Sixers zaskoczyli Grizzlies w FedEx Forum

sixers-300x300200px-Memphis_Grizzlies.svgObie drużyny przystąpiły do wczorajszego meczu z poważnymi osłabieniami. Gospodarze nie mogli korzystać z usług Rudy’ego Gay’a, który opuścił mecz z powodu spraw osobistych. Wśród przyjezdnych nie mógł grać Jason Richardson uskarżający się na bóle pleców.

To sprawiło, że więcej okazji na pokazanie swoich umiejętności mieli nominalni zmiennicy Quincy Pondexter (13 punktów, 5 zbiórek) i przede wszystkim bohater wieczoru Dorell Wright (28 punktów, 6 zbiórek).

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Philadelphia 76ers 14-15 26 23 26 24 99
Memphis Grizzlies 18-8 29 18 23 19 89

Przebieg spotkania

Przed spotkaniem mogło się wydawać, że Sixers nie będą mieli nic do powiedzenia przeciwko gospodarzom, którzy wygrali 12 z 14 spotkań na swoim parkiecie w tym sezonie. Dodatkowo przyjezdni z Filadelfii ponieśli porażkę w 6 poprzednich spotkaniach poza Wells Fargo Center.

Pierwsza kwarta zdawała się potwierdzać te obawy. Niesamowicie grający Marc Gasol do spółki z rzucającym z dystansu Pondexterem dali zespołowi Hollinsa szybkie i wysokie prowadzenie. Grizzlies jednak z biegiem czasu zaczęli łapać zadyszkę, a ich piętą achillesową była obrona.

Nastawiony zwykle na rzuty z półdystansu i dystansu Sixers z łatwością wchodzili w strefę podkoszową i punktowali mimo ewidentnej przewagi wzrostu graczy z Memphis. Po czterech minutach drugiej kwarty na prowadzeniu byli już przyjezdni, którym bardzo dużo dało wpuszczenie z ławki Spencera Hawesa. Grizzlies szybko się przegrupowali i po chwili było już 35-45 na ich korzyść, ale ostatnie 260 sekund przebiegło pod dyktando gości i do szatni Sixers schodzili prowadząc 49-47.

W trzeciej kwarcie prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, a oba zespoły grały krótkimi zrywami. Po syrenie w lepszej sytuacji byli Sixers, których prowadził Dorell Wright z 10 punktami w tej odsłonie.

Grizzlies nie zamierzali się jednak poddawać. Po półtorej minuty czwartej kwarty na tablicy było tylko 75-73. Wtedy przyjezdni zadali decydujący cios. Kolejne trzy minuty wygrali w stosunku 15-3 trafiając trzykrotnie z dystansu (2 razy Ivey, raz N. Young) i już więcej w tym meczu nie przegrywali.

To był typowy Evan Turner

Numer drugi draftu 2010 jest najbardziej chimerycznym graczem Sixers. Nikt nie ma wątpliwości, że 24-letni obrońca/skrzydłowy ma duży talent, ale nie potrafi go regularnie wykorzystywać.

Wielokrotnie jako kibic zespołu z Filadelfii łapię się na tym, że po meczu w którym Evan notuje 20/10/6 mówię sobie – teraz już się przełamał na stałe. Nic z tego i po dobrych meczach z Hawks i Nets przychodzą takie mecze jak wczorajszy z Grizzlies, w którym Turner zdobywa tylko 1 punkt.

Oczywiście, nie jest tak że w takim meczu jest zupełnie bezużyteczny. Rozdał 6 asysty i zebrał 9 piłek dokładając jeszcze 1 blok, 2 przechwyty i (niestety) 6 strat. Problem jest jednak taki, że nawet nie szukał swojego rzutu (0/4 z gry).

Bardzo potrzebujący regularnej ofensywy Sixers potrzebują jego punktów i trener Collins nie powinien być zadowolony, że więcej rzutów od Turnera miał Lavoy Allen.

Nie wiem czy w trzecim roku gry możemy jeszcze oczekiwać na to, że Turner stanie się liderem zespołu. W tej chwili wygląda na to, że pomimo ewidentnego skoku wszystkich statystyk (14.8 ppg, 6.8 rpg i 4.3 apg), czuje się komfortowo w roli drugiej-trzeciej opcji ataku.  Oczywiście tacy gracze też są bardzo potrzebni, ale wiedząc jak wielki jest jego talent można być trochę rozczarowanym.

Hawes i Wright – starterzy czy zmiennicy?

Zarówno center jak i skrzydłowy cierpią na syndrom opisywanego wyżej Turnera. Potrafią zachwycić jednego wieczoru, by kolejnego zupełnie zniknąć. Wczoraj ponownie błyszczeli prowadząc swój zespół do wygranej zostawiając mnie z  pytaniem, czy powinni wchodzić z ławki, czy być graczami podstawowego składu?

W przypadku Spencera Hawesa wydaje się, że jemu rola zmiennika bardziej odpowiada. Pełniąc tę rolę w grudniu notuje bardzo dobre 12.0 ppg i 6.5 rpg. Zastępujący go w pierwszym składzie Lavoy Allen ma za zadanie zmęczyć podstawowych podkoszowych bardzo dobrą obroną. Wchodzący później Hawes wykorzystuje ich zadyszkę, a później może błyszczeć na tle w większości mniej zdolnych rezerwowych centrów rywali.

Jak wygląda sytuacja Wrighta? Przeprowadzony wczoraj wymuszony eksperyment z Turnerem na dwójce i Dorellem jako SF wypalił. Biorąc pod uwagę, słabszą formę Jasona Richardsona wydaje mi się, że może to być zmiana na dłużej.

Wright dobrze uzupełnia się na parkiecie z Holiday’em dając mu więcej miejsca na wejścia pod kosz, a ten odwdzięcza mu się zasysaniem obrońców i odegraniami na obwód. Jeżeli do tego dołożymy fakt, że J-Rich z miejsca stałby się liderem zmienników i mógłby wykorzystywać swoje doświadczenie w połączeniu z N. Youngiem i Hawesem wydaje się, że wczorajsze S5 powinno pozostać takie same na kolejne mecze.

Wartość Gay’a

W wyrównanych spotkaniach takich jak wczoraj można gołym okiem zobaczyć jak dużą wartość dla Grizzlies ma Rudy Gay, a przecież zazwyczaj mówi się o nim jak o trzecim najlepszym graczu Hollinsa (za Z-Bo i Gasolem). Sami komentatorzy lokalnej stacji z Memphis mówili wczoraj, że jego rolę powinien przejąć spokojnie Quincy Pondexter, a problemem może być tylko ew. to, że trochę mniej punktów wpadnie z ławki.

Nic z tych rzeczy. Bez Gay’a Grizzlies są tylko jedną z wielu dobrych drużyn. Mając go w składzie mogą z powodzeniem straszyć całą czołówkę ligi.

Ogólne zdanie na temat Rudy’ego przypomina mi postawę wobec Joe Johnsona (w Hawks) lub Danny’ego Grangera (Pacers). Ok, jest dobry, sporo rzuca i dokłada kilka innych statystyk. Nie jest jednak prawdziwą gwiazdą ligi. O ile żaden z nich nie ma tyle talentu co James, Durant, Bryant czy Anthony, o tyle dla swoich drużyn są MVP.

Pozostałe notatki

Podoba mi się rozsądnie stosowany przywilej korzyści przy przekraczaniu linii podczas oddawania rzutów wolnych. Gdy się uważnie przyjrzycie pracy sędziów to w momencie rzutu często pokazują wyciągniętą, zaciśniętą pięść – to oznacza przewinienie zbyt wczesnego przekroczenia linii przez obronę. Jeżeli rzut wpada, gra toczy się dalej. Jeżeli jednak jest pudło – arbitrzy wracają do tego błędu i nakazują powtórkę.

Evan Turner rozegrał cztery mecze w swojej karierze przeciwko Grizzlies. W sumie zdobył w nich 13 punktów. Tony Allen anyone?

Filmowe podsumowanie spotkania

[youtube=http://youtu.be/WgXygYvggJ8&w=585]

Boxscore

Sixers: Allen 6, Wright 28, T. Young 13, Turner 1, Holiday 13, a także Hawes 20, Ivey 6, N. Young 12

Grizzlies: Randolph 23, Pondexter 13, Gasol 18, Conley 10, Allen 6, a także Arthur 8, Speights 7, Bayless 2, Ellington 2

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *