Linsanity w MSG!

Witająca owacyjnie Jeremy Lina publiczność zgromadzona w Madison Square Garden chyba nie do końca wiedziała, do czego się przyczynia. Absolwent z Harvardu rozegrał kolejny świetny mecz w Nowym Jorku, ale tym razem zagrał w trykocie Houston Rockets, a jego zespół pokonał miejscowych Knicks 109-96. Rakiety tym samym po raz drugi w tym sezonie pokonały ekipę trenera Woodsona.

8xe4813lzybfhfl14axgzzqeq

W barwach Knicks zabrakło Carmelo Anthony’ego, Rasheeda Wallace’a oraz grającego w zeszłym sezonie w Houston – Marcusa Camby’ego. Goście natomiast nie mogli skorzystać z usług Patricka Pattersona, który nie zagrał także dzień wcześniej w Toronto.

Co by się nie zdarzyło na boisku to największym wydarzeniem wieczoru był powrót Jeremy Lina do MSG. To tutaj jest uwielbiany do dziś przez fanów z Nowego Jorku, a wczorajsze spotkanie było jego pierwszym występem w hali, gdzie zachwycał w minionym sezonie publikę Knickerbockers.

Pierwsza kwarta to bardzo wyrównana gra z obu stron. Goście dość łatwo zdobywali punkty spod kosza, co wydaje się dość dziwne, bowiem defensywa Knicks ma opinię bardzo szczelnej. Dziś była jednak bardzo dziurawa i wejścia pod kosz Lina oraz Jamesa Hardena sprawiały sporo problemów gospodarzom. Także Omer Asik, choć wirtuozem w ataku nie jest, punktował początkowo dość pewnie z pomalowanego pola. W zespole Mike’a Wooodsona w ofensywie brylował J.R Smith, który wobec braku Melo Anthony’ego brał na siebie ciężar gry.

Drugą odsłonę Rakiety rozpoczęły od runu 10-0, a osiem punktów z tej serii zdobyli ex-gracze Knicks z zeszłego sezonu – Lin i Toney Douglas. W dalszej części gry także istnieli głównie podopieczni McHale’a, którzy prowadzeni przez Hardena i Lina zwiększali dystans punktowy. Zespół z nowego Jorku wyraźnie nie miał pomysłu na zatrzymanie tego duetu, ale także nie potrafił odpowiedzieć niczym szczególnym w ataku. Do przerwy Teksańczycy odskoczyli na 14 punktów i wygrali drugie dwanaście minut w stosunku 27-11!

W trzeciej kwarcie w ofensywie Knicks pojawiła się nowa opcja. Otóż punkty zaczął zdobywać Chris Copeland. W trzy minuty rzucił 9 pkt, a przewaga gości zmalała do pięciu punktów. Tym samym wydawało się, że gracz ten chciał zasygnalizować kibicom „Hej zapomnijcie o Linie, teraz ja tu jestem„.  Niestety później koledzy jakby zapomnieli o nim, a Rakiety ponownie odskoczyły oponentom i po 36 minutach prowadzili 83-60.

Ostatnia kwarta to ponownie wyborna gra Copelanda, beznadziejna reszty jego partnerów i pełna kontrola meczu przez przyjezdnych. Seria trójek w wykonaniu Carlosa Delfino na początku tej części gry kompletnie wybiła z głów rywali myśli o nawiązaniu jakiejkolwiek walki. Kibice w MSG mogli jedynie cieszyć oczy kolejnymi punktami Lina i Hardena i z rozdartym sercem wspominać czasy, kiedy Jeremy prezentował barwy ich ukochanego zespołu w minionych rozgrywkach.

„We’re just thankful to get the win. It was a lot of fun playing out there and I think our team, we took a step in the right direction. It was great to be back and it was a lot of fun to play on that court again.” skomentował po meczu swój powrót do MSG bohater wieczoru – Jeremy Lin.

Zakończył on spotkanie z 22 punktami i ośmioma zbiórkami. James Harden zaliczył o 6 pkt więcej od Lina i dzięki 10 zbiórkom zanotował double-double. Dwójka ta była motorem napędowym ekipy prowadzonej przez trenera Kevina McHale’a. Wspólnie zdobyli 50 pkt trafiając razem 18 na 33 rzuty z gry. bardzo dobrze zagrał Carlos Delfino, który trafił cztery trójki i zdobył łącznie 16 pkt.

Kluczem do wygranej Rakiet była bardzo skuteczna gra z kontrataku. Nowojorczycy, którzy nie czują się najlepiej w szybkiej koszykówce po prostu dali się zabiegać swoim rywalom. Goście zdobyli 25 pkt po szybkim przejściu spod własnego kosza pod kosz rywali. Innymi słowy gracze z Teksasu narzucili im własny styl i to pozwoliło im odnieść 12 wygraną w sezonie.

Wśród Knicks, którzy przegrali swój pierwszy mecz we własnej hali najlepszym strzelcem był Chris Copeland. Wszystkie swoje 29 pkt rzucił w drugiej połowie meczu, co trzeba przyznać jest sporym osiągnięciem. Tyson Chandler zebrał 18 piłek i pokazał tym samym swoją wyższość nad Asikiem, który w walce na desce nie miał nic do powiedzenia. Mimo wszystko był on jednak także bezradny wobec penetracji podkoszowych Lina, Hardena czy Parsonsa, a frustrację swoją wyładował na tym pierwszym brutalnie go faulując.

Kolejny mecz Rakiety zagrają u siebie z 76-ers. Zespół Mike’a Woodsona natomiast także w środę czekają derby Nowego Jorku, które rozegrane zostaną w MSG.

HOUSTON ROCKETS (12-12) – NEW YORK KNICKS (18-6) 109-96

(29-31, 27-11, 27-18, 26-36)

J. Harden 28 pkt, J. Lin 22 pkt, C. Delfino 16 pkt – C. Copeland 29 pkt, J.R Smith 17 pkt, P. Prigioni oraz R. Felton po 14 pkt

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

3 komentarze

  1. GPRbyNBA pisze:

    Kolejny? Kolejny to byłby gdyby rządziło prawo serii.
    A tak w poprzednim (przegranym) meczu miał uwaga! 7 punktów i aż… 2 asysty. W tym sezonie gra bardzo w karatkę. Ma dobre mecze ale ma też fatalne jak ten o którym wspomniałem

    • Paweł Kołakowski pisze:

      „Absolwent z Harvardu rozegrał kolejny świetny mecz w Nowym Jorku, ale tym razem zagrał w trykocie Houston Rockets…” – bardziej chodzi o podkreślenie kolejnego dobrego występu w MSG…

  2. Chief keef pisze:

    Lin zakończył spotkanie z 8 asystami a nie z 8 zbiórkami, mała poprawka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *