Johnson załatwił Tłoki game-winnerem.

G-Force grał najlepszy mecz dla Nets w tym sezonie, notując 25 punktów, 10 zbiórek i 2 efektowne bloki, ale to Joe Johnson został bohaterem Brooklynu. Po serii pięciu ostatnich porażek drużyny Avery’ego Johnsona przyszła pora na zwycięstwa i Siatki zrobiły to po raz drugi, po ostatniej wygranej konfrontacji z Raptors. Tym razem jednak do zwycięstwa potrzebne były aż dwie dogrywki.

Warto zaznaczyć, iż spotkanie poprzedziła minuta ciszy ku pamięci ofiar tragedii ze strzelaniną w Newtown.

Mecz grany był falami, najpierw w drugiej kwarcie to Nets dominowali przed własną publicznością ogrywając przyjezdnych aż 36-22 i prowadząc przed przerwą 12 oczkami. Przewagę miejscowych budowały trafienia zza łuku, których mieli w tej kwarcie 5, a skutecznością na dystansie imponował Gerald Wallace (3 trójki przed przerwą, 15pkt). Wcale nie gorzej prezentował się Joe Johnson, zdobywca 14 oczek.

Trzecia kwarta wywróciła nam mecz do góry nogami. Kiedy wydawało się, że gospodarze na dobre przejęli kontrolę nad spotkaniem, to na momenty pozytywnego szaleństwa w grze pozwolili sobie Brandon Knight oraz Greg Monroe. Rozgrywający imponował trafieniami z obwodu oraz dwoma celnymi trójkami, kończąc trzecie dwanaście minut z 18pkt na koncie. Pod koszami z kolei prym wiedli Twin Towers Tłoków; Greg Monroe trafiał lay up’y (14pkt) a jego młodszy kolega, Andre Drummond popisał się wsadem (6pkt). Goście z nawiązką wykorzystywali fakt słabszej gry, powracającego po kontuzji, Brooka Lopeza (9pkt i 4zb w całym meczu). Tłoki wróciły do gry dzięki znakomitej postawie na atakowanej tablicy – w całym meczu zebrali oni 18 piłek (10 mieli Nets) a punkty drugiej szansy niwelowały straty i dalej budowały przewagę. Trzecia kwarta to głównie zryw ekipy ex trenera Nets, Lawrence’a Franka w stosunku 21-1, pozwalający gościom przejąć kontrolę nad wydarzeniami w Barclays Center.

O ile pierwszej trzy odsłony przypominały mocno ofensywne widowisko, o tyle finałowe 12 minut regulaminowego czasu gry, było grane bardziej z nastawieniem na defensywę, a jednym i drugim brakowało skuteczności (i może nieco sił) w wykańczaniu akcji. Tylko cztery rzuty z gry Tłoków wpadło do kosza rywali. Miejscowi z kolei wrócili z 4-punktowej straty za sprawą trafień Joe Johnsona z początku kwarty (m.in. kolejna trójka) oraz Geralda Wallace (trafił ostatnie 4 punkty dla Nets). G-Force swoją ofensywą zbiórką na 20 sekund do końca regulaminowego czasu gry i celną dobitką zapewnił gospodarzom remis i dogrywkę.

W pierwszych pięciu minutach (bo do wyłonienia zwycięzcy potrzebne było jeszcze drugie 5 minut) atak gości opierał się o Rodney’a Stuckey’a, który zdobył aż 6 oczek w tej fazie meczu. Nets wrócili do wyrównanej gry dzięki znów trzy punktowych trafieniach – CJ Watsona i Derona Williamsa. Siatki osiągnęły remis i drugą dogrywkę o rzucie Joe Johnsona (100-100).

Drugi dodatkowy czas gry to głównie nieporadność Nets w ataku i 3 punkty przewagi gości. Przez blisko 4 minuty gospodarze Barclays Center nie byli w stanie umieścić piłki w koszu rywala. Niemoc przerwał duet Wallace-Johnson zaliczając po jednym trafieniu z bliższego dystansu. Kiedy Kyle Singler zebrał niczyją piłkę, wykorzystując nieporadność wysokich Nets, dobijając niecelny rzut kolegi, wydawało się, że czeka nas trzecia dogrywka. Na szczęście dla gospodarzy swoją mocną stronę i pewną rękę pokazał Joe Johnson, trafiając nad rękoma Tay’a Prince’a.

Dla Nets był to pierwszy wygrany mecz game winnerem od czasów rzutu Devina Harrisa w 2009 roku, przeciwko Sixers.

Wynik: Brooklyn Nets – Detroit Pistons 107:105 (23:25, 36:22, 14:30, 17:13, 10:10, 7:5)

Najlepsi strzelcy: Johnson 28, Wallace 25, Williams 17, Blatche 16 oraz Knight 22, Stuckey 19, Monroe 17, Maxiell 13.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

5 komentarzy

  1. kosmos111 pisze:

    No gratuluje game-winnera panie JJ, ale czemu nadepnąłeś na tę przeklętą linię? :(( (handi -2.5 na Brooklyn zamykało mi kupon)

    Co do meczu to parę wniosków:
    1) Lopez pokazał 100% swojej sofciakowatości, zero, dosłownie ZERO zaangażowania pod tablicami, Drummond przy nim zbierał, co chciał i gdzie chciał i według mnie właśnie te zbiórki trzymały Pistons w meczu (nawet na prowadzeniu)
    2) D-Will na moje oko zdecydowanie za rzadko penetruje pod kosz, ma przewagę warunków nad większością PG, ale uparcie rzuca z dystansu i półdystansu, w 4q i OT to już w ogóle nie wiedziałem czy tam on rozgrywa czy JJ…
    Obronę D-Willa przemilczę, zarówno Knight jak i Stuckey robili z nim co chcieli

    Ps. Stuckey na początku sezonu posysał totalnie (chyba na jakiejś rekordowo niskiej skuteczności) a ostatnio proszę jaka forma

  2. Szerszeń pisze:

    kosmos111
    Nawet gdyby nie nadepnął na linie to i tak bys nie wygral kuponu,bo byly 2 dogrywki.

    • kosmos111 pisze:

      U bukmacherów internetowych zakłady liczone są z dogrywką;)
      Pozdrawiam

  3. Taha20 pisze:

    Detroit za wszelka cene chcialo przegrac mecz, juz gdy wydawalo sie ze nikt nie moze odebrac im zwyciestwa, w stylu tylko dla siebie znanym potrafili to wtopic.

    Btw, tam Deron w koncowce nie zrobil backcourt? Chyba 2 dzien z rzedu sedziowie popelniaja ten sam blad. Przy wyrzucie z autu zawodnik lapie pilke na swojej polowie i wraca na nastepna. Wydaje mi sie, ze gdyby zlapal na polowie przeciwnika wszystko byloby ok, ale w takim wypadku… imo powinno byc turnover.

  4. goandrewgo pisze:

    Gerald Wallace to dzikus.. Bez niego gładko by przegrali, a Brook Lopez rzeczywiście cipa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *