Sam Irving to za mało na Rockets

Świetna passa z bieżącego roku Rakiet trwa. Drużyna ta pokonała minionej nocy Cleveland Cavaliers 112-104, odnosząc tym samym czwarte kolejne zwycięstwo. Jak do tej pory w 2013 roku zespół z Houston jeszcze nie przegrał, a kolejna wygrana umocniła ich pozycję w tabeli Zachodu.

8xe4813lzybfhfl14axgzzqeq

Gospodarze do rywalizacji z ekipą z Houston przystępowali bez kontuzjowanego Andersona Varejao, który do gry najwcześniej powróci w najbliższy wtorek. Jeśli dodamy do tego także absencję Daniela Gibsona to wyraźnym faworytem meczu byli goście z Teksasu, którzy poza perypetiami z Royce’em White’em nie narzekają na braki kadrowe. Zresztą White raczej pierwszoplanową postacią by nie był, a więc można stwierdzić, że bez żadnych osłabień Rakiety przyjechały do Ohio.

Mimo osłabień, o których wspomniałem na początku spotkania wyraźnie lepsi byli podopieczni Byrona Scott’a. Znakomity początek meczu zaliczył Alonzo Gee, który potrzebował niecałych sześciu minut, żeby zdobyć 9 pkt.  W pewnym momencie Cavs prowadzili już nawet 10 pkt i tylko dzięki wysiłkom Patricka Pattersona i Grega Smitha, a więc podkoszowych Rockets po pierwszych dwunastu minutach było 26-20 dla Cleveland.

W drugiej kwarcie do głosu zaczęli dochodzić już goście. Bardzo dobrze grał Jeremy Lin, który od niepamiętnych czasów bardzo przyzwoicie spisywał się na dystansie. W tym okresie gry trafił trzy razy z za linii 7,24. Całą ekipa z Houston znakomicie grała piłką, która szybko krążyła między kolejnymi graczami. To główna przyczyna najpierw dogonienia rywali, a następnie wyjścia na prowadzenie.  W przeciwnym obozie świetne zawody rozgrywali Tristan Thomspon oraz Kyrie Irving. Zwłaszcza ten drugi pokazał kilka efektownych akcji, które podrywały z krzesełek kibiców zebranych w QL Arena. Do przerwy jednak to podopieczni Kevina McHale’a schodzili z 4 pkt prowadzeniem ( niemal równe z syreną kończącą II kwartę trafienie za 3 pkt zaliczył Irving).

Po przerwie oglądaliśmy bardzo wyrównane spotkanie. Znakomicie w na bronionej tablicy spisywał się Thompson, który w tym względzie wypadał o wiele lepiej od Omera Asika. W ataku brylowali Irving z Gee po stronie Cavs. Jeśli zastanawiacie się czemu jeszcze nie napisałem ani słowa o Jamesie Hardenie, to odpowiedź jest prosta. Do tego momentu grał słabo. Jednak trzecia kwarta okazała się przełomowa dla jego gry i zaczął brać większą odpowiedzialność za zdobywanie punktów. Sytuacja na boisku wymagała rezygnacji z zespołowej gry i ustawiania akcji pod brodacza. Harden po 24 minutach miał na swoim koncie 4 pkt. Trzecią kwartę zakończył z dorobkiem 13 pkt, a na tablicy wyników widniał wynik po 78.

Trzecia kwarta należała już jednak do jednego zawodnika.  Od stanu 87-86 dla Rockets Harden rzucił 7 kolejnych punktów. Zespół Kawalerzystów zupełnie nie radził sobie z indywidualnymi akcjami gwiazdora z Houston. Defensywa bezradnie patrzyła na jego grę, a w ofensywie nie potrafili nawiązać do jego poczynań. Nie wytrzymali tempa. Harden mecz zakończył z 29 pkt, a więc w decydujących 12 minutach zaliczył 16 z 34 pkt całej drużyny drużyny w tym czasie gry. Dzięki świetnemu finiszowi Hardena Rockets pokonują Cavs 104-92.

Oprócz 29 pkt Harden zaliczył też siedem przechwytów oraz 3 asysty. Dobry mecz zagrał Jeremy Lin. Absolwent Harvardu zdobył 20 pkt i miał 5 podań otwierających drogę do kosza. Najlepszym zbierającym w ekipie z Houston był ( i tutaj Was zaskoczę) Greg Smith. Miał on 11 zebranych piłek. Jego kolega z zespołu Omer Asik nie bardzo radził sobie ze świetnie dysponowanym tego dnia Tristanem Thompsonem. Turek zanotował jedynie 6 zbiórek i 4 pkt.

Thompson zebrał w sumie 16 piłek, a wyczyn jest o tyle imponujący, że osiem w ataku i osiem w defensywie. Do tego silny skrzydłowy Cavs zdobył 14 pkt i jako jedyny gracz swojej drużyny zaliczył double – double. Kyrie Irving rzucił dla Kawalerzystów 30 pkt i był najlepszym graczem swojej drużyny. Znany z występów na polskich parkietach Alonzo Gee uzbierał 18 pkt oraz 6 zb.

HOUSTON ROCKETS (20-14) – CLEVELAND CAVALIERS (8-27) 112-104

(20-26, 34-24, 24-28, 34-26)

J. Harden 29 pkt, J. Lin 20 pkt, P. Patterson 15 pkt – K. Irving 30 pkt, A. Gee 18 pkt, T. Thompson 14 pkt

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

3 komentarze

  1. DAwid pisze:

    Warto wspomniec o flopie Lina w decydującym momencie meczu

  2. Taha20 pisze:

    jest cos takiego w ogole jak decydujacy moment meczu w meczach Cavs?

  3. DAwid pisze:

    Ogladałes chociaz ze 2 mecze ich w tym sezonie ???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *