Kobe z czterdziestką, Howard wyrzucony z boiska, Lakers z przegraną w Denver.

Drugi mecz przeciwko Denver Nuggets rozegrali podczas 67. sezonu NBA, podopieczni Mike’a D’Antoniego. Minionej nocy Jeziorowcy gościli na trudnym terenie, w Pepsi Center, który dotychczas został tylko raz zdobyty przez drużynę przyjezdną. Starcie Lakers z Nuggets było również bezpośrednią walką o ósme miejsce w tabeli Konferencji Zachodniej, bowiem naprzeciwko siebie wyszły ekipy z podobnymi bilansami (15-14 Nuggets i 14-14 Lakers). Faworytem potyczki wydawali się być Lakers, będący w ostatnich dniach na fali wynoszącej ich do serii 5 wygranych. Zwłaszcza po powrocie do składu Steve’a Nasha.

Na wstępie trzeba powiedzieć, iż znów mieliśmy do czynienia z 40 punktowym występem Czarnej Mamby, a jego drużyna ponownie godziła się z porażką. Czy jednak Kobe przeszkadzał lub ograniczał swoich partnerów? Osobiście – nie wydaje mi się!

Najlepsi zawodnicy:

Kobe Bryant grał na bardzo wysokiej jak dla siebie skuteczności – 54% – trafiając 13 z 24 rzutów z pola gry. Bryant świetnie spisywał się w rzutach zza łuku trafiając 5 z 9 trójek. Ponadto zanotował on 6 asyst i 4 zbiórki, popełniając tylko 2 straty.

Liderowi Lakers z pomocą przyszli Pau Gasol (trafił 2 trójki), notując 19pkt-5as-6zb-2blk i Steve Nash, zaliczając 15pkt i 8as. Wszyscy trzej punktowi liderzy L.A. popisywali się wysoką skutecznością rzutów z gry, a do wygranej zabrakło im wyraźnie wsparcia partnerów.

Podopieczni George’a Karla zagrali jeszcze lepiej od rywala, w ataku, a siłą ich był zespół i kolejni dorzucający się do sumy zdobytych punktów zadaniowcy. Imponował skutecznością Danilo Gallinari (19pkt), pod koszami jak zwykle zacięcie walczył Kenneth Farried (21pkt i 15zb) a o 3 asysty od triple-double był wszechstronny Andre Iguodala (17-11-7).

Mnie osobiście zaskoczyła forma dwóch graczy, kluczowych, w perspektywie całego meczu. Pierwszym ojcem wygranej jest rezerwowy Corey Brewer, którego przed sezonem odkurzył trener Karl. Brewer zanotował rekordowe w sezonie 27 oczek, stając się katem Lakers i trafiając 6 z 7 rzutów dystansowych. Drugim bohaterem Bryłek stał się Ty Lawson, narzekający w ostatnich dniach na uraz ścięgna Achillesa. Śmiem twierdzić, iż Ty przyćmił Nasha nie tylko zaliczając 17 punktów, ale przede wszystkim asystując kolegom 14 razy. Ponadto zagrał on mecz bez pojedynczej straty!

Najważniejsze statystyki:

Liczba zbiórek, ofensywnych Nuggets (20-11) oraz punkty z pomalowanego wyraźnie miały wpływ na wynik całej potyczki (58-38 dla Nuggets). Ważna również dla finałowego rozrachunku okazała się skuteczność w rzutach zza łuku. Denver trafili 12 z 22 prób (54,5%) podczas gdy Lakers 11 z 29 (37,9%).

Najbardziej zawiedli:

Gwiazdka jest tylko raz w roku, takie stwierdzenie można skierować w stronę MWP. Ron Ron próbował niczym z Knicks rzucać zza łuku, ale wczorajszego wieczoru wyraźnie rzut mu nie siedział. Próbował swoich sił 7 krotnie z dystansu, ale w Pepsi Center jego trójka wpadła tylko raz. Podobnie rzucał cegłami Jodie Meeks, który chyba będzie musiał spędzić więcej czasu na rzucaniu podczas kolejnych treningów drużyny, bo w tym meczu trafił tylko 2 z 11 rzutów (1 z 5 zza łuku). Prawdziwym antybohaterem okazał się jednak Dwight Howard..

Najważniejszy moment meczu:

Na pięć minut przed końcem trzeciej kwarty Superman brutalnie przerwał akcję Farrieda, sprowadzając podkoszowego rywala na parkiet, po uderzeniu ręką w twarz przeciwnika. Nie radzący sobie z agresywnymi pod koszami przeciwnikami środkowy, w brzydki sposób wyładował swoją frustrację i zostawił swoją drużynę bez atutów do walki w polu trzech sekund (przegrane zbiórki o 10 i punkty seryjnie zdobywane spod kosza – 20 więcej dla Nuggets – dobitnie o tym świadczą). Trzecią odsłonę Bryłki wygrały 39-33, rozbijając obronę L.A. w pył. W samej końcówce spotkania i na 5 minut do końca meczu, Lakers chcieli wrócić do gry i zniwelowali straty z 15 do 7 oczek. Niestety po solowej akcji nie popisał się MWP, pudłując prostego lay up’a (mnie przypomniała się sytuacja z play offs 2011, kiedy Ron Ron fatalnie przestrzelił w Dallas).

Ciekawostki:

Kobe Bryant zanotował 10 z rzędu mecz z co najmniej 30pkt na koncie. Tylko on i Michael Jordan mieli podobne seriale punktowe, podczas gdy najdłuższa seria Bryanta – +30 – trwała 16 spotkań. Ty Lawson stał się pierwszym graczem od czasów Nicka Van Excela, który w szeregach Samorodków zanotował double-double i nie stracił żadnej piłki. Van Excel – m.in. ex gracz Lakers – uczynił to ponad 10 lat temu (24 stycznia 2002 roku). Kenneth Farried odnotował 12 dublet w sezonie. Dla Nuggets 126 punktów, było najlepszą ofensywną zdobyczą podczas obecnych rozgrywek.

Podsumowanie:

Trener D’Antoni ma pełne ręce roboty, gdyż nie może mieć żadnych pretensji do swoich liderów (poza Dwightem Howardem, którego notabene nie potrafi wykorzystać z należytą korzyścią dla zespołu). Jego rezerwowi praktycznie nie spełniają pokładanych w nich nadziei. Nie tylko Jodie Meeks, ale i wcześniej Antwan Jamison okazują się mało efektywnymi zawodnikami, a w konfrontacjach z bardziej zbilansowanymi w ataku zespołami Lakers by na równi konkurować muszą dostawać więcej od swojej ławki. Bolączką Lakers nie pierwszy sezon, i nie tylko przy D’Antonim, jest zdobywanie punktów zza łuku. Jeśli nawet idzie pierwszej piątce, to ławka pozostaje wyraźnie w cieniu Bryanta. Czyste pozycje są praktycznie niewykorzystywane. Tercet Duhon-MWP-Meeks miał w tym meczu wynik 2-14 w tym elemencie gry.

Wynik: 126 – 114 dla Nuggets.

Boxscore: Brewer 27, Farried 21, Gallinari 19, Lawson i Iguodala po 17 oraz Bryant 40, Gasol 19, Nash 15 i Howard 12.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

5 komentarzy

  1. rrr pisze:

    To nie Bóg jest Bogiem to Kobe jest Bogiem.

  2. qwerty pisze:

    Howard w tym roku to nawet nie TOP5 graczy ligi. Żałosne.

    • Radek pisze:

      Żałosnym jest sądzić, że gość po prawie rocznej przerwie spowodowanej kontuzją, po której jest sprawny w około 80%, będzie grał, tak jakby się nic nie stało…Zobaczymy pod koniec RS…

      „”Wciąż dochodzę do zdrowia. Ludzie zdają się tego nie rozumieć. Parę wsadów czy bloków nie oznacza, że wróciłem do pełni formy. Jednak nie łatwo wyleczyć kręgosłup. Czuję mrowienie w nogach, aż po czubki palców. Czasem są momenty, że w ogóle nie czuję nóg. Lekarze mówią, że to normalne. Potrzeba dziewięciu miesięcy, aby odzyskać pełnię sprawności i siły w nogach. Wciąż bardzo się męczę. Na początku sezonu nie miałem siły grać już po pierwszej kwarcie, po kilku posiadaniach piłki. Czekajcie, pod koniec sezonu będę w doskonałej formie. Nigdy w życiu nie miałem 6 miesięcznej przerwy.”

    • Radek pisze:

      *pół rocznej

  3. GRD pisze:

    Co nie znaczy że Howard musi zachowywać się jak pajac… jako gwiazda od której wymaga się wiele, powinien dawać przykład a nie iść śladem Artesta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *