Łatwe zwycięstwo Lakers w meczu z Blazers

220px-Portland_Trail_Blazers.svgLos_Angeles_Lakers_Alternate_Logo

Dwight Howard rzucił 21 punktów i zebrał 14 piłek, a Kobe Bryant dodał 27 oczek i Los Angeles Lakers wygrali 6 raz w ostatnich 7 meczach. W przerwie meczu organizacja Jeziorowców uhonorowała Jamaala Wilkesa, a jego koszulka z numerem 52 zawisła pod kopułą hali Staples Center

Lakers po raz kolejny rozpoczęli mecz z Dariusem Morrisem w pierwszej piątce, który miał za zadanie ograniczyć w ofensywie najlepszego pierwszoroczniaka tego sezonu – Damiana Lillarda. Z zadania wywiązał się bardzo dobrze, ponieważ rozgrywający Blazers zagrał o wiele poniżej swoich możliwości, trafiając tylko 4 z 17 rzutów z gry, a ostatecznie zakończył spotkanie z 11 oczkami na koncie.

Lillard zresztą nie był jedynym zawodnikiem gości, który nie będzie mógł zaliczyć tego spotkania do udanych. Tylko LaMarcus Aldrdge prezentował się na przyzwoitym poziomie i starał się trzymać w grze Blazers. Skrzydłowy zdobył w całym meczu 26 punktów, trafiając łącznie 12 z 17 rzutów, ale sam jeden nie był w stanie przeciwstawić się świetnie dysponowanym tego dnia Jeziorowcom, szczególnie w polu trzech sekund, gdzie dzielił i rządził Dwight Howard.

Center Lakers, jak i pozostali podkoszowi opanowali pomalowane rzucając w nim 58 punktów, przy 38 ze strony Portland i wygrali walkę o zbiórki 52-44. Sam Howard zanotował ich aż 14, dokładając do tego 21 punktów i nawet próbowana w pewnym momencie taktyka hack-a-Dwight nie przynosiła żadnych efektów, po tym jak Howard trafił 4 osobiste z rzędu, a w całym meczu 7 z 13.

Najwięcej punktów dla Lakers rzucił już tradycyjnie Kobe Bryant, zdobywając ich 27, czym zakończył swoją serię 10 meczów z minimum 30 oczkami na koncie. Warto też dodać, że mógłby ją bez problemów osiągnąć, ale całą czwartą kwartę przesiedział na ławce rezerwowych, ponieważ mecz był już rozstrzygnięty.

Do formy wydaje się chyba wracać Pau Gasol, który zagrał przeciwko Blazers bardzo wszechstronnie, notując statystyki na poziomie 15 punktów, 9 zbiórek, 5 asyst, 3 bloków i dwukrotnie trafiając zza łuku. Był drugim podającym zespołu,  najlepiej obsługiwał partnerów po raz kolejny Steve Nash. Kanadyjczyk rozdał 10 asyst, a od jego powrotu Lakers rozdają średnio w każdym meczu o 7 asyst więcej.

W przerwie meczu miała miejsce ceremonia zastrzeżeni numeru 52, z którym w barwach Jeziorowców grał Jamaal Wilkes. Swingman grał w drużynie z miasta Aniołów przez 8 sezonów, dwukrotnie zdobywając z Lakers mistrzostwo NBA i był ważną częścią mistrzowskiego składu z  początku lat 80-tych grając na parkiecie obok takich legend jak Magic Johnson, Kareem Abdul-Jabbar czy James Worthy.

[youtube=http://youtu.be/slPnCf2oD_M&w=585]

Portland Trail Blazers – Los Angeles Lakers 87:104 (25:34, 23:28, 18:26, 21:16)

Liderzy zespołu:

Punkty: Aldridge 26 – Bryant 27

Zbiorki: Hickson 8 – Howard 14

Asysty: Batum 8 – Nash 10

Przechwyty: Prcie 2 – Bryant 2

Bloki: Barton 2 – Howard, Gasol 3

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

2 komentarze

  1. Amarek pisze:

    Oglądając mecz można odnieść wrażenie, że Howard nie jest zadowolony. Natomiast ten niepozorny Steve Nash zmienia w złoto każdego zawodnika, którego dotknie podaniem do niego piłki. To jak ogromne znaczenie ma jego gra widać gołym okiem, gdy biega z włączonym radarem i nieustannie „poluje” by posłać piłkę do wolnego partnera.Jego podania są tak oczywiste, że aż piękne. Nie wielu zawodników w historii tej gry decydowałoby się na podania w takich momentach, w jakich robi to Kanadyjczyk.

    • Mac pisze:

      Howard raczej jest zadowolony, ale jeszcze szuka swojego miejsca w zespole ;). Z czasem będzie OK.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *