Bryant i Howard rozmontowali Bucks

Los_Angeles_Lakers_Alternate_LogoLos Angeles Lakers po ostatnich wielkich tarapatach leniwie wychodzą z marazmu. Ostatnio wygrali z „Cavs”, a teraz dokonali tego również z Milwaukee Bucks. „Jeziorowcy” wreszcie przypominali drużynę. Szukali gry, a przede wszystkim dobrze bronili. Trener Mike D’Antoni cały czas bardzo kombinuje nad znalezieniem złotego środka. Tym razem wyszło to doskonale.

 

 

LAL bardzo szybko wyrobili sobie przewagę w tym meczu. Wydawało się, że są stroną przeważającą i będą tylko zwiększać dystans dzielący obydwie ekipy. Tymczasem gracze Milwaukee Bucks bardzo dzielnie walczyli. Dobre minuty rozgrywali Monta Ellis czy Mike Dunleavy. Za ich sprawą przewaga Lakers praktycznie stopniała. Mecz w drugiej kwarcie stał się bardzo wyrównany. Dopiero pod koniec „Jeziorowcy” ponownie odskoczyli swoim przeciwnikom i tak już było przez dłuższy czas. Bucks mogli jeszcze przeprowadzić heroiczny atak, ale w pewnym momencie decydującej odsłony jakby wyszli z tej hali mentalnie. Zupełnie zrezygnowali z walki, a „Jeziorowcy” tylko to wykorzystywali. Mecz zakończył się wynikiem 88:114.

W grze Lakers sporo było zespołowości. Piłka krążyła z ręki do ręki. Było dobre wykorzystanie wolnych pozycji. Ekipa LAL po prostu szukała najprostszych rozwiązań. Świetnie wychodziło im kreowanie dogodnych pozycji rzutowych, a nie brakowało też dograń pod kosz, które często było kończone w efektowny sposób. Lakers zanotowali na swoim koncie 30 asyst, a ich rywale tylko 15. To świadczy o pewnej różnicy w grze obydwu zespołów.

Prawdziwymi katami Bucks okazali się Dwight Howard oraz Kobe Bryant. Obydwaj panowie rzucili po 31 punktów. Świetnie wykorzystywali dobre podania rywali. Znaczną większość swoich rzutów zamieniali na punkty. Grali jak prawdziwi liderzy, którzy nie biorą niepotrzebnie i na siłę ciężaru gry na swoje barki. Howard rzucał ze skutecznością 14/18 z gry, a oprócz tych punktów miał również 16 zbiórek. Z kolei „Black Mamba” zanotował 13/19 z gry oraz dołożył 6 asyst. Prawdziwym generałem na parkiecie był oczywiście Steve Nash (8 pkt i 11 as). Swoją robotę świetnie wykonał również Metta World Peace (12 pkt i 6 zb). Fanów Lakers może trochę jedynie martwić słabsza forma ławki rezerwowych. Z pośród zmienników tylko Antawn Jamison wniósł coś do gry. Rzucił 10 punktów i miał 8 zbiórek.

W tym meczu Mike D’Antoni pokazał, że przykłada również bardzo dużą uwagę do defensywy. Zastosowane przez niego rozwiązania przyniosły zamierzony efekt. Bucks zostali zatrzymania na 88 „oczkach”, co dla obecnych Lakers jest dużym sukcesem. Szokujące może się wydawać, że Steve Nash krył Luca Mbah a Moute. Kameruńczyk jest o wiele bardziej potężny, ale nie wykorzystał tego. Nie jest demonem ataku. Miał tylko 8 punktów (3/10 z gry) i 5 zbiórek. Taki manewr miał na celu ukryć błędy defensywne kanadyjskiego rozgrywającego, aby lepiej zająć się groźnym duetem z Milwaukee na pozycjach 1/2. Earl Clark zajął się Ellisem i też w pewien sposób zatrzymał tego groźnego strzelca. Dorobek Ellisa to 17 punktów (6/16 z gry) i 6 zbiórek. Najważniejsze jednak, że Brandon Jennings miał plaster w postaci Bryanta. Młody rozgrywający na zbyt wiele nie mógł sobie pozwolić. Kobe był jego koszmarem. Jennings zdobył 14 punktów, ale rzucał na poziomie 4/14 z gry oraz 1/7 za trzy. Sam po meczu przyznał, że nigdy nie widział, aby ktoś grał taki pressing na całym boisku przez cały mecz. Dodał jeszcze, że to była najlepsza obrona z jaką się spotkał.

Sytuację Bucks ratowali jedynie jeszcze rezerwowi. Dobre zmiany dali Beno Udrih oraz Mike Dunleavy. Słoweniec zanotował 14 punktów i miał 7 asyst. Dunleavy miał natomiast 10 punktów. Dokonał tego na oczach swojego ojca, który obserwował ten mecz z trybun.

Los Angeles Lakers odnieśli zwycięstwa w dwóch ostatnich meczach, ale nie ma co ukrywać – to byli rywale o wiele słabsi. Prawdziwy test czeka ich już w czwartek, gdy zagrają z Miami Heat.

4 komentarze

  1. Zielony pisze:

    „Prawdziwymi katami Bucks okazali się Dwight Howard oraz Kobe Bryant (…) Świetnie wykorzystywali dobre podania rywali.” To nie dziwne ze wygrali skoro rywale podawali im swietnie;)

  2. GPRbyNBA pisze:

    No więc ludziska: Czy to nie najlepszy mecz Howarda w tym sezonie?

  3. saturn pisze:

    miejmy nadzieję, że to jest przysłowiowe przebudzenie olbrzyma. Howarda stać na lepsze mecze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *