Kobe Bryant – Wywiad

Kobe & T-MacJest to przetłumaczony wywiad, którego udzielił Kobe Bryant Chrisowi Palmerowi z ESPN kilka dni temu.

Chris Palmer: Dzieje się z tobą coś dziwnego. Jesteś taki… spokojny.

Kobe Bryant: Zgadza się, jestem. Dorosłem. To właśnie 17 lat patrzenia na koszykówkę i wszystko co może ci dać. Widziałem już wszystko. Nie ma sensu się denerwować. Każdy dzień niesie ze sobą kolejne wyzwanie. A ja wciąż się bawię. Urodziłem się po to aby grać w koszykówkę. Wciąż to kocham.

Więc nie jesteś tykającą bombą?

(Śmiech) Nie, wcale. Poradzimy sobie z tym wszystkim co się ostatnio wydarzyło. Wiem, że zostało mi niewiele czasu na granie w koszykówkę zawodowo, więc będę czerpał z tego przyjemność. Wciąż będę szukał nowych wyzwań.

Czy wciąż pracujesz nad sobą jako koszykarzem?

U schyłku 2003 roku byłem kompletnym graczem. Zdobywanie punktów, obrona, kozioł, dystans, wszystko to rozwinąłem. Potem musiałem już tylko doskonalić niektóre zagadnienia. Ludziom wydaje się, że poprawiłem pracę nóg ale to zawsze było jednym z moich atutów. Jeśli zerkniesz na nagrania sprzed 10 lat to zobaczysz, że wszystko to już potrafiłem wtedy: up-and-under, pivoty i inne. Interesowałem się poruszaniem się na boisku już w wieku 8 czy 9 lat. W ten sposób byłem właśnie uczony gry. Techniczne aspekty gry zawsze mnie interesowały.

Myślisz, że uda ci się rzucić jeszcze 50 punktów w meczu?

Tak, na pewno.

Dlaczego zdobyłeś tylko jedno MVP?

Bo grałem z Shaq’iem. Po prostu. Wielokrotnie odbieraliśmy sobie to trofeum na boisku. Poświęciłem dużo grając z nim. Naprawdę. Zrobiłem to ze względu na drużynę i idące za tym sukcesy. Jeśli nigdy bym z nim nie zagrał, moje osiągnięcia byłyby nie z tej ziemi.

Czy wracasz czasem pamięcią do swoich niektórych osiągnięć, jak np. meczu, gdzie rzuciłeś 81 punktów?

Do dzisiaj nie obejrzałem jeszcze tego meczu. Nie mam potrzeby tego robić. Czego się z tego nauczę? Nie oglądam tych nagrań. Jeśli już coś oglądam, to jest to zazwyczaj coś o następnych przeciwnikach.

Kiedy ostatni raz oglądałeś nagrania, na których był Michael Jordan?

Dawno temu. Ostatni raz prawdopodobnie w 1999. Oglądałem ich wiele, ale to było dawno temu.

Jak się czułeś kiedy rzuciłeś przeciwko niemu 33 punkty, mając tylko 19 lat i będąc dopiero w swoim drugim sezonie?

Nie bałem się ani nie byłem zdenerwowany. Patrzył na mnie jakby miał mnie za chwile zaje*** ale musiałem mu dać znać, że nie ze mną te numery. Dałem mu do zrozumienia, że nie jestem taki jak inni, przeciwko którym grał. Byłem tam po to,
żeby z nim rywalizować.

Dawałeś mu o tym znać werbalnie?

Moja gra przemawiała za mnie, i to, na jakim poziomie rywalizowałem.

Jakiś czas temu znudziły cię porównania do MJ’a, ale przyznaj, że schlebiało ci to?

Doceniałem to wszystko, ale po pewnym czasie zrobiło się to nudne. Aż w końcu ucichły bo starałem się pracować na własną legendę. Ale nie zapomnę jak wiele nauczyłem się od MJ’a. Wiedziałem co robił, znałem jego ruchy i używałem ich. Ale dla mnie te porównania nie pasowały do siebie, ponieważ nasze początki były zupełnie inne. Ja przyszedłem do NBA prosto z liceum i grałem z dominującym centrem, Shaquillem O’Nealem. Byłem wtedy bardzo młody i dostałem się do NBA. Ile miałem wtedy lat, 17?! 17! Im więcej o tym myślisz, tym bardziej moja sytuacja wydaje się być inna od MJ’a. Przez to większość porównań nie ma sensu, a ja po prostu przestałem na nie zwracać uwagi.

Jak na ironię, te porównania wracają pod koniec twojej kariery.

Teraz już mnie to tak nie denerwuje. Zupełnie inaczej traktuję to teraz, kiedy jestem już bliżej końca mojej kariery. Fani zawsze będą się kłócić o to, kto jest lepszy, będą porównywać różnych graczy. Kocham to! Sam to robiłem. Dlatego ludzie interesują się koszykówką, fajnie jest dyskutować o tym, kto jest najlepszy.

Jaka jest twoja reakcja na to stwierdzenie: 17-latek, który został wybrany z numerem 13 w drafcie zakończy swoją karierę jako jeden z 10 najlepszych graczy w historii NBA.


Jakbyś mi to powiedział wtedy, to bym cię wyśmiał. Wciąż trudno w to uwierzyć.

Czy uważasz, że jesteś jednym z 5 najlepszych zawodników w historii ligi?

Nie wiem. Mam taką nadzieję. Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Szczerze mówiąc, nie myślałem jeszcze o moim dziedzictwie, o tym co zostawię po sobie. Będzie na to jeszcze dużo czasu.

Czy kiedykolwiek czułeś się zastraszony na boisku?

Nigdy. Nikomu się to nie udało. Mój umysł tak nie działa. Ostatni raz czułem strach, kiedy miałem 6 lat i byłem na treningu karate. Miałem pomarańczowy pas i trener kazał mi walczyć z chłopakiem, który miał czarny pas i był kilka lat starszy ode mnie. Bałem się jak cholera. Byłem przerażony, a on skopał mi tyłek. Ale potem zdałem sobie sprawę, że nie pobił mnie aż tak bardzo. Poczułem, że tak naprawdę nie było się czego bać. Mniej więcej wtedy odkryłem, że jeśli odpowiednio się nastawisz, strach nie ma szans.

Co czułeś kiedy Magic nazwał cię najlepszym zawodnikiem Lakers w historii?

Nie potrafię tego opisać. Był moim ulubionym graczem kiedy dorastałem. Na początku modliłem się, żeby mieć 208 cm, więc będę mógł być taki jak on. Ale się nie udało. Niemniej jednak, Magic jest kimś kogo zawsze podziwiałem, więc usłyszeć takie słowa od niego to coś niesamowitego.

Czy ostatnie 17 lat minęło szybko?

Jak mrugnięcie okiem. Wciąż myślę o tym, jaki kiedyś byłem inny. Wiele konkretnych wydarzeń pamiętam jakby wydarzyły się wczoraj. Kiedy byłem pierwszoroczniakiem, na obozie treningowym na Hawajach, w hotelu zamówiłem płatki do mojego pokoju. Dostałem Frosted Flakes z jakimś mini mleczkiem. Kosztowało to 80 dolarów. W 1996! Powiedziałem – W życiu! I odesłałem to. Ubrałem się, wyszedłem z hotelu i kupiłem w sklepie karton mleka i duże pudło płatków. Zapłaciłem ok. 10 dolarów.

Byłeś młodym, zuchwałym pierwszoroczniakiem, którego nie lubili weterani. Na pewno byłeś poddawany wielu próbom.

No jasne, próbowali robić wiele rzeczy. Podczas mojego pierwszego sezonu, kiedy byliśmy w Portland, wchodziłem na kosz a Rasheed Wallace powalił mnie na parkiet i patrzył się na mnie. Chciał mnie wkur*** ale się nie dałem. Natychmiast wstałem i następnym razem wszedłem agresywniej. Od razu daję znać, że nie jestem tym, kogo można zastraszyć.

Miałeś kiedyś taki problem z Kevinem Garnettem?

Nie, on i ja zawsze się kumplowaliśmy, więc nic takiego ze mną nie próbował. Będąc pierwszymi, którzy poszli do NBA prosto z liceum, pchaliśmy ten sam wózek. Kiedy byłem w trzeciej klasie liceum, często się z nim kontaktowałem i prosiłem o rady. On opowiadał mi jak jest u niego i jak radzić sobie z tym, że nie gram wielu minut w meczach. Pomógł mi bardzo na początku mojej kariery.

Czy cięzko jest być twoim kolegą z drużyny?

Nie. To wszystko co o mnie mówią to nieprawda. Jeśli przychodzisz do nas gotowy do pracy, nie ma z tym problemu, dogadamy się.

Kto jest twoim najlepszym kumplem w NBA, który nigdy z tobą nie grał w drużynie?

Nie ma nikogo, z kim się mocno kumpluję i wychodzę każdego wieczoru. Ale jeśli miałbym kogoś wymienić to pewnie to Carmelo Anthony. Trochę się znamy. Sporo zawodników z drużyny narodowej złapało kontakt między sobą. Bardzo szanuję tych gości.

Zazwyczaj nadana sobie ksywka nie zostaje na długo ale Black Mamba się utrzymała.

W zasadzie to nie ja ją wymyśliłem. Pamiętam, że chyba grałem na boisku w Nowym Jorku i tam zaczęli mnie tak nazywać. Tak już zostało.

O, nie wiedziałem o tym.

Potem dowiedziałem się co potrafi mamba i jak szybko potrafi atakować. W Kill Billu jest świetna scena, która to wyjaśnia.

Z kim najchętniej byś zagrał 1-na-1? Możesz wybrać kogoś z aktywnych graczy jak i emerytowanych.

Jordan. Bezapelacyjnie.

I jaki byłby wynik?

Ciężko powiedzieć ale pewnie on by wygrał trochę meczów, trochę ja, jeśli gralibyśmy do 4 zwycięstw. Zwycięstwo zależałoby pewnie od ostatnich kilku rzutów.

A kto wygrałby w meczu Kobe – LeBron? „Ja. Bez problemu.” Tak powiedziałeś.

Ja. Bezapelacyjnie. Jeśli chodzi o 1-na-1, jestem w tym najlepszy.

Cholera. Przyznasz, że to butne stwierdzenie.

LeBron jest świetnym zawodnikiem, jeśli chodzi o grę 5-na-5. Ale sam na sam bym z nim wygrał.

A kto mógłby z tobą wygrać?

Kevin Durant jest gościem, który sprawiłby mi najwięcej kłopotów. Z jego zasięgiem ramion i tym jak świetnie panuje nad piłką, byłby cięzki do pokonania.

Zawsze chciałem zobaczyć jak grasz z Tracym McGradym.

T-Mac i ja graliśmy. Rozwalałem go. Niszczyłem. Nie miał najmniejszych szans. Spytaj go, powie ci. Kiedy miałem 20 lat, promowaliśmy w Niemczech pewną firmę obuwniczą, codziennie graliśmy w kosza. Byliśmy na sali praktycznie cały czas. Graliśmy trzy mecze 1-na-1 do 11. Wygrałem wszystkie trzy. Jeden z nich zakończył się wynikiem 11-2. Po trzecim meczu T-Mac powiedział, że bolą go plecy i nie może dalej grać.

Jego plecy dokuczały mu przez większość jego kariery.

No tak, teraz już o tym wiesz.

Paweł Panasiuk: Tutaj przerwę na chwilę artykuł i pozwolę sobie na chwilę dywagacji. Po wypuszczeniu tego wywiadu, jeden z fanów zapytał T-Maca o gry 1-na-1 z Bryantem.

T-Mac odpisał na twitterze:

OK, T-Mac, może wtedy internet i telefony komórkowe nie były tak łatwo dostępne ale cofnijmy się do czasów kiedy obaj mieliście po 20 lat. Najpierw zerknijmy na ten artykuł. Wyraźnie jest w nim napisane, że i T-Mac i Kobe byli wtedy w Niemczech promować pewną firmę. W jednym z fragmentów artykułu można wyczytać:

The ABCD Camp is run by basketball guru Sonny Vacarro and has been the „coming out” party for NBA stars such as Tracy McGrady, Kobe Bryant, Stephon Marbury and Jermaine O’Neal.

Okej, teraz zerknijmy na to zdjęcie. Teraz zerknijcie na zdjęcie na samej górze wywiadu. Za dużo tych zbiegów okoliczności. Sorry, T-Mac ale… BUSTED!!!

Dobra, wracamy do wywiadu.

A co z Kyrie Irvingiem?

Haha, Kyrie to mój ziomek ale wie, że jeszcze nie ma ze mną szans. Mogłoby być ciekawie. Wygrałem z wieloma zawodnikami, Reggie Millerem czy Grantem Hillem. Z Caronem Butlerem grałem cały czas, kiedy był w Lakers. Kiedy byłem pierwszoroczniakiem, grałem z Nickiem van Exelem i Eddie Jonesem. Oni wiedzą jak to się skończyło. Powiedzą ci. Zaczynali ostro ale ja nie dałem sobie w kaszę dmuchać. Lubię takie meczyki. Nigdy nie przegrałem. To zupełnie inna gra, kiedy masz kogoś naprzeciw i wiesz, że możesz robić co tylko chcesz.

Grasz już bardzo długo, każdy mógł cię obserwować odkąd dostałeś się do ligi. Przyzwyczaiłeś nas do tego jak dobry jesteś i wiele osób po prostu zapomina, że jesteś tylko człowiekiem, który jest dobry w tym co robi.

Zgadza się, jestem normalnym człowiekiem.

Kiedy ostatni raz sam tankowałeś swój samochód?

Wczoraj. Robię to co inni. Poprzedniego dnia, wraz z moją żoną, zatrzymaliśmy się w 7-Eleven. Żona poszła po zakupy a ja zacząłem tankować. Stała w kolejce, a jakis koleś z przodu widzi mnie przez szybę, jej nie poznał. Powiedział coś w stylu: „Zobaczcie, Kobe Bryant sam tankuje swój samochód”. Na to moja żona odpowiedziała: „Swój tyłek też sam podciera”. Wyszła ze sklepu i oboje się trochę pośmialiśmy. Oboje mamy podobne poczucie humoru, jeśli chodzi o takie rzeczy. I tak, robię normalne rzeczy jak inni ludzie.

Wciąż interesujesz się motocyklami? Jak to się zaczęło?

Tak, to wciąż duża część mojego życia. Ciągle mam swój motor. Miałem sporo zajęć na motorze. Uczyłem się nawet kontrolowanych upadków na nim i jak wychodzić z różnych nieciekawych sytuacji na drodze. Musisz się tego nauczyć, bo prędzej czy później cię to spotka.

Czy kiedykolwiek spadłeś z motoru?

Nie, ale kilka razy mało brakowało, zwłaszcza w korkach.


Czy określenie „szukający wrażeń” pasuje do twojej osobowości?


Niestety tak. Kiedy kończy się sezon bardzo lubię chodzić na skydiving. Czasem poskaczę też trochę na motorze. To ciągłe wyzwania, żeby pokonać strach. Jeśli się czegoś boję, to chcę to zrobić jeszcze bardziej!

Czego szukasz na Google?

Rozwiązań z matmy z czwartej klasy, kiedy pomagam mojej córce. Jeśli kiedyś nie mogę rozwiązać, szukam tego. Poza tym, nie siedzę za bardzo na Google.


Googlujesz siebie?

Nie, po co? Wiem wszystko o sobie. Wiem, że niektórzy celebryci to robią ale to nie w moim stylu. Niektórzy mają nawet newslettery informujące ich o tym.

Co robisz kiedy nie możesz spać?

Czasem biorę Ambien (tabletki nasenne, przyp. red.). A kiedy mam bardzo zaprzątnięte myśli, to wstaję i idę coś porobić. Kilka dni temu byłem w hotelu i nie mogłem zasnąć, więc wstałem i poszedłem do kina obejrzeć Django.

Podobał się?

Genialny. Nieprawdopodobny. Jak wszystko co robi Quentin Tarantino. Ale tym razem chyba przerósł samego siebie. To wszystko przez to jak opowiada historię i jakie postacie tworzy. Był bardzo brutalny ale historia bardzo zapada ci w pamięć.

Wiem, że jesteś wielkim fanem Roberta Rodrigueza. Jest z tej samej szkoły filmowej co Tarantino. Chciałbyś pracować z Quentinem?

To byłoby coś niesamowitego. Wyobraź sobie jedną z moich reklam nakręconą przez niego!

Jaka jest twoja ulubiona reklama, w której wystąpiłeś?

Kampania reklamowa „Kobe System” była świetna. Była bardzo dobrze przemyślana i dowcipna. Praca z Kanye Westem i Richardem Bransonem była świetna! No i oczywiście nie mogę zapomnieć o Black Mambie ze stajni Nike, którą nakręcił Robert Rodriguez. Strasznie podobało mi się to, w jaki sposób przy tym pracował i jak to złożył do kupy. Desperado to jeden z moich ulubionych filmów.

Zagrałbyś w filmie, który opowiadałby o twoim życiu?

Nie wiem. Ciężko na to odpowiedzieć.

A co z Samuelem Jacksonem? Klniesz tak jak on.

To było by coś! (Kobe przeklina w stylu Jacksona).

Co by było jeślibyś znowu zapuścił włosy?

Byłoby ciężko. Na początku byłyby bardzo przerzedzone. Po dwóch miesiącach wyglądałyby tak, że ludzie zatrzymywaliby mnie na ulicy i pytali się, co ty do cholery masz na głowie?

Wyglądałbyś jak Django?

Dokładnie! Czasami w okresie między sezonami, kiedy za bardzo się nie pokazuje publicznie i nikt mnie nie widzi, pozwalam im trochę urosnąć. Mam pełną brodę i w ogóle. Minęło dużo czasu odkąd miałem afro. Tamte czasy już odeszły w zapomnienie.

Jaki jest najbardziej irytujący aspekt posiadania zwierząt?

Nienawidzę psiego gówna. Nie zbliżam się nawet do tego. Wkurzam się kiedy w nie wejdę. Mam cztery psy i po prostu nie zajmuję się psimi kupkami. Zachowuję się jak diva jeśli chodzi o kupy. Kiedy jeszcze mieszkałem we Włoszech, ciągle zamawiałem buty z Nike. Musiałem mieć wszystkie nowe buciki. Zamówiłem nowy model Jordanów, które strasznie mi się podobały. Poszedłem w nich do parku, żeby pograć. Oczywiście wdepnąłem w wielką kupę. Nawet sobie nie wyobrażasz jak wkurzony byłem. Łamałem patyk za patykiem, żeby wszystko wyciągnąć z podeszwy. Stukałem w ziemię i obcierałem je o krawężnik ale nie mogłem wszystkiego wydostać. Od tamtego czasu nienawidzę psiego gówna.

Ostatnio pojawiłeś się na Twitterze. Czy są jacyś zawodnicy NBA, których chciałbyś followować?

Pewnie nie. Nie interesuje mnie to co jadłeś na śniadanie. Twitter jest okej, jeśli chcesz mieć kontakt z fanami. Z tego lubię korzystać. Ale tak naprawdę to wciąż uczę się po nim poruszać.

To co robisz dzisiaj z resztą swojego dnia?

Muszę znaleźć jakąś łódkę i zabrać moje córki na ryby. Czas spełnić ojcowski obowiązek.

12 komentarzy

  1. NBAfan pisze:

    Ileż ja bym dał, żeby obejrzeć sobie 1 na 1 Kobe vs LBJ. To byłoby coś!

  2. Lanfaust pisze:

    „Poświęciłem dużo grając z nim. Naprawdę. Zrobiłem to ze względu na drużynę i idące za tym sukcesy. Jeśli nigdy bym z nim nie zagrał, moje osiągnięcia byłyby nie z tej ziemi.”

    Taaaa, Kobe pokazał co potrafi bez Shaqa. osiągnięcia rzeczywiście były nie z tej ziemi. Max 1 runda PO do czau przyjścia Gasola.

    • NBAfan pisze:

      Prawda. Tyle tylko, że trzeba zauważyć jaki wówczas miał zespół. S. Parker, K. Brown czy L. Walton to nie są nawet przyzwoici zawodnicy. A w LAL wówczas grali w S5.

    • Lanfaust pisze:

      powiedz mi jaki miał zespół Iverson jak dochodził do finału z Lakers, Dziadek Mutombo i masa szrotu.
      Ale nawet nie o to chodzi. bez Shaqa nie miałby tytułów i byłby co najwyżej lepszą wersją D.Willkinsa. Takich strzelców co nic w PO nie osiągnęli jest masa. Bryant właśnie dzięki mistrzostwom tj. Shaqowi został kimś innym.

  3. rrr pisze:

    Chodzio mu osiągnięcia statystyczne. Średnia 50 pkt na mecz ,100 w jednym meczu i takie tam :)

    • shw pisze:

      Nie 50 i 100 tylko średnia 125 i 220 w jednym meczu od razu… Kobe ma istne poczucie humoru z tymi osiągnięciami, gdyby nie Shaq osiągnął by znacznie mniej.

  4. frz pisze:

    Prawda. Tyle tylko, że trzeba zauważyć jaki wówczas miał zespół. S. Parker, K. Brown czy L. Walton to nie są nawet przyzwoici zawodnicy. A w LAL wówczas grali w S5. PRAWDA a jaki miał skład bronek jak byli wymiatali w cavs?? lepszy??szanuje koba ale obiektywinie jest słabszym zawodnikiem od niego taka prawda.co do granie z onielem nie byamcem alfa i to go boli najlepsza gra 1na 1 magiczny onil jordan kobe bron miedzy saobaa

    • Radek pisze:

      Prawda to jest taka, że tamten skład Cavs był lepszy niż zespół Lakers, z Waltonem,Brownem i Parkerem, bez dyskusji..Druga sprawa, to , że konferencja wschodnia jest bardzo słaba na tle zachodniej i łatwiej, o wiele łatwiej jest tam dojść do finałów NBA…Lakers mieliby ciężkie przeprawy, na kogo by nie trafili…Dlatego sam Bryant nie wystarczał…

  5. bartol86 pisze:

    swietny artykulfajnie ze przetlumaczony na pl zwlaszcza dla tych co nie znaja angielskiego . Mam nadzieje ze bedziecie czesciej wrzucac tutaj jakies wywiady

  6. Paweł Panasiuk pisze:

    Dzięki, bartol86.
    Postaram się coś czasem wrzucić. Ten wywiad jest dość długi i jest w nim wiele pytań, na które większość z nas chciała znać odpowiedź. Grzech go nie przetłumaczyć! :)

  7. Jacol23 pisze:

    Kobe bez Shaqua to kolejny spór o uniwersalia z cyklu Jordan bez Pippena, czy Stockton bez Malone’a.
    Szkoda, ze dzienniarz nie zadał ciekawszych pytań, bo Brytant jest ciekawym gościem a ten wywiad nieco go spłaszczył.

  8. BOR pisze:

    LeBron jest lepszy all around, Kobe jest lepszym scorerem. Obaj są wielkimi liderami i championami. Porównywanie ich nie ma sensu. Kiedyś gdy obaj już zakończą karierę będzie można porównać ich dorobek ale przed LeBronem jeszcze długa droga by mógł z Kobiem wystartować w tym wyścigu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *