Powrót Bynuma wciąż się odkłada

Mijają kolejne dni i tygodnie, a Andrew Bynum wciąż nie zadebiutował w barwach Philadelphia 76ers. Najwyżej opłacany gracz w ekipie z miasta braterskiej miłości nadal nie może się uporać z kontuzjami kolan.

Pomału widać jednak światełko w tunelu. Kolejne badanie środkowego zaplanowane jest na 20-tego grudnia. Po nim powinniśmy mieć już całkiem dobry obraz sytuacji.

Przypominając, Drew od dłuższego czasu cierpiał na bóle kolan, które wynikały z przeciążeń i braku tkanki chrzęstnej oraz płynu stawowego. Dodatkowo po tym jak zdiagnozowano u niego zbicie kości w prawej kończynie nabawił się podobnego urazu w lewej podczas… gry w kręgle.

Z powodu problemów zdrowotnych Bynum nie wziął udziału w żadnym spotkaniu Sixers. Do tej pory jest także wyłączony z koszykarskich treningów, a jego aktywność ogranicza się do rehabilitacji i udziału w meczach w roli widza (przy okazji pokazując nam jak złą fryzurę może mieć milioner).

Ostatnie pogłoski z obozu środkowego wskazują na to, że jego prawe kolano jest już w stanie, który pozwoliłby na grę. To oznacza, że gdyby nie feralne kręgle mógłby już pomagać na boisku nowym kolegom.

Oddaję głos samemu Bynumowi, który tak wypowiadał się w mediach w ostatnich dniach (źródło: ESPN):

Nic na to nie mogę poradzić. To zapalenie stawów. Brakuje tkanki chrzęstnej. Ona sama nie odrośnie. Może w przyszłości, w ciągu najbliższych trzech, pięciu lat znajdą sposób na skuteczne radzenie sobie z tym problemem. W tej chwili można przede wszystkim czekać w oczekiwaniu na polepszenie się stanu kolan.

Jak podkreśla wielu dziennikarzy, Bynum nie przechodzi w tej chwili rehabilitacji by grać. On się leczy po to, by po sezonie móc podpisać nowy, wielomilionowy kontrakt.

Z jego punktu widzenia najgorszym możliwym scenariuszem jest powrót na boisko zbyt szybko i zaliczenie poważnego urazu. To mogłoby skutkować tym, że nikt nie byłby skłonny mu zaoferować maksymalnej oferty (której jest wart, gdy potrafi się utrzymać na boisku). Nie powinno nas więc dziwić jego podejście.

Osobiście rozumiem też działania Sixers, którzy dają mu tyle czasu ile praktycznie chce. Gdyby doszedł do siebie i pozostał w Filadelfii to z miejsca rozwiąże palący problem z brakiem wartościowych graczy pod koszem. Patrząc na rozwój Jrue Holiday’a, a także coraz równiejszą formę Thaddeusa Younga i Evana Turnera to wraz z Bynumem 76ers mogliby być jedną z głównych sił wschodu.

Poważnie myślę, że wszystko ze mną będzie w porządku. Jeżeli moje lewe kolano wróci do normy i będzie tak samo sprawne jak prawe, to będę grał. (…) Rehabilitacja prawego kolana zajęła mi cztery miesiące. Myślę, że teraz będzie już z górki.

Gdyby 20-tego grudnia Drew otrzymał zielone światło do gry, to według jego słów nie potrzebowałby dużo czasu na powrót na boisko. Jak sam mówi, w formie utrzymuje go regularne pływanie.

Jak będzie pokaże czas. Ja wciąż wierzę w ten eksperyment i w to, że Sixers skorzystają na wymianie.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *