Samorodki mają patent na ekipę z Houston

Trzecie zwycięstwo nad zespołem Houston Rockets odnieśli koszykarze z Denver. Dzięki wygranej 118-110 drużyna ze stanu Kolorado przedłużyła serię zwycięstw do pięciu kolejnych. Ważnym wydarzeniem meczu był fakt, że wśród pokonanych najskuteczniejszy wcale nie był James Harden, co było do tej pory niemalże tradycją.

Nuggets-Logo

 

Dzisiejsze starcie Nuggets i Rockets miało bardzo wyrównany przebieg o czym świadczy fakt, że prowadzenie ulegało zmianie 17 razy na korzyść jednej ze stron, a aż 18 razy na tablicy wyników w trakcie meczu widniał remis. Zwłaszcza zacięty przebieg miały pierwsze dwie kwarty. Po dwunastu minutach było 29-29, a do przerwy jednopunktowym prowadzeniem mogli cieszyć się gospodarze.

W tym czasie po stronie Nuggets znakomicie spisywali się Kenneth Faried oraz Danillo Gallinari. Zwłaszcza Włoch błyszczał swoją grą, a na boisku wychodziło mu niemal wszystko. Obaj po 24 minutach gry mieli na koncie po 11 pkt.

Dwie trójki Chandlera Parsonsa na początku III odsłony pozwoliły odskoczyć nieznacznie Teksańczykom. Niewielka, bo oscylująca w granicach 6-8 pkt przewaga utrzymała się do końca tej kwarty. Duża w tym zasługa Jamesa Hardena, który swoimi punktami ciągnął ofensywę Rakiet. Dobrze spisywali się również rezerwowi, którzy celnymi rzutami dawali należne wsparcie swojemu liderowi.

Jednak od końcówki trzeciej kwarty inicjatywę przejęli już gospodarze. Ostatnia odsłona należała już wyłącznie do nich. Już na samym jej początku zaliczyli run 18-2 i osiągnęli wyraźną przewagę. Brylował zwłaszcza Gallinari, który 12 ze swoich 27 pkt rzucił właśnie w finałowej odsłonie meczu.   Rakietom nie pomogła, ani bardzo dobra gra Jeremy Lina, ani skuteczność Parsonsa i nie udało im się już dogonić przeciwników. Świetną końcówkę zanotował Ty Lawson. Rozgrywający z Denver zdobył osiem z ostatnich 10 pkt swojego zespołu. Zwłaszcza skutecznie egzekwowane rzuty osobiste pozwoliły dowieźć kilku punktowe prowadzenie do końcowej syreny i ostatecznie Nuggets wygrali spotkanie 118-110.

Oba zespoły zaprezentowały nam bardzo szybką grę. Wiele wsadów z obu stron, które padały po szybkich kontrach z pewnością musiały się podobać zebranej w Pepsi Center publiczności. Zarówno Nuggets jak i Rockets zagrały na skuteczności zbliżonej do 50%. Z tym, że niewiele lepsi w tym elemencie gry okazali się koszykarze z Kolorado (51,2%)

Najlepszy w obozie gospodarzy był Danillo Gallinari. Rzucił 27 pkt (z czego 4-9 za 3 pkt). Pochwalić należy także postawę Kennetha Farieda, który jak zwykle znakomicie kończył szybkie kontry swojego zespołu. Zakończył spotkanie z 19 pkt i 9 zbiórkami.

Drużyna Rockets mimo porażki także zagrała dobre spotkanie. Najlepszym strzelcem był Jeremy Lin, którego łupem padły 22 pkt. Chandler Parsons i James Harden dodali po 21 pkt do dorobku Houstończyków. Double double uzyskał Omer Asik, który zebrał 18 piłek i rzucił 10 pkt.

O ile w meczu z Jazz Rakiety miały tylko 5 strat, to dziś już nie było tak różowo. W całym spotkaniu goście zanotowali ich 21, a najwięcej z nich mieli Asik (7) z Hardenem (6). Harden zresztą w ostatniej kwarcie zdobył tylko 2 ze swoich 21 pkt i w tym aspekcie można dopatrywać się porażki jego zespołu.

Przegrana w Pepsi Center zakończyła serię 3 zwycięstw podopiecznych Kevina McHale’a. Dla Nuggets zaś był to 5 kolejny sukces. Oba zespoły po raz czwarty i ostatni w sezonie regularnym spotkają się ze sobą 6 kwietnia. Jak na razie wszystkie trzy wcześniejsze spotkania wygrali koszykarze z Denver, co pokazuje, że mają pewnego rodzaju patent na swoich dzisiejszych rywali.

Najbliższe spotkanie Nuggets rozegrają w piątek u siebie, a na przeciw nich stanie ekipa New Orleans Hornets. Rakiety natomiast wracają teraz do Houston, gdzie w sobotę przyjedzie drużyna Charlotte Bobcats.

HOUSTON ROCKETS (25-23) – DENVER NUGGETS (29-18) 118-110

(29-29, 28-27, 29-27, 24-35)

J. Lin 22 pkt, J. Harden oraz Ch. Parsons po 21 pkt – D. Gallinari 27 pkt, K. Farried 19 pkt, T. Lawson 16 pkt

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

4 komentarze

  1. hydro12 pisze:

    oj nie tylko samorodki, nie tylko

  2. Kubarobson pisze:

    Denver u siebie potrafi grac ;]

  3. pato pisze:

    dlaczego Dżawal nie grał ? :P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *