Clippers wygrywają w derbach Los Angeles

Los_Angeles_Lakers_Alternate_Logo        640px-Los_Angeles_Clippers_logo.svg

Chris Paul zdobył 30 punktów i rozdał 13 asyst prowadząc w końcówce Clippers do drugiego już zwycięstwa w sezonie nad Lakers. 38 punktów dla pokonanych zdobył Kobe Bryant

Jeszcze dwa sezony temu to spotkanie przeszłoby bez echa, a obie drużyny były po przeciwnych stronach barykady. Lakers byli wtedy jedną z czołowych drużyn ligi, contenderem i bronili wtedy mistrzostwa wywalczonego w czerwcu 2010 roku w 7-meczowym finale pokonując swoich odwiecznych rywali – Boston Celtics.

Clippers natomiast znajdowali się, może nie na dnie ligi, ale byli jednym ze słabszych zespołów bez szans na play-off. Światełkiem nadziei mogła być wtedy dobra postawa, rozgrywającego dopiero swój pierwszy sezon, Blake’a Griffina i już jednego z lepszych rzucających obrońców w lidze Erica Gordona.

Od tamtego czasu wiele się jednak wydarzyło, a rywale zza miedzy najwyraźniej postanowili zamienić się rolami. Do Clippers, po niemałych kontrowersjach i zablokowaniu jego transferu do Lakers przez Sterna, przyszedł Chris Paul i ta „druga” drużyna z Los Angeles, jak swego czasu często mówiło się o Clippers, dziś jest na szczycie. Mają drugi bilans w lidze, najlepszy okres w historii klubu, kiedy wygrali 17 spotkań z rzędu, a po dzisiejsze wygranej w derbach LA wyrównało osiągniecie z sezonu 1978/79 (wtedy grali jeszcze w San Diego) i zanotowało już 11 wygraną z rzędu w meczach u siebie.

Lakers z kolei w lecie zagrali na nosie wszystkim i pozyskali najlepszego centra ligi – Dwighta Howarda i najlepszego kreatora gry w lidze – Steve’a Nasha, dodatkowo zatrzymując w składzie Pau Gasola. Posiadając w składzie czterech przyszłych członków Galerii Sław z miejsca stali się jednym z faworytów do mistrzostwa. Nikt przed sezonem nie postawiłby Clippers przed Lakers. Wszystko zweryfikowało jednak boisko i dziś to o Lakers można mówić jako o tej „drugiej” drużynie z Miasta Aniołów.

Wracając jednak już po tym długim wstępie do samego spotkania to zdecydowanie mogło się podobać, choć niespecjalnie kibicom Lakers. Było w nim wszystko czego możemy oczekiwać. Świetne indywidualne występy liderów zespołu, potężne wsady, walka o każdą piłkę, zniwelowanie dużej przewagi, ostatecznie bez happy endu, a na koniec wzięcie odpowiedzialności za końcowy wynik i poprowadzenie swojego zespołu do zwycięstwa wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebował.

Kiedy ex-Jeziorowiec Lamar Odom rzutem za trzy z wolnej pozycji naprzeciwko kosza, na 10 i pół minuty do końca meczu wyprowadził Clippers na najwyższe w spotkaniu, bo 19-punktowe prowadzenie, wielu mogłoby sobie pomyśleć, ze już jest po meczu. Gwoli ścisłości tak powinno być i gospodarze powinni dowieźć to zwycięstwo do końca, ale czym byłby derby bez dramaturgii.

Od tego momentu Lakers zaliczyli jednak serię 24-7, z czego połowę punktów zdobył nie kto inny, jak Kobe Bryant. To właśnie po jego rzucie tuż sprzed linii za trzy punkty Jeziorowcy zbliżyli się na tylko na 2 oczka i nadziej na zwycięstwo ponownie wlała się w serca kibiców Lakers.

Ta jednak szybko zgasił Paul. Najpierw rozgrywający Clippers wszedł pod kosz i został sfaulowany przez Howarda, dla którego było to już 6 przewinienie i końcówkę meczu oglądał już z boku parkietu. W jego miejsce wszedł Gasol, który całą czwartą kwartę przesiedział na ławce rezerwowych, co zresztą nie powinno nikogo dziwić, ponieważ Hiszpan spisywał się tego dnia fatalnie. W całym spotkaniu trafił tylko 1 z 6 rzutów z gry, zdobył 2 punkty, zebrał 4 piłki i nie radził sobie w obronie z dużo młodszym Griffinem. Nie zdziwcie się jeśli po tym meczu plotki z udziałem transferu Gasola znów przybiorą na sile.

Paul wykorzystał oczywiście oba wolne, a następnej akcji piłka po rzucie za trzy Bryanta wypadła z kosza i to Clippers mieli decydujące posiadanie w meczu. Piłka oczywiście trafiła do rozgrywającego gospodarzy, a ten zrobił to, czego oczekuje się od lidera zespołu. Mając przed sobą Kobego trafił step up jumpera z 6 metrów wyprowadzając Clippers na 6-punktowe prowadzenie i było po meczu.

Paul w całym spotkaniu zdobył najwięcej w sezonie 30 punktów dokładając do tego 13 asyst, z czego 7 już w pierwszej kwarcie, miał też największy wskaźnik +/- ze wszystkich graczy na parkiecie – plus 14, a obrona Lakers w ogóle nie umiała znaleźć na niego odpowiedzi. Rozgrywającego gospodarzy broniło w tym meczu aż czterech graczy Jeziorowców – Nash, Bryant, Metta World Peace i Darius Morris, ale żaden na dłuższą metę nie umiał zatrzymać, ani nawet ograniczyć poczynań Paula.

24 punkty zdobył Griffin momentami nic nie robiąc sobie z obrony Gasola. Nie wiem, czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby przesunięcie Hiszpana na ławkę, dla którego rzucenie 2 oczek w meczu było najniższą zdobyczą punktową od jego trzeciego meczu w karierze w 2001 roku, kiedy był jeszcze zawodnikiem Memphis Grizzlies. Może Mike D’Antoni powinien spróbować grać w pierwszej piątce Jordanem Hillem, który zawsze wnosi dużo energii do gry Lakers i dzisiaj prezentował się bardzo dobrze zdobywając 13 punktów i 7 zbiórek, z czego 4 na atakowanej desce, zanim w czwartej kwarcie podkręcił prawą kostkę, udał się do szatni i nie wrócił już na parkiet.

W ogóle dzisiaj rezerwowi Jeziorowców, przynajmniej pod względem zdobywanych punktów, nie ustępowali za bardzo najlepszej ławce w lidze rzucając 27 oczek przy 30 Clippers. Różnica polegała na tym, że dla Lakers punktowało 2 zawodników, a dla gospodarzy 4, z czego trzech reprezentowało kiedyś barw 16-krotnych mistrzów NBA.

9 rzucił Odom, zbierając do tego 6 piłek, 5 punktów i 5 zbiórek dorzucił Ronny Turiaf , a 8 Eric Bledsoe. Również 8 oczek zanotował na swoim koncie Matt Barnes, z którego usług Lakers zdecydowanie za łatwo zrezygnowali przed sezonem, patrząc na to, jak prezentuje się na boisku w tych rozgrywkach.

14 punktów z ławki dla Jeziorowców rzucił Jodie Meeks, ale trafił tylko 3 z 13 rzutów z gry, z czego 2 z 8 za trzy, często pudłując z otwartych pozycji i marnując szansę na łatwe trójki.

Po raz 20 w sezonie granicę 30 punktów przekroczył Bryant, w ostatnich 12 meczach robiąc to aż 11-krotnie. Kobe w całym meczu zdobył 38 punktów i trafił 15 z 25 rzutów, a niektóre z nich wpadały z naprawdę z trudnych pozycji, dodatkowo mając na sobie kryjącego go Barnesa.

Bryanta wspierać starał się Howard, który zaliczył jedno z lepszych spotkań barwach Lakers. Rzucił 21 punktów. Był nawet dobry na linii rzutów wolnych, a kiedy Clippers w czwartej kwarcie zaczęli stosować taktykę hack-a-Dwight center Jeziorowców trafił dwa wolne z rzędu, niwelując starty do 4 oczek i ci szybko zaprzestali tej taktyki. Zebrał do tego 15 piłek, ale Lakers zdecydowanie przegrali walkę o zbiorki 36-47.

Po raz kolejny 10 asyst na swoim koncie zanotował Nash dokładając do tego 12 punktów, trafiając 3 z 4 rzutów za trzy punkty.

Po tej porażce Lakers mają bilans 15-17 i mają dwa mecze straty do 8 miejsca gwarantującego grę w play off. O to, że zobaczymy ich w rozgrywkach posezonowych nikt nie powinien mieć wątpliwości, ale szanse na przewagę własnego parkietu już nawet w pierwszej rundzie są coraz bardziej znikome.

Do czwartych Warriors tracą 7 spotkań i nawet to może być ciężkie do odrobienia, więc nie zdziwicie się, jeśli Lakers zaczną play off bez przewagi własnego parkietu w ewentualnie każdej, następnej rundzie aż do finału.

Clip pers z kolei mają bilans 26-8 i pomiędzy nimi, Thunder, a Spurs powinna rozstrzygnąć się walka o pierwsze miejsce w Konferencji Zachodniej, ale nawet o ewentualną przewagę w finałach ligi, ponieważ pierwsi na Wschodzie Heat mają gorszy bilans niż trzeci na Zachodzie Spurs.

To oczywiście tylko luźne przemyślenia spekulacje, ponieważ do końca sezonu zostało jeszcze sporo i wiele może się do tego czasu zmienić.

Los Angeles Lakers – Los Angeles Clippers 102:107 (22:29, 29:32, 20:26, 31:20)

[youtube=http://youtu.be/ZQN3ipA9ePk&w=585]

Liderzy zespołów:                                                              

Punkty: Bryant 38 – Paul 30

Zbiórki: Howard 15 – Jordan 9

Asysty: Nash 10 – Paul 13

Przchwyty: Bryant 5 – Paul, Bledsoe 2

Bloki: Gasol, Howard 2 – Odom 3

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

9 komentarzy

  1. Marcin pisze:

    Co do tego, że LAL wejdą NA PEWNO do ósemki ja nie byłbym wcale taki pewny.

  2. goandrewgo pisze:

    I niech ktoś jeszcze powie że Lakersy przegrywają przez Bryanta. Ogólnie za nim nie przepadam ale kiedy widzę taką zawziętość w grze to zmieniam nastawienie do zawodnika. Artest i Gasol (-20 gdy na parkiecie) grali kupę. Mecz wygrały śmeirtelne cross-overy Paula.. MVP?

  3. Macias pisze:

    Niestety Kobe sam meczu nie wygra a o pomoc ciężko. Paul był dzisiaj nie do zatrzymania, Nash jest już za stary a jak było widać Kobe też nie dał rady. Szkoda Bryanta bo na ostatnie lata gry dostał skład z którym jest w stanie wywalczyć jeszcze 1/2 tytuły a tak sam dwoi się, troi i nie ma co się dziwić, że sfrustrowany w wywiadach mówi o zmęczeniu..

  4. Doteno pisze:

    W LAL potrzebna jest na pewno jakaś zmiana, a trenera już w tym sezonie nie wymienią. Co myślicie o takiej wymianie: http://espn.go.com/nba/tradeMachine?tradeId=6qm5e2j. Szkoda Gasola ale jest to chyba najlepsza opcje jeśli już go wymieniać.

    • marek pisze:

      Kompletnie im nie potrzebni są zawodnicy na tych pozycjach. Po co Calderon i Bargnani, nie sądze żeby byli zainteresowani siedzeniem na ławce, kiedy to przed sezonem wpadł Nash i Howard aby wychodzic w S5. DeRozan, byłby dobrym odciążeniem Brytana w ataku. Ogólnie trade nie realny.

  5. Macias pisze:

    Mi by się podobał taki http://espn.go.com/nba/tradeMachine?tradeId=a6hr2f6 albo troszke zmieniony trade jaki proponuje Doteno http://espn.go.com/nba/tradeMachine?tradeId=c2o7psr Gasol jest niezadowolony i nie widzę go w rotacji Świstaka chociaż zmiany zacząłbym od zwolnienia D’Antoniego.. Nie wiem po co na Bargniani ale nie widzę zbytnio nikogo kogo moglibyśmy włączyć w potrójną wymianę :/

    • sasoo pisze:

      Zero pojęcia przyjacielu. Ani Krolowie nie oddadza Robinsona Ani Toronto nie odda Rossa, Gasol w tym roku nie odejdzie, przedzej po szonie, kiedy bedzie mial schodzacy kontrakt.

    • Macias pisze:

      Spokojnie wiem, że to nie realne napisałem po prostu to co by mi się podobało ;) niestety ciężko teraz o kogoś kto dałby coś dobrego za Gasola więc zostaje nadzieja zwolnienia wąsacza w co też nie wierzę :/

    • sasoo pisze:

      Jeśli do ASG gra sie zasadniczo nie poprawi to podejrzewam ze Kupchak cos wymysli…Nie wiem czy w obliczu dobrego sezonu Atlanty J-Smoove jest do wyciagniecia, ale wierzę że cos wykombinują, żeby było dobrze. Osobiście od zawsze kibicuje Houston, ale trzymam trochę kciuki za tego Kobe, choćby po to żeby te 3 pierdoły z Miami mogły sie w tym roku tylko oblizać :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *