Game-winner Dragica. Suns przełamali niemoc.

Phoenix Suns przerwali serię siedmiu porażek z rzędu, pokonując na własnym parkiecie Memphis Grizzlies, dla których była to dopiero piąta porażka w tym sezonie. Marcin Gortat zagrał niezłe spotkanie, skutecznie walcząc pod koszami z Marcem Gasolem i Zachem Randolphem.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Memphis Grizzlies 14-5 27 19 17 17 80
Phoenix Suns 8-15 21 22 20 19 82

Phoenix Suns zatrzymali Grizzlies na zaledwie 34 punktach rzuconych w drugiej połowie i dzięki niezłej defensywie oraz aktywności na tablicach, przełamali trwający od 27. listopada, siedmiomeczowy impas. Na cztery minuty przed końcem spotkania, po trafieniu lewym hakiem nad Marcem Gasolem aktywnego tym razem Marcina Gortata, gospodarze wyszli na prowadzenie 80-76, a do końca meczu pozostały jeszcze 4 minuty. W tym czasie oba zespoły grały nerwowo i miały problem ze skutecznością. Dopiero na 47 sekund przed końcem Rudy Gay (21 pkt, 11 zb, 3 ast, 2 prz, 2 blk, 7-17 z gry), mimo twardej obrony PJ Tuckera, trafił z czterech metrów, doprowadzając do remisu po 80.

W odpowiedzi, Zach Randolph wybił piłkę wchodzącemu pod kosz Markieffowi Morrisowi i piłka ponownie znalazła się w posiadaniu Grizzlies. Raz jeszcze trafiła do Gay’a, ale ten, pod presją czasu spudłował rzut nad rękami podwajających go Tuckera i Jareda Dudley’a. Odbita od obręczy piłkę zebrał Morris, a Alvin Gentry w spokoju podczas timeoutu mógł rozrysować ostatnią zagrywkę, na którą Suns mieli 7.7 sekund.

Sprawy w swoje ręce wziął Goran Dragic, który jednak nieco się zakręcił przy próbie wbicia pod kosz, co zmusiło go do oddania po pompce nad Gasolem. Na szczęście na kibiców z Arizony, Hiszpan, który w całym spotkaniu zablokował sześć rzutów rywali, tym razem dał się oszukać i na pół sekundy przed końcową syreną Suns prowadzili 82-80. Rozpaczliwa próba narzucenia piłki pod kosz do Gay’a okazała się nieskuteczna, a cały zespół „Słońc” mógł głęboko odetchnąć.

Słoweniec zanotował w całym meczu 12 punktów, 8 asyst i 5 zbiórek, momentami świetnie nakręcając szybkie ataki Suns razem z Jaredem Dudley’em, przyczyniając się do 19 łatwych punktów po 17 stratach Grizzlies. Właśnie ten drugi okazał się najważniejszym ogniwem Suns w całym meczu. Niski skrzydłowy zaliczył 15 punktów, 9 zbiórek, 5 asyst, 3 przechwyty, a jego sześć ofensywnych zbiórek przez całe spotkanie siało ferment w obronie Grizz.

Suns wygrali walkę na deskach (44-40), zbierając aż 19 razy piłkę pod koszem Grizzlies, nie oddając ani jednej na bronionej tablicy w drugiej połowie. Spory udział w dobrej postawie na tablicach miał Marcin Gortat, który zanotował 10 punktów i 8 zbiórek, ale zaliczył kilka zbić piłki, po których koledzy mogli ponawiać atak, w tym bardzo ważne na 1:25 przed końcem po pudle Dragica. Polak do spółki z Morrisem (11 pkt, 4 zb, 2 prz, 2 blk) starał się jak mógł, aby Zach Randolph i Marc Gasol nie zdominowali gry w pomalowanym i, na ile mogli, udało im się to. Gasol co prawda zablokował wspomniane wyżej sześć rzutów oraz rzucił 15 punktów, ale w 39 minut zebrał tylko dwie piłki. Z kolei Z-Bo (18 pkt, 10 zb) miał cichą ostania kwartę, w której nie oddał nawet rzutu.

Wygrana z Grizzlies, to kolejny mecz, po którym trener Suns utwierdził się w przekonaniu, że powoli może zacząć odstawiać na dobre od składu Michaela Beasley’a. B-Easy wszedł na parkiet jeszcze w pierwszej kwarcie jako silny skrzydłowy. W ciągu 10 minut spędzonych na parkiecie spudłował 9 z 11 rzutów z gry, nie przeszkadzając specjalnie Darrellowi Arthurowi i Mareese Speightsowi. Beasley usiadł ponownie na ławce w połowie kwarty po kolejnej nieprzemyślanej decyzji rzutowej i nie wszedł już na parkiet do końca meczu.

Gentry pokazał jednak, że wyciąga wnioski ze swoich błędów w czwartej kwarcie, w której nie wpuścił Luisa Scoli. Argentyńczyk nie radził sobie zupełnie z wysokimi Grizzlies, a Gasol z Randolphem najwięcej punktów zdobyli właśnie „na nim”. Zamiast niego spore minuty dostał Morris, który kilka razy skutecznie odcinał Z-Bo od kosza.

Suns w końcu wygrali, ale nie oznacza to końca kłopotów tego zespołu. Ciągle zawodzi skuteczność, a liderzy zespołu grają w kratkę. Tym razem, Suns trafili tylko 38.2% rzutów z gry i fatalne 22.7% za trzy. Kolejne trzy spotkania rozegrają na własnym parkiecie, a najbliższe już w piątek z Utah Jazz, czyli zespołem, z którym zupełnie sobie ostatnio nie radzą.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

3 komentarze

  1. Triple eX pisze:

    Akcja Tragica pokazała jakim zawodnikiem jest… z pewnością to nie PG… Game-winner owszem wpadł… ale nie oszukujmy się… więcej szczęścia niż rozumu… w tej akcji miał przynajmniej dwa razy Gortata na dużo lepszej pozycji i klasowy PG na bank na długo przed rzutem oddałby piłkę…

  2. kosmos111 pisze:

    No i stało się, śnieg spadł, zima przyszła, Miśki zapadają w sen zimowy i widać, że zaczyna brakować im tego powera z początku sezonu:p

  3. adam pisze:

    i trzeba było wspomniec o „kapitalnym” Brownie zdobywcy 15 punktów na skuteczności 5-19 za 2 oraz 1-5 za 3 .widziałem ten mecz i do teraz sie dziwię co sie stało ,że Suns wygrali ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *