Eksplozja Pierce’a dała zwycięstwo Celtics

boston-celtics-logo40 punktów Paula Pierce’a wystarczyły do pokonania Cleveland Cavaliers 103-91 przez bostońskich Celtów. Pierce miał aż 6 udanych prób zza łuku i nie mylił się w 8 próbach z linii rzutów wolnych, a do tego dodał jeszcze 8 zbiórek , 5 asyst i 3 przechwyty. Tym samym Celtics zakończyli serię trzech kolejnych porażek, natomiast grudzień nie jest miesiącem łaskawym dla Cavs, którzy kontynuują serię 1-10 w tym miesiącu.

Celtics wykorzystali absencję najlepszego zbierającego ligi Andersona Varejao i nie przegrali walki na tablicach, co jest ich wielką słabością w tym sezonie.

Po bardzo nieudanej serii gier na wyjeździe Boston Celtics wrócili do TD Garden, aby odbudować pewność siebie. Zobaczyliśmy również zmiany w pierwszej piątce. Kevin Garnett wrócił na swoją naturalną pozycję PF, a na C zobaczyliśmy Jasona Collinsa. Pierwsza kwarta była bardzo wyrównana i zakończyła się 2-punktowym prowadzeniem gospodarzy 27-25. Od połowy drugiej kwarty rysować zaczęła się jednak przewaga Celtics, która oscylowała koło 10 punktów. Świetny moment pod koniec drugiej kwarty zaliczył Kevin Garnett. Trzeba powiedzieć również, że w Rajon Rondo zajął się bardziej zdobywaniem punktów niż rozdawaniem podań kolegom z drużyny („tylko” 8 asyst w tym meczu, ale 20 punktów).

Show Pierce’a to przede wszystkim trzecia odsłona, w której przez pierwsze 6 minut gry zdobył 14 punktów z 18 całego zespołu (w całej trzeciej kwarcie zdobył 17 punktów). Po asyście Pierca i trójce Jasona Terry’ego na 4:19 do końca trzeciej odsłony Celtics osiągnęli przewagę 78-59 i w zasadzie powinno być po meczu. Powinno, ale nie było. Cavs dzięki skutecznej grze swojego lidera Kyrie Irvinga (22 punkty w meczu) odrobili część strat jeszcze przed końcem trzeciej odsłony, która zakończyła się wynikiem 82-72.

Ostatnia kwarta rozpoczęła się od dalszej pogoni Kawalerzystów. Po trójce CJ Milesa na 10:07 do końca było już tylko 5 punktów przewagi Celtics, a gdy kolejne punkty zdobył Zeller na tablicy widniał wynik 79-82 na korzyść gospodarzy. Celtów uratowali jednak Rondo i Pierce, którzy odparli ten atak i sukcesywnie przywrócili dwucyfrową przewagę. Nie był to najlepszy mecz gospodarzy. Gdyby nie znakomita postawa Pierce’a kto wie jakby ten mecz się skończył.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

5 komentarzy

  1. SirCharles napisał(a):

    Dziadzia Pierce mnie zaskoczył. The true rządził i dzielił dzisiaj. Muszą celtics pomyśleć o wymianie jakiejś na porzządnego zbierającego. KJ musi odpocząć,bez tego w PO dupa blada. Wie ktoś czy do wzięcia jest Kenyon Martin ,czy zakotwiczył gdzieś u skośnych. Byłaby to dobra opcja

  2. Neoheresy napisał(a):

    Niech Pierce punktuje. W lidze fantasy dał mi wczoraj niezłego boosta :-)

    • NBAfan napisał(a):

      Co prawda to prawda. Też go mam bo jest regularny i czasem jeb*** jakiś prezent ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *