Blowout Lakers w TD Garden

Los_Angeles_Lakers_Alternate_Logo200px-Boston_Celtics.svg

Nie było crunchtime’u, zaciętej końcówki, walki do ostatnich sekund o zwycięstwo, jak w kilku ostatnich pojedynkach pomiędzy obydwoma zespołami. Była za to pewna wygrana Bostonu, najwyższa w tym sezonie, a dodatkowo Kevin Garnett przekroczył barierę 25 tys. zdobytych punktów w karierze

To nigdy nie było zwykłe spotkanie. To nigdy nie jest zwykłe spotkanie. To nigdy nie będzie zwykłe spotkanie. Niezależnie od tego komu kibicujesz nie możesz przejść obok tego meczu obojętnie. To dwie najbardziej utytułowane drużyny w historii NBA i dwaj najwięksi rywale w historii ligi.

Ten mecz zawsze elektryzuje, nie tylko fanów obu zespołów, ale również pozostałych kibiców koszykówki. Nawet dzisiaj, kiedy Lakers i Celtics mówiąc delikatnie nie zachwycają w tym sezonie. Szczególnie ci pierwsi, choć trzeba przyznać, że zarówno jedni, jak i drudzy grają ostatnio najlepszą koszykówkę w sezonie.

Do pojedynku zarazem i Jeziorowcy, i Zieloni przystępowali znacznie osłabieni kadrowo. Lakers na minimum 6 tygodni stracili bez Pau Gasola, który odniósł kontuzję w końcówce meczu z Brooklyn Nets, natomiast Celtcis bez już od 5 spotkań muszą sobie radzić bez Rajona Rondo i dwa bez Jareda Sullingera, którzy nie pojawią się już na parkiecie do końca sezonu.

Brak dwójki kluczowych zawodników w rotacji nie przeszkodził jednak drużynie Bostonu wygrać do tej pory wszystkich spotkań od momentu kontuzji Rondo. Celtics wyglądają na scementowanych, zjednoczonych, a przede wszystkim na boisku radzą sobie bardzo dobrze. Grają bardziej zespołowo, dzielą się piłką i sprawiają, że utrata ich najlepszego zawodnika nie jest aż tak widoczna, a po dzisiejszym zwycięstwie głosy, że nie awansują do play off można już chyba odłożyć między bajki.

Celtics do wygranej poprowadził Paul Pierce, zdobywając 24 punkty, a decydujące dla losów spotkania okazał się run 23-8 w drugiej połowie trzeciej kwarty, po którym gospodarze osiągnęli 26 punktową przewagę. Pierce w tej części meczu zdobył 12 punktów.

W ogóle Boston prezentował się zdecydowanie lepiej przez cały mecz i tylko pierwsze 12 minut mogło wskazywać, że będzie to wyrównany pojedynek. Później jednak na parkiecie istnieli tylko zawodnicy gospodarzy.

W drugiej kwarcie mogliśmy być również świadkami historycznego momentu. Kevin Garnett fadeaway’em nad Earlem Clarkiem osiągnął granicę 25 tys. punktów w karierze jako 16 zawodnik w historii NBA. Była owacja od kibiców w TD Garden, gratulacje od kolegów z zespołu, a nawet od Kobego Bryanta na parkiecie.

Doskonale postawę i osiągnięcia statystyczne Garnetta w całej karierze skomentował na Twitterze Sean Grande, amerykański prezenter radiowy i telewizyjny, który analizuje mecze Celtics. – „With his 25,000 points, 10,000 boards, 5,000 assists 1,500 blocks and steals, Kevin Garnett joins…no one. He’s all alone.” – napisał.

Nic dodać, nic ująć. KG to grająca legenda ligi, a w całym meczu rzucił 15 punktów, zebrał 5 piłek i rozdał 4 asysty.

W szeregach Lakers, pomimo bólu w prawym barku wybiegł na parkiet Dwight Howard, który opuścił trzy poprzednie mecze. Prawdopodobnie nie pojawił by się dziś na boisku, ale ze względu na kontuzję Gasola wspomógł swoich partnerów z drużyny. Nie bez znaczenia były pewnie też słowa Bryanta, który mówił przed meczem, że center Jeziorowców powinien zacisnąć zęby i nauczyć się grać pomimo bólu.

Howard w ciągu 29 minut na parkiecie zdobył 9 punktów i 9 zbiórek, zanim opuścił parkiet na 5 minut przed końcem meczu z powodu szóstego faulu. Center Lakers nie powinien jednak w tym czasie wybiegać w ogóle na parkiet. Spotkanie było praktycznie rozstrzygnięte, a przebywając na boisku ryzykował pogłębienie kontuzji. Ewentualnym wytłumaczeniem może być jednak chęć rozegrania przez niego kilku dodatkowych minut i odnalezienia formy po trzy meczowej absencji.

Bryant zakończył spotkanie z 27 punktami na koncie, trafiając 9 z 15 rzutów z gry i rzucając bardzo trudne rzuty w trzeciej kwarcie, przy czym po raz trzeci w tym sezonie nie zapisał na swoim koncie żadnej asysty. Jako jedyny ciągnął w tym czasie ofensywę gości, którzy byli bardzo słabo dysponowani rzutowo tego dnia. W pierwszej połowie trafiali z tylko 37,8 proc. skutecznością, rzucając tylko 2 z 12 prób za trzy punkty, a dodatkowo w drugiej ćwiartce spudłowali 8 kolejnych prób z gry i pozwolili odskoczyć Celtics na 14 punktów przewagi po 24 miutach meczu. Gospodarze w trzeciej kwarcie zupełnie zdominowali Lakers trafiając aż 15 z 21 rzutów z gry i rozstrzygając spotkanie na swoją korzyść, a w ostatniej kwarcie osiągając nawet 32 punktową przewagę.

W szeregach Celtics oprócz Pierce’a i Garnetta jeszcze 4 zawodników zanotowało podwójną zdobycz punktową. Jeff Green rzucił 19, Jason Terry 15, Courtney Lee 13, a Avery Bradley 10.

Powracający po jednomeczowym zawieszeniu Metta Worl Peace zdobył tylko 5 punktów, trafiając tylko 2 z 13 rzutów. 13 oczek z ławki dodał Jodie Meeks, a 11 Antawn Jamison.

Boston odniósł już 6 zwycięstwo z rzędu bez Rondo i przesunął się na 7 pozycję w Konferencji Wschodniej, tracąc teraz tylko do szóstych Hawks półtorej meczu. Jeziorowcy z kolei dalej zajmują 10 miejsce i do ósmego miejsce gwarantującego miejsce w play off tracą 3,5 meczu.

Kolejny mecz Lakers w ramach Grammy Trip, podczas którego legitymują się bilansem 3-2, zagrają już dziś z Charlotte Bobcats. Celtics natomiast w niedzielę gościć będą u siebie Denver Nuggets.

Los Angeles Lakers – Boston Celtics 95:116 (23:27, 21:31, 25:37, 26:21)

[youtube=http://youtu.be/UZCrPTD3BV0&w=585]

Liderzy zespołów:

Punkty: Bryant 27 – Pierce 24

Zbiórki: Howard 9 – Wilcox 9

Asysty: Nash 5 – Pierce 6

Przechwyty: World Peace, Meeks 1 – Garnett 3

Bloki: Clark 2 – 5 graczy po 1

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

5 komentarzy

  1. blabla pisze:

    i poprawiony humor z rana:)

  2. Kamil pisze:

    Oglądałem ten mecz na żywo. Jedyny sposób w jaki Boston coś może zdziałać w PO to jest właśnie taka gra jak dziś: scementowana, zawodnicy równo się dzielą piłką, grają wyćwiczonymi zagraniami i schematami, solidnie wypełniając każde 24s. Wyglądali zdecydowanie lepiej niż ciągle szarpiący i bez pomysłu Lakersi. Dwight nie wie na jakim jest świecie, służy przede wszystkim jako słup z wyciągniętymi rękoma do zbierania piłek i odrzucania na obwód. Kobe przestał bawić się w playmakera i znów trafia swoje niewiele robiące fadeawaye, nash nie wie za bardzo co grać, więc oddaje piłkę kobemu i jakoś leci….

    W bostonie dużo robią zawodnicy typu green, lee, wilcox, barbosa, tjet – widać że każdy się stara. Drugi garnitur ale bardzo równy.

    Pytanie czy starczy im sił i atletyzmu, na duet rodem z amerykańskiego futbolu – czyli Wadea & Lebrona.

  3. blabla pisze:

    Boston widocznie potrzebował wstrząsu, żeby zacząć dobrze grać. Szkoda tylko, że tym wstrząsem była kontuzja Rondo…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *