Brandon Roy znowu z problemami. Czy to koniec kariery (znowu)?

Wcześniej zawodnik Portland Trail Blazers, a aktualnie reprezentant Minnesoty Timberwolves znowu ma kontuzję kolana i jest niezdolny do gry. Pamiętajmy, że właśnie przez problemy z kolanami Roy „zakończył” w 2011 roku karierę. Jak wiemy, rozstanie z koszykówką było trudne i chciał spróbować jeszcze razy. Czy nie był to jednak błąd?

Brandon-Roy-Minnesota-Timberwolves

W tym momencie Roy przechodzi rehabilitację po zabiegu operacyjnym, który miał 19 listopada. Rozegrał w tym sezonie tylko 5 meczy i nie wiadomo czy nie będzie to jego ostatnie 5 meczy w sezonie, czy nawet w karierze.


Roy ma dopiero 28 lat i niestety może być jednym z tych zawodników, których obiecujące kariery zostały zniszczone przez powielające się kontuzje.

Liczne operacje, głównie kolan sprawiły, że pod koniec 2011 roku, jako zawodnik Trail Blazers, Roy zakończył karierę. Drużyna po rozmowach z zawodnikiem uzgodniła, że użyje na niego amnestii i wypłaci mu $63 milionów z kontraktu.

Po specjalistycznym zabiegu, któremu wcześniej poddał się między innymi Kobe Bryant czy Tracy McGrady, Brandon Roy czuł się lepiej i postanowił ogłosić, że wraca do NBA. Podpisał 2-letni kontrakt wart 10 milionów dolarów z T’wolves, ale tak jak wcześniej pisałem, rozegrał w ich koszulce tylko 5 spotkań, notując średnio 8.6 punktów, i 6.8 asyst na mecz. Jak na 3-krotnego All Stara, nie jest to dobry wynik. Podobno zawodnik czuje się troche lepiej i powoli ma wracać do treningów z drużyną.

Może i lepiej byłoby gdyby Roy rzeczywiście zakończył karierę? Mam na myśli to, że jeśli ma grać parę sezonów więcej, kosztem bólu kolan na późniejsze lata to rozsądniejsze byłoby odwieszenie butów na kołek teraz. Nie mówię, żeby całkowicie rozstał się z koszykówką. Mógłby zostać w organizacji na jakimś stanowisku. Może w przyszłości zostałby trenerem.

 

Żadna decyzja nie została jeszcze podjęta, więc jeszcze nie mamy się czym martwić, ale następne kilka tygodni może być decydujące. Oczywiście życzę Roy’owi, żeby wyleczył te kontuzje i grał dalej, ale jeśli nie będzie to możliwe, to nie widzę innego wyjścia niż koniec kariery.

Adam Wiśniewski

Fan NBA i Miami Heat od 2006 roku, kiedy to D-Wade (mój ulubiony zawodnik) zdobył pierwszy tytuł. Z niegrających już zawodników jestem wielkim fanem Iversona. Obecnie staram się z dnia na dzień polepszać swoją grę. Wciąż czeka na telefon od menadżera drużyny z NBA.

5 komentarzy

  1. NBAfan pisze:

    Szkoda chłopa. Uwielbiałem oglądać jego grę.

  2. BigShotBob pisze:

    Nie mogę przejść obojętnie obok „meczy”. Kolego, meczy to najwyżej koza. A tu należałoby odmienić „meczów”. Przepraszam za ten wpis i życzę miłego dnia :)

    • Adam Wiśniewski pisze:

      Dzięki, już poprawiłem.

    • Paweł Panasiuk pisze:

      Muszę się wtrącić.
      Otóż obie formy są poprawne, aczkolwiek „meczów” jest używana znacznie częściej i przyjęło się ją uważać za poprawną. Kilka lat temu któryś z purystów językowych, Miodek czy Bralczyk, dyskutował na ten temat i potwierdzili: meczy i meczów są OK. Ja wolę używać meczów :)
      Pozdrawiam :)

  3. Abel pisze:

    Kto z Was za kwotę 10 mln $ w momencie kiedy Stany przeżywają nie tylko kryzys ale ten kryzys się pogłębia, nie chciałby zaryzykować zdrowiem, żeby zdobyć na emeryturę poważne, pewne pieniądze? Ma kasę zapewnioną, ma profesjonalną opiekę lekarską, chce grac jeszcze by się o sobie przypomnieć kibicom i robi to co kocha i lubi. Czego chcieć więcej? To cud, że podpisali w ogóle z nim kontrakt ale widocznie nie jest jeszcze w tak złym stanie jak piszą. Wielu z nas jest po koszykówce w gorszym stanie mają taką opiekę lekarską w kraju jaką mamy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *