James i Wade prowadzą Heat do zwycięstwa

Los_Angeles_Lakers_Alternate_Logoheat

 

Lakers walczyli z Heat przez trzy pierwsze kwarty jak równy z równym. Były nawet takie momenty w spotkaniu, że prezentowali się lepiej na boisku i naprawdę myślałem, że mogą sprawić niespodziankę i wygrać na zakończenie 7 meczowej serii wyjazdowej. Nic z tych rzeczy. Heat mają LeBrona Jamesa.

Nikt nie gra teraz lepszej koszykówki od niego. Że niby Kevin Durant ma być MVP? Chris Paul? A może Carmelo Anthony? Wolne żarty. Najlepszym zawodnikiem tej ligi jest James. Koniec kropka.

LeBron zdobył we wczorajszym meczu 32 punkty, trafiając 12 z 18 rzutów z gry i prowadząc Miami do 5 zwycięstwa z rzędu.

Dla Jamesa był to już 5 mecz z minimum 30 oczkami na koncie i dołączył do Adriana Dantely’a i Mosesa Malone’a, którzy jako jedyni w historii zdobyli w 5 kolejnych spotkaniach co najmniej 30 punktów na 60 proc. skuteczności (sic!).

Wczoraj Jeziorowcy w ogóle nie mogli znaleźć na niego odpowiedzi i ani Metta World Peace, ani Earl Clark nie potrafili ograniczyć, o powstrzymaniu nawet nie wspominając.

Lakers przegrali trochę na własne życzenie. Zbyt duża ilość start, szczególnie w czwartej kwarcie (7 przez pierwsze trzy i 8 w ostatniej), prowadziła do szybkich kontr Heat, a nie od dziś wiadomo, że zespół z Los Angeles jest pod względem bronienia szybkich ataków jednym z najgorszych w lidze. Dodatkowo pozwolili Miami, którzy są najsłabiej zbierającą drużyną w lidze, wygrać walkę na tablicach 38-29 i to pomimo posiadania w skaldzie najlepszego zbierającego w lidze. Aż nadto widoczny był tutaj brak kontuzjowanych Pau Gasola i Jordana Hilla, którzy mogliby powalczyć tutaj o kilka piłek.

Kolejny bardzo dobry mecz rozegrał Kobe Bryant. Nie forsował rzutów (11/19 z gry), podejmował mądre decyzje, kreował świetnie partnerów, już po pierwszej kwarcie mając na koncie 5 asyst, a 9 w całym meczu. Zresztą Lakers często grali na post-up do Bryanta, który następnie robił zwód, biegł wzdłuż linii końcowej i podawał do wchodzących pod kosz partnerów albo podwajany oddawał piłkę na obwód. Zagrał też na początku dwa pick’n’rolle ze Stevem Nashem, po który Kanadyjczyk zdobył łatwe punkty.

Bryant w całym meczu do 9 kluczowych podań dodał 28 punktów i 6 zbiórek. W drugiej połowie brakowało mu jednak trochę wsparcia wśród kolegów z zespołu i Lakers musieli zejść z boiska pokonani.

Przeciętnie zagrał Dwight Howard, który zdobył 15 oczek i zebrał 9 piłek, a w drugiej kwarcie miał nawet dwa z rzędu bardzo dobre zagrania tyłem do kosza. Mam jednak wrażenie, że od potencjalnie najlepszego centra ligi powinniśmy oczekiwać nieco więcej.

Drugim strzelcem Jeziorowców był Clark, autor 18 punktów, a 15 dodał Nash. Słabo zaprezentował się World Peace, który gdzieś zatracił skuteczność i trafił tylko 3 z 11 rzutów, zdobywając 9 punktów.

Goście tracili w czwartej kwarcie tylko dwa punkty do Heat, ale wtedy 5 punktów z rzędu zdobył Dwyane Wade i Lakers już się nie podnieśli. Gonić próbował jeszcze Bryant, ale na każde jego punkty Miami odpowiadało kolejnymi celnymi trafieniami, a po trójce z prawego rogu Shane’a Battiera przewaga wynosiła już 10 oczek i było po meczu.

Wade zagrał jeden z najlepszych meczów w sezonie i rzucił 30 punktów na 66,7 proc. skuteczności, rozdając do tego 5 asyst. Double-double na poziomie 12 oczek i 11 zbiórek zanotował Chris Bosh, a 13 dodał Mario Chalmers.

Kolejne spotkania obie drużyny zgrają u siebie. Heat we wtorek podejmą Portland Trail Blazers, natomiast Lakers zagrają z Phoenix Suns.

Los Angeles Lakers – Miami Heat 97:107 (26:25, 27:28, 20:25, 24:29)

[youtube=http://youtu.be/sS_5bLRM_pU&w=585]

Liderzy zespołów:

Punkty: Bryant 28 – James 32

Zbiórki: Howard, Clark 9 – Bosh 11

Asysty: Bryant 9 – Wade 5

Przechwyty: World Peace, Howard, Meeks 2 – James, Wade 3

Bloki: Howard 2 – Andersen 2

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

9 komentarzy

  1. hydro12 pisze:

    „Nikt nie gra teraz lepszej koszykówki od niego. Że niby Kevin Durant ma być MVP? […]Wolne żarty. Najlepszym zawodnikiem tej ligi jest James. Koniec kropka.

    bez komentarza…

    • dwade3 pisze:

      No jak bez komentarza? Czysta prawda, no! Zagraj pięć meczów w NBA na skuteczności 60% to porozmawiamy

  2. shw pisze:

    Autor nie ośmieszaj się z takimi wpisami jak ten początkowy, bo Durant ma w tej chwili równie wiele argumentów w drodze po MVP. A to, że James ma akurat serie dobrych meczy to jeszcze niczego nie rozstrzyga.

  3. 2utakt pisze:

    prawda jest taka jak pisze autor. LeBronek jest najlepszym graczem tej ligi na chwile obecną. Durant zdobywa punkty ale to nie to samo co robi Bronek. Tak nawiasem mówiąc nie wiem czy wiecie ale LeBron bawi sie w „czarną magie” taki szczegół. pozdrawiam

  4. cynik pisze:

    Podpisuję się pod tym co napisałeś. LBJ jest najlepszy. To co gra w tym sezonie, to kosmos. Można powiedzieć, że zdobycie mistrzostwa go w pewien sposób wyzwoliło. Gra na niesamowitym luzie. Gdyby chciał to spokojnie miałby średnią powyżej 30 pkt.
    Ciężko znaleźć zespół, ktory jest w stanie powstrzymać Miami gdyby grali na 100% możliwości.

    • cynik pisze:

      Jeszcze zapomniałem dodać a propo Lakers. Tam wszystko stoi na głowie.
      Nikt nad niczym nie panuje. Jeden wielki chaos w grze. A to dziwne bo na papierze skład maja calkiem niezły.

  5. M.W. pisze:

    LBJ jest najlepszy teraz bez wątpienia ale w paru sytuacjach 1 na 1 aż miło było popatrzeć jak kilka razy Kobe go straszliwie ogrywał :)

  6. Marcin 23 pisze:

    „Lakers przegrali trochę na własne życzenie.”

    Ot i cała prawda. Lebron nic by niestety nie zrobił, gdyby Lakersi sami nie oddali tego meczu. Fakt, James jest w gazie, ale Kobe pokazał wczoraj Jordanowski charakter, choć do Michaela obu brakuje wiele.

  7. FanMiami pisze:

    James jest obecnie najlepszy i biorąc pod uwagę cały dotychczasowy sezon-zasługuje na MVP, ale trzeba uczciwie przyznać, że KD depcze mu po piętach. Bądźmy szczerzy- Durant w tym roku kończy dopiero 25 lat i przyszłość należy do niego. Co do Melo i Black Mamby, to już nie grają tego co na początku sezonu.
    Ja osobiście cieszę się z powrotu formy Wade’a, który gra teraz fenomenalnie. Razem z LeBronem i przy odpowiednim wsparciu Bosha, Allena i Battiera są pewniakami do mistrzostwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *