Denver znowu lepsi od Rockets

W drugim starciu obecnego sezonu pomiędzy Denver Nuggets i Houston Rockets ponownie lepszą ekipą okazali się podopieczni George’a Karla. W rozegranym minionej nocy spotkaniu w Toyota Center zawodnicy ze stanu Kolorado łatwo pokonali miejscowy zespół 105-95.  Dla Rockets była to już 7 przegrana w ostatnich 9 meczach.

Nuggets-Logo

Rywalizacja obu drużyn mogła dawać nadzieje na szybki i przyjemny do oglądania mecz i nawet pomimo bardzo słabej gry Rockets w ostatnich tygodniach faktycznie tak było.

Przed meczem wyżej oceniano szansę na wygraną zespołu Nuggets i faktycznie od pierwszych minut oni przejęli inicjatywę. Znani z dobrego dzielenia się piłką gracze z Denver rozkładali ciężar zdobywania punktów na wszystkich zawodników, ale na szczególne wyróżnienie zasługuje Ty Lawson. Rozgrywający „Samorodków” był wyraźnym liderem i kreatorem gry ekipy przyjezdnej. W Houston w mecz dobrze wszedł James Harden, który po 12 minutach miał na swoim koncie już 7 pkt. Brak należytego wsparcia ze strony partnerów nie pozwalał jednak nawiązywać zbyt wyrównanej walki z rywalami i Rakiety przegrywały po pierwszej kwarcie 27-21.

Początek drugiej odsłony to ponownie przewaga gości, którzy zarówno szybkimi kontrami kończonymi dunkami jak i rzutami z dystansu punktowali swoich rywali. Ciekawie jednak zaczęło się robić w ostatnich czterech minutach drugiej części gry. Rockets zanotowali serię 12-0 i objęli prowadzenie. Sygnał do natarcia dał James Harden, który zdobył pierwsze 5 punktów z tego runu. W końcówce jednak za sprawą alley-upów Javala McGee i punktom Wilsona Chandlera to Nuggets zakończyli I połowę z korzystnym dla siebie wynikiem.

W trzeciej kwarcie byliśmy świadkami ważnego momenty w karierze Andre Igoudali, który rzutami wolnymi przekroczył barierę 10 000 pkt. Przez pierwsze sześć minut oglądaliśmy wyrównany mecz, w którym prowadzenie co chwila się zmieniało na stronę jednej z ekip. Potem jednak do głosu wyraźniej zaczęli dochodzić Nuggets. Zdobyli oni 13 kolejnych punktów, a bardzo aktywny w ataku w tym momencie był Danillo Gallinari.  Następnie przewaga gości rosła z akcji na akcję i po 36 minutach sięgnęła 16 pkt.

W ostatniej odsłonie Rockets wyraźnie nie potrafili już nawiązać walki z zespołem George’a Karla. Strata goniła stratę, a przeciwnicy z zimną krwią wykorzystywali indolencję Houstończyków. W końcowych minutach Kevin McHale posłał do boju już rezerwowych, co było jasnym sygnałem, że wywiesił już raczej białą flagę.  Zmiennicy nieco zmniejszyli dystans do rywali i ostatecznie Denver Nuggets pokonali drużynę z Teksasu 105-95.

W Denver bardzo dobre spotkanie rozegrał Ty Lawson, który zakończył mecz z 21 pkt oraz 7 asystami. Na pochwałę zasługuje również Wilson Chandler. Były gracz Knicks rzucił o jeden punkt mniej od Lawsona i zebrał 6 piłek.  Bardzo skutecznie trafiał rzuty 3-punktowe chybiając tylko raz na trzy próby.

W Houston liderem strzelców był James Harden. Uzbierał on 23 pkt i wreszcie trafił dwie trójki ( w poprzednich dwóch spotkaniach nie trafił żadnej!).  Sporo punktów z ławki dał swojej ekipie Carlos Delfino. Argentyński skrzydłowy zdobył 15 oczek, ale nie grzeszył skutecznością z za linii 7,24, co było jego dotychczasową domeną. Dziś na osiem prób trafił trzykrotnie. Na tablicach dobrze spisywał się Omer Asik, który zebrał 13 piłek z czego 9 pod bronionym koszem.

Rockets znowu mieli mnóstwo strat. Nie można usprawiedliwiać tego faktu szybkim stylem gry, ponieważ Nuggets także grają basket oparty na bieganiu, a gracze z Teksasu i tak mieli od swoich przeciwników aż o 8 strat (HOU 22 – 14 DEN)

Kolejny mecz Rockets zagrają w Nowym Orleanie z Pelicans aka Hornets. Dzisiejsi zwycięzcy w sobotę zagrają z Sacramento Kings.

DENVER NUGGETS (26-18) – HOUSTON ROCKETS (22-22) 105-95

(27-21, 19-23, 36-22, 23-29)

T. Lawson 21 pkt, W. Chandler 20 pkt, D. Gallinari 18 pkt – J. Harden 23 pkt, C. Delfino 15 pkt, P. Patterson oraz M. Morris po 10 pkt

 

 

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *