Harden prowadzi Rockets do wygranej nad Wizards

Po jednomeczowej absencji spowodowanej problemami z kostką do składu Houston Rockets powrócił James Harden i to w głównej mierze dzięki jego 31 pkt jego drużyna pokonała na własnym parkiecie Washington Wizards 99-93 odnosząc dziesiątą wygraną w dwudziestym pierwszym meczu sezonu.

Rakiety od samego początku były drużyną lepszą. Pierwsza kwarta to ich wyraźna dominacja. Czołową postacią w drużynie gospodarzy był James Harden, pod którego była ustawiana większość akcji ofensywnych ekipy Kevina McHale’a. Lider Rockets nie zawodził i skutecznie punktował.

W drugiej odsłonie to Czarodzieje zaczynali nadrabiać straty do rywali. Spora w tym zasługa Bradlaya Beal’a oraz Jordana Crawforda. Trójka tego drugiego  doprowadziła do wyrównania po 40 i zapewne wynikiem remisowym zakończyłaby się pierwsza połowa, gdyby nie buzzer beater Toney Douglasa.

Po przerwie grę znowu prowadzili gracze z Teksasu. Dużo punktów rzucali po kontrach rodem z NFL, kiedy to długa piłka spod własnego kosza wędrowała głównie do Jamesa Hardena, tyle tylko, że ten zamiast Touchdownu zdobywał punkty efektownymi wsadami. Z drugiej strony pokazywało to ogromne braki, jakie gracze gości mieli z powrotem do obrony i w dość dziecinny sposób oddawali łatwe punkty przeciwnikom.

Przez całą ostatnią kwartę zespół z Houston utrzymywał prowadzenie w granicach 6-10 pkt, a rywale mimo dobrej dyspozycji Crawforda czy Martella Webstera nie potrafili zniwelować tej różnicy. W końcówce meczu dwie kolejne trójki dla Rockets trafił Chandler Parsons i to przechyliło szalę zwycięstwa na stronę gospodarzy, którzy ostatecznie wygrali 99-93.

Dla Rakiet było to siódme zwycięstwo w starciu z zespołem z konferencji wschodniej w ośmiu meczach. Jak na razie przegrali jedynie z Miami Heat. Poza Hardenem, który rzucił 31 pkt w ekipie wygranych trzeba wyróżnić Chandlera Parsonsa (zdobył 18 pkt) oraz Omera Asika, który zebrał 16 piłek i uzbierał 9 oczek.

Mimo wygranej Patrick Patterson – skrzydłowy Rakiet zwraca uwagę po meczu na mankamenty w grze swojej drużyny. Podkreślał zbyt dużą ilość strat (Rockets mieli ich 18), jaką zanotowali gracze ze stanu Teksas.

„We didn’t come out with that intensity or that energy, and we didn’t maintain it throughout the whole game. We took a step backwards. We weren’t pushing the ball. We weren’t sharing the ball. We had too many turnovers. … It wasn’t a great night for us.”

W stołecznej drużynie dobre zawody zagrał debiutant – Bradley Beal. Zanotował 20 pkt i sześć razy asystował swoim kolegom. Dobrze w ofensywie zaprezentował się Emeka Okafor. Mający nigeryjskie korzenie środkowy rzucił o jeden punkt mniej od Beala i zebrał 6 piłek. Trzeba jednak przyznać, że nie do końca radził sobie ze swoim vis-a-vis z drużyny gości – Omerem Asikiem, który panował na tablicach.

WASHINGTON WIZARDS (3-16) – HOUSTON ROCKETS (10-11) 93-99

(17-27, 25-18, 22-23, 29-31)

B. Beal 20 pkt, E. Okafor 19 pkt, J. Crawford 17 pkt – J. Harden 31 pkt, Ch. Parsons 18, P. Patterson 13 pkt

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *