We dwóch też da się wygrać. Durant i Westbrook rozstrzelali Suns.

Osłabieni brakiem Serge Ibaki Oklahoma City Thunder tylko przez pierwsze kilkanaście minut mieli problemy z Phoenix Suns, żeby ostatecznie wygrać 102-90. Duet Kevin Durant-Russell Westbrook rzucił aż 76 punktów dla OKC.

7741

Kiedy grający z konieczności, z powodu kontuzji Jareda Dudleya Michael Beasley trafił za trzy w ostatniej akcji trzeciej kwarty, Suns przegrywali tylko 68-72, a w głowach kibiców z Arizony zaświeciła się lampka informująca o możliwości wygrania z Thunder. Było to jednak drugi i ostatni taki moment w tym spotkaniu, po udanej pierwszej kwarcie oraz początku drugiej, kiedy gospodarze wygrywali 30-23. Jednak zarówno w drugiej kwarcie, jak i ostatniej, Thunder, a właściwie ich liderzy włączyli wyższy, a najwyższy bieg, nie dając Suns dojść do głosu.

Kevin Durant (41 pkt, 15-30 z gry) i Russell Westbrook (36 pkt, 8 zb, 5 ast, 14-24 z gry) rzucili w sumie 76 punktów, ale jeszcze bardziej imponująca, a wręcz szokująca jest statystyka ich strzeleckich popisów w drugiej połowie. Superduet Thunder zdobył 47 z 51 punktów swojego zespołu w drugiej połowie, dominując niepodzielnie w ofensywie. O sile KD przekonał się także Marcin Gortat:

[youtube=http://youtu.be/7qCVk4WcPZw&w=585]

Westbrook imponował w pierwszej, wygranej przez OKC 51-45 połowie, rzucając w tym okresie 16 punktów, niemal wszystkie z wysokości linii rzutów osobistych nad rękami nieporadnego Gorana Dragica. Słowneniec, który w styczniu trafia tylko 20% rzutów za trzy, nie był w stanie przeciwstawić się w defensywie Russowi. Rozgrywający Thunder kolejne 11 oczek na Dragicu dołożył w trzeciej kwarcie, kiedy goście odjechali nawet na 14 punktów.

Z kolei Durant włączył turbodoładowanie w ostatnich 12 minutach, rzucając wtedy 19 punktów. W tym okresie zawodnikiem odpowiedzialnym za krycie KD był Michael Beasley, który zastąpił w tej roli nieźle spisującego się w pierwszej połowie P.J. Tuckera. Ten drugi nie wyszedł jednak w czwartej kwarcie ani na chwilę na parkiet. Durant trafiał spod kosza, z półdystansu i za trzy. Właśnie po jego trafieniu zza łuku z prawego rogu na cztery minuty przed końcem meczu zrobiło się 90-79 i właściwie było po meczu.

Suns – pomijając fakt świetnej dyspozycji duetu Thunder – kolejny raz zagrali słabą druga połowę, kiedy wyraźnie „siedli”, trafiając fatalne 37% rzutów z gry. Podopieczni Alvina Gentry’ego popełniali głupie straty, a fatalne decyzje rzutowe podejmował głównie B-Easy, którego w pewnym momencie drugiej połowy chciałem nawet pochwalić za próbę twardszej obrony na KD, ale szybko przeszła mi ta ochota, oglądając jego kolejne idiotyczne zachowania po obu stronach parkietu.

Beasley wyszedł na parkiet już w pierwszej kwarcie, co ostatnio mu się nie zdarzało, a w całym meczu zdobył 14 punktów. Potrzebował do tego jednak aż 14 rzutów, w większości zupełnie poza taktyką. Niech nie zmyli was statystyka zbiórek, których Beasley miał 11. Owszem,spory plus za waleczność, ale same zbiórki nie mogą przysłonić fatalnej skuteczności i czterech głupich strat.

Marcin Gortat wyraźnie osłabł w drugiej połowie, co spowodowane było w dużej mierze zmęczeniem. Polak spędził na parkiecie aż 46 minut, odpoczywając chwile tylko w drugiej kwarcie, ponieważ Jermaine O’Neal nie mógł wystąpić w tym spotkaniu. Dlatego po 11 punktach i 10 zbiórkach polskiego środkowego w pierwszej połowie, Gortat spudłował 6 z 8 prób w drugiej, będąc m.in. dwukrotnie zablokowanym przez Hasheema Thabeeta (5 pkt, 6 zb, 2 blk) i raz przez Duranta. Polak ostatecznie zakończył spotkanie z dorobkiem 19 punktów i 15 zbiórek, będąc najlepszym i do pewnego czasu najaktywniejszym zawodnikiem „Słońc”. Zaimponował zwłaszcza w pierwszej kwarcie, kiedy totalnie zdominował Kendricka Perkinsa, a Scott Brooks zmuszony był wpuścić Thabeeta, który, jak się okazało, miał naprawdę niezłe momenty.

Shannon Brown rzucił 21 punktów z 15 rzutów, a 14 dodał będący z niezłej formie Sebastian Telfair. Suns wygrali walkę na tablicach 48-42, zbierając 14 piłek pod koszem Thunder, pod którym wyraźnie brakowało długich rąk Serge’a Ibaki, co przełożyło się na aż 22 punkty drugiej szansy. Nie można jednak wygrać z OKC, kiedy traci się 23 punkty z 15 strat, a dodatkowo Duarant i Westbrook robią co chcą w ofensywie.

Oglądam NBA od kilkunastu lat, ale łatwość zdobywania punktów, a wcześniej dochodzenia do sytuacji strzeleckiej przez Duranta jest niesamowita i z każdym jego meczem przekonuję się, że w tej lidze nie było jeszcze, a przynajmniej od kilkunastu lat, tak utalentowanego ofensywnie gracza, o czym dobitnie przekonali się zawodnicy Suns.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

10 komentarzy

  1. Adik pisze:

    No to nareszcie bedziemy mieli marcina na pierwszym miejscu top 10 of the night :)

  2. hydro 12 pisze:

    Raczej cała Polska w dziennikach sportowych zobaczy tą akcję.

  3. Adik pisze:

    W polsce dzienniki sportowe w pizdzie maja NBA tu liczy sie tylko radwanska, piłka nozna i teraz ręczna.

    • Floper pisze:

      Odzywaj się gówniarzu kulturalniej, W publicznej dyskusji uczestniczysz, choć nie masz nic do powiedzenia.

    • Adik pisze:

      A co maminsynku poczułeś się urażony? Nie bedziesz mi tu leszczu mówił jak mam się wyrażać.

  4. hydro 12 pisze:

    o Gortacie wspominają (znikome ilości ale wspominają). W gazetach będą pisać na bank

    • Adik pisze:

      Na zdjęciu w czołówce doskonale widać ze Gortat się zdrzemnął a Durant po chamsku go obudził :D włądował się w jego życie z butami :)

  5. hydro 12 pisze:

    Beasley też jest taką samą ofiarą jak Gortat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *