Łatwe zwycięstwo Rockets

Dzięki wygranej 121-96 nad Memphis Grizzlies koszykarze Houston Rockets zanotowali trzecią z rzędu wygraną. Do zwycięstwa swój zespół poprowadził James Harden, który występując jedynie w trzech pierwszych kwartach rzucił 31 punktów. Dla Memphis porażka ta była trzecią w czterech ostatnich grach wyjazdowych.

8xe4813lzybfhfl14axgzzqeq

Dobra gra ofensywna obu stron na początku spotkania spowodowała, że oglądaliśmy stojące na wysokim poziomie wyrównane widowisko. Bardzo skuteczny był James Harden, który już w pierwszej kwarcie zaliczył 11 pkt. W końcówce dwie trójki trafił Quincy Pondexter, dzięki czemu Grizzlies zakończyli pierwszą ćwiartkę z jedno punktową stratą.

Kolejna kwarta to kontynuacja zaciętego pojedynku. Dopiero na cztery i pół minuty przed końcem pierwszej połowy dwie indywidualne akcje Jeremy Lina pozwoliły odskoczyć gospodarzom na 7 punktów. W ostatnich minutach dwie trójki rzucił Harden i jedną dodał Carlos Delfino, a ekipa z Teksasu uzyskała 10 punktowy kapitał.

W trzeciej kwarcie Harden zdobył 13 ze swoich 31 pkt, a dzięki równie dobrej grze Toney Douglasa oraz skutecznej walce na desce Omera Asika Rockets powiększali z minuty na minutę swoje prowadzenie.  Nie wystarczały starania Mike Conleya czy też dość dobrze predysponowanego tego dnia Tony Allena. Zasadniczo bez wsparcia reszty drużyny spotkanie rozstrzygnęło się już po 36 minutach na niekorzyść Niedźwiadków, kiedy to ich oponenci prowadzili już 94-78.

Nie tylko dobra gra w ataku, ale także twarda walka w defensywie pozwoliła gospodarzom na utrzymanie bardzo korzystnego wyniku. Pod nieobecność odpoczywającego już Hardena na boisku prym wiedli Marcus Morris oraz Jeremy Lin. Pierwszy walczył o punkty pod koszem rywali, a Lin swymi szybkimi akcjami rozbijał defensywę Grizzlies.  Rezerwowi gracze z obozu gości nie mieli już zbyt wiele do powiedzenie przy bardzo dobrze dysponowanych tego dnia zawodnikach Rakiet i ostatecznie podopieczni coacha Kevina McHale’a wygrali to spotkanie w stosunku 121-96.

Dobra, szybka gra ze sporą ilością asyst oraz twardą grą obronną była kluczem do osiągnięcia sukcesu w starciu z Memphis. Obie drużyny grały na ponad 50% skuteczności z gry. Goście jednak fatalnie prezentowali się na dystansie. Trafili jedynie dwa rzuty za 3 pkt (na 12 prób) i były to jedynie rzuty Pondextera z pierwszej kwarty. Potem już żadna trójka celu nie doszła. Rockets natomiast 12 razy skutecznie rzucali z za linii 7,24 metra. Stu procentową skuteczność w tym elemencie gry miał James Harden (3 na 3), a Marcus Morris na cztery próby pomylił się tylko raz.

Lepszy pomysł na grę w ataku dokumentują także 32 asysty zespołu z Houston. Ich rywale byli słabsi w tym elemencie o 9 podań otwierających drogę do kosza.

Harden, który obecnie jest czwartym strzelcem NBA do 31 pkt dołożył 8 asyst. Nie chce zapeszać, ale wygląda na to, że do formy na dłużej powrócił Jeremy Lin. Ponownie zagrał dobre zawody kończąc spotkanie z 15 pkt oraz 11 asystami. Drugim graczem w szeregach gospodarzy, który zaliczył double-double był Omer Asik. Zebrał on 12 piłek i rzucił rywalom 14 pkt.

Najlepszym strzelcem gości był Mike Conley, który był autorem 16 pkt, a także rozdał 6 asyst. Rezerwowy Quincy Pondexter dodał 14 oczek i ta dwójka dawała się najbardziej we znaki Rakietom. Zach Randolph, który był mniej aktywny w zdobywaniu punktów bo rzucił ich 10 dodał do swego dorobku taką samą ilość zebranych piłek i zakończył spotkanie z double-double.

Najbliższe spotkanie Rakiety rozegrają we wtorkową noc w Chicago. Memphis natomiast będą podejmować na własnym parkiecie ekipę 76-ers.

MEMPHIS GRIZZLIES (18-6) – HOUSTON ROCKETS (14-12) 96-121

(32-33, 22-31, 24-30, 18-27)

M. Conley 16 pkt, Q. Pondexter 14 pkt, M. Gasol oraz T. Allen po 11 pkt – J. Harden 31 pkt, M. Morris 16 pkt,  J. Lin 15 pkt.

 

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *