Pewna wygrana Celtów – dobry mecz Pierce’a

Houston Rockets to drużyna, która bardzo dobrze radzi sobie w obecnych rozgrywkach z drużynami ze Wschodu NBA. Boston natomiast to drużyna targana własnymi problemami, dlatego też wygraną Celtów z Rakietami w rozegranym wczoraj meczu w TD Garden można traktować jako niewielkie zaskoczenie. Pokonując Teksańczyków 103-91 Boston pokazał jednak kawał dobrego basketu i zasłużył na zwycięstwo.

boston-celtics-logo

Po niespodziewanej porażce w Nowym Orleanie można było się spodziewać, że Rockets będą chcieli się zrehabilitować za niewątpliwy policzek jakim była przegrana z najgorszą ekipą Zachodu. Tym bardziej, że podróż do Bostonu była z pewnością bardzo ważnym wydarzeniem dla Kevina McHale’a, który spędził w barwach Celtów (grając oczywiście jeszcze w Boston Garden) całą swoją zawodniczą karierę.

Powyższą tezę goście potwierdzili świetną grą na początku meczu. Dzięki świetnej grze Chandlera Parsonsa i Jamesa Hardena prowadzili po ponad siedmiu minutach 17-8. Później jednak po dynamicznych wejściach Courtneya Lee i Rajona Rondo oraz ambitnej grze Jareda Sullingera to gracze Doca Riversa wrócili szybko do gry i to oni zakończyli pierwsze dwanaście minut korzystnym dla siebie rezultatem.

Kolejna kwarta początkowo była dość wyrównana póki za efektowne akcje nie wziął się Jeff Green.  Z nim defensywa Rockets nie mogła sobie dać w żaden sposób rady. Kiedy na parkiecie pojawił się jeszcze Jason Terry, który wraz z Courtney’em Lee w krótkim okresie czasu trafili dwie trójki Boston wyraźnie odskoczył . Wynik oscylujący w granicach 8-10 pkt utrzymywał się do przerwy.

W dalszej części meczu znowu to Celtowie byli stroną przeważającą, a ich przewaga wzrosła niemal do dwudziestu punktów. Ogromna w tym zasługa Paula Pierce’a, który niemal w pojedynkę zdobywał punkty.  Trafiał za trzy punkty jak i po indywidualnych akcjach. Był w wyraźnym gazie, a takiego lidera ekipie ze stanu Massachusetts potrzeba jak powietrza.

W zespole Rockets jest natomiast taka dwójka graczy, która jest w stanie szybko pobudzić grę ofensywną ich drużyny. To wspomniani już Harden i Parsons. Właśnie ten duet w ostatniej odsłonie omal nie odwrócił przebiegu gry. Po efektownym dunku białego skrzydłowego Celtics prowadzili już tylko dwoma punktami, a więc zespół z Houston odrobił blisko 20 pkt stratę do przeciwników. Potem jednak już doświadczenie Pierce’a i Kevina Garnetta wzięło górę i to gospodarze odzyskali inicjatywę. Po bardzo ciekawym meczu Boston wygrał 103-91.

Jak pewnie się domyślacie najwięcej punktów dla gospodarzy zdobył Paul Pierce. Konkretnie miał ich 23. Świetnie zagrała ławka rezerwowych Celtów. Był to niezwykle istotny element wygranej w dzisiejszym meczu. Świetnie na tablicach walczył Jared Sullinger, który miał 11 zbiórek i 14 punktów, a kilka jego punktów padło po niesamowitych zbiórkach ofensywnych, kiedy to mając obok siebie kilku rywali zbierał piłkę i następnie zdobywał punkty. Przyznam się, że w pewnym momencie przypominał mi połączenie Dennisa Rodmana z Charlesem Barkleyem i jak dla mnie to jemu należy się miano gracza meczu.

Dla Rakiet tradycyjnie najwięcej punktów dostarczył James Harden (24 pkt). Drugim strzelcem był Chandler Parsons, który znakomicie biegał do kontr i większość ze swoich 18 pkt zdobył właśnie w ten sposób. Omer Asik zebrał 11 piłek i zakończył mecz z 7 pkt. Jego wynik punktowy mógłby być o wiele lepszy, ale na osiem rzutów wolnych trafił tylko raz i jak już porównałem Sullingera do Rodmana z Barkleyem to gracz z nad Bosforu kojarzył mi się z hybrydą Shaqa z wczesnym Chucky Hayesem, z którego swego czasu śmiali się nawet koledzy na ławce Rockets kiedy stawał na linii rzutów osobistych. Chociaż co do walki na tablicach nie można mieć żadnych zastrzeżeń do tego zawodnika.

Dla Rockets była to druga wyjazdowa porażka, a w sobotę zagrają w Philladelphii. Celtowie natomiast w poniedziałek zagrają w TD Garden z Charlotte Bobcats.

HOUSTON ROCKETS (21-16) – BOSTON CELTICS (19-17) 91-103

(21-24, 24-29, 21-25, 25-25)

J. Harden 24 pkt, C. Parsons 18 pkt, J. Lin 12 – P. Pierce 23 pkt, K. Garnett 17 pkt, J. Sullinger oraz C. Lee po 14 pkt

 

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *