Stern obiecuje klub NBA w Europie

nba2012-wPrzez ostatnie 29 lat David Stern dbał o to, by NBA stała się produktem jak najbardziej globalnym. Trzeba mu przyznać, że zrobił to bardzo umiejętnie, ale w dalekosiężnych planach dla swojego następcy widzi już wprowadzenie do ligi klubu z Europy.

Od kilku-kilkunastu lat kluby NBA nie są już praktycznie niedostępne dla zawodników spoza USA. Każda lub prawie każda ma w swoim składzie przynajmniej jednego obcokrajowca, który nie tylko podniósł poziom gry w zespole, ale także sprawił, że zainteresowanie rozgrywkami w jego kraju wzrosło.

Można podać setki przykładów, ale warto wspomnieć choćby o Arvydasie Sabonisie, Yao Mingu, Dirku Nowitzkim czy naszym Marcinie Gortacie.

W czwartkowym wywiadzie dla ESPN Radio Stern stwierdził, że oczekuje ekspansji na Europę w ciągu najbliższych 20 lat.

“I think so. I think multiple NBA international teams. Twenty years from now? For sure. In Europe. No place else. In other places I think you’ll see the NBA name on leagues and other places with marketing and basketball support, but not part of the NBA as we now know it.”

Dziennikarze zaczęli już spekulować, że gdyby miało dojść do rozszerzenia NBA to w pierwszej kolejności mowa byłaby o metropoliach takich jak Londyn, Paryż lub Rzym.

Poprzednio komisarz każdorazowo stwierdzał, że optymalnym rozwiązaniem byłaby europejska dywizja (czyli zgodnie z obecnymi standardami m. in. 5 zespołów). To pozwoliłoby na lepsze rozplanowanie wyjazdowych spotkań (kluby z USA przykładowo nie leciałyby na 1 mecz do Rzymu, tylko na cykl 5 pojedynków)

Biorąc pod uwagę, że już w tej chwili mamy na Starym Kontynencie kilka drużyn, które byłyby w stanie zgromadzić odpowiedni budżet (jestem przekonany, że udałoby się to w Rosji, Turcji, a może i we Francji w której ostatnio inwestują szejkowie), to taka perspektywa wcale nie wydaje się być science-fiction.

Inna sprawa, że w sytuacji salary-cap europejskie kluby miałyby spore problemy ze ściągnięciem czołowych, amerykańskich graczy z prostego powodu – dla nich życie w USA jest z oczywistych względów łatwiejsze.

Jak wobec tego wyglądałaby rywalizacja, gdyby najlepszymi graczami klubów z Europy byliby gracze, którzy pełniliby rolę zadaniowca w obecnej NBA?

Jedno moim zdaniem jest oczywiste. Jeżeli w NBA przeliczą, że taki ruch może im się opłacić w dłuższym okresie to w niedługim czasie przejdą od słów do czynów. Sam jestem ciekawy jakby to wyglądało.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

16 komentarzy

  1. a pisze:

    I kto niby będzie chciał grać w tej Europie? Zrobi się drugie Toronto Raptors.

  2. woy9 pisze:

    plan jest taki by stworzyć w przyszłości dywizję europejską , mówimy tu o roku 2020.Chętnie weszliby do ligi Real Madryt, FC Barcelona, Maccabi Tel Aviv, Panathinaikos oraz CSKA Moskwa.

  3. tomm pisze:

    To moze jeszcze New York Giants zamienia New Jersey na stadion Wisly??? Co za spaczony pomysl. NBA to tylko USA!

  4. Johnny pisze:

    NBA powinno zostać w USA, tyle na ten teamt

  5. woy9 pisze:

    Akurat zobaczyłbym NBA w konfrontacji z europejskimi potęgami, które mogłyby ograć takie teamy jak Cavs, Hornets, Bobcats lub Wizards.

    • Finley pisze:

      Ja Ci mogę powiedzieć, bez oglądania, że tacy Wizards zgnietliby całą Europę. I to drugą piątką.

      Stern niech się w łeb puknie. Zaniżył by poziom strasznie, byle tylko kasy więcej wyciągnąć…

    • GRD pisze:

      No chyba nie, nie raz team z nba przegrywał z europejską drużyną…

    • Sadevrian pisze:

      tak ale to mecze towarzyskie. W takich meczach o pietruche to Wisla Barce ograła kiedyś jaki dostali łomot w pierwszym meczu.

  6. Wojtek Żuławiński pisze:

    ja bym proponował, by drużyny, które nie awansowały do PO, zamiast łowić rybki mierzyły się właśnie z najlepszymi drużynami z Europy. wiadomo, pomysł z kosmosu, ale z jednej strony chciałbym zobaczyć coś takiego, a z drugiej – zdaję sobie sprawę z tego, że ciężko byłoby zintegrować europejską drużynę/y z amerykańską ligą.

  7. Bloniek pisze:

    W miejsce kogo? Już terminarz jest napięty, dodatkowe 5 drużyn to byłby problem. Zauważcie, że już teraz w Raptors nie chce nikt grać, co by było jakby klub był z Europy? W Hiszpanii może by sobie z tym poradzili, ale drużyny z innych krajów mieliby spory problem ze znalezieniem gwiazdy. Nie mówię, że jestem na nie. I tak wybór meczyków jest spory, więc nie trzeba będzie oglądać (zakładam- słabszych) drużyn Europejskich.

    • Woy9 pisze:

      nie każdy jest słabszy. Budżety czołowych europejskich klubów wymienionych wyżej są naprawdę ogromne i gwaranatują solidne drużyny, wcale nie skazane na porażkę w każdym meczu.

    • Bloniek pisze:

      Woy, pamiętaj że większość budżetu drużyn Europejskich bierze się od sponsorów. W NBA takie coś jest bardzo mocno ograniczone…

    • woy9 pisze:

      zmieni się to z nowym sezonem kiedy wejdą loga sponsorów na koszulkach.

  8. lesny(ryj) pisze:

    Ligę to powinni zmniejszyć o 4 ekipy a ci mi tu o ekspansji i kolejnej dywizji gadają. Do tego europejskiej. Znowu rozproszenie talentu i dochodzenie do jako takiego poziomu przez 15 lat. Jestem na NIE.

  9. tomm pisze:

    Pomysl jest zreszta tak oglegly, ze jezeli juz, to wdrazaliby go nastepcy Sterna. Moim zdaniem powinno sie przeniesc Raptors gdzies do USA, czyli wylaczyc Kanade z NBA (w koncu Grizzles zrobili podobnie). Zamiast Toronto powinno sie utworzyc klub w Las Vegas, bo to porazka, ze tak wielka i medialna metropolia nie ma druzyny

    • Sadevrian pisze:

      Tylko że Memphis miało małą oglądalność i popularność w Toronto tak źle nie jest- szczególnie że skład mają całkiem solidny i przy wymianie za rok na wschodzie powinni wejść do PO- więc Toronto zostaje :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *