu bloki – Bryanta i Howarda – na O’Nealu.

Dla Bryanta, tylko 4 punkty, to najgorszy wynik od 2005 roku, kiedy przeciwko Supersonics nie zaliczył on żadnego trafienia z pola gry. Ponadto zanotował on aż 8 strat. Mimo 7 spudłowanych rzutów, nie forsował on też rzucania do poziomu 20 oddanych rzutów, tylko zdecydował się podania, których w sumie rozdał aż 9.

Przy słabej dyspozycji swojego lidera, z dobrej strony zaprezentował się Dwight Howard, autor 19pkt i 18zb. Świetną zmianę dał Antwan Jamison, dodając dublet – 19pkt i 10zb. 17pkt i 8zb dołożył MWP.

Z drugiej strony wśród Suns, 18 oczek zdobył Michael Beasley, a 15pkt i 11zb zanotował Louis Scola. Marcin Gortat w 20 minut trafił 2 z 9 rzutów z gry i zakończył mecz z dorobkiem 4pkt i 7zb.

Lakers tą 25 wygraną zrównali się w ilości zwycięstw z przegrywającymi w Miami Trailblazers.

Wynik: 91-85 dla Lakers.

Punkty: Howard i Jamison po 19, MWP 17, Clark 11 i Nash 10 oraz Beasley 18, Scola 15, Tucker 13, O’Neal 12 i Dudley 10.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

10 komentarzy

  1. Szerszeń pisze:

    ale i 9 asyst.Nie przepadam za nim,ale to swietny wyczyn

    • Woy9 pisze:

      8 strat też;-)

    • Szerszeń pisze:

      wiem,ale gdybym ja to napisal to znowu by bylo,ze hejtuje ;p

      Kobe potrafi dobrze podawac,jakby wczesniej tak gral to LAL byloby na 4 miejscu ew.5

      Taktyka Browna potrzebowala takiego Bryanta

  2. woy9 pisze:

    zobacz tylko Szerszeń ,że niektóre podania są na siłę i Bryant trzymając piłkę do końca , szukając asysty, często naraża się na straty.Tak było i w tym meczu ,że koledzy nie wyczuwali jego intencji. Dawno nie widziałem Kobego tak przechodzącego obok meczu.

  3. FanMiami pisze:

    4 pkt, no cóż… Każdemu może się zdarzyć. Chociaż myślę, że sam Kobe wolałby co mecz rzucać nawet 1pkt, ale żeby drużyna wygrywała, niż śrubować staty na poziomie 40pkt/8zb/7as/5prz i schodzić do szatni z opuszczoną głową po porażce.
    Nie lubię Lakersów, ale muszę przyznać, że play-offy bez nich byłyby jakieś inne… Mistrzami NBA w tym sezonie nie będą (stawiam na powtórkę finału z zeszłego roku), ale Kobe, Nash i spółka są na tyle doświadczeni, że w play-offach mogliby napsuć krwi każdemu i stworzyć ciekawe widowisko.

  4. GPRbyNBA pisze:

    Lubie inteligencję. Rzut nie lezy to zaczął podawać i chwała mu za to.
    Choć w sumie z taką gra powinien raczej zejśc i wypocząć na następny mecz. Trener dał ciała trochę.
    generalnie…
    Jesli nie jesteś dziś dobrze dysponowany to daj sie wykazać innym. Takie powinno być motto każdego kto gra w grze zespołowej.

  5. Andrzej pisze:

    Nie wiem czy inni też tak mają, ale ja gdy wchodzę na Waszą stronę tytułową to zawsze przez dłuższą chwilę widzę nałożone na siebie dwie strony (dzieje się tak zresztą na różnych komputerach – w każdym przeglądarka firefox). To dość mocno irytujące, fajnie gdyby dało się poprawić.

  6. Taha20 pisze:

    Marcin na dobre traci swoją rynkową wartość. Dobrze, że dostał ogromny jak na jego grę kontrakt i jeszcze coś w tym NBA się dorobi. Jeśli nic się nie zmieni to ciężko będzie mu szukać nowego pracodawcy. ‚Dziadek’ O’Neal o niebo lepiej ostatnio wygląda a jego były partner Robin w NOHach na głowę bije gre Naszego Marcina. Musi się wziąć w garść i przynajmniej w obronie grać to, z czego był znany.

  7. Macias pisze:

    Zgadzam się po części z @Szerszeniem odnośnie taktyki Browna. Brown dobrze radził sobie z Cavs bo tam LBJ był głównym mózgiem drużyny i tutaj brakowało takiego Bryanta w jego taktyce. To oczywiście nie znaczy, że trener Brown i D’Antoni są jednowymiarowymi trenerami, których wypromowali James i Nash. Jeden kazał biegać Nashowi po zasłonach a drugi Gasolowi po obwodzie.. ;)

    • woy9 pisze:

      ale Nash ciągle biega i stawia zasłony. jego firmową akcją jest pick z Kobem przy końcowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *