Na powrót Nasha jeszcze musimy poczekać

Los Angeles Lakers znajdują się w niezbyt ciekawej sytuacji, a okazuje się, że na powrót Steve Nasha będą musieli jeszcze poczekać. Według ostatnich doniesień Kanadyjczyk odpocznie od koszykówki przez jeszcze co najmniej dwa tygodnie. Oznacza to, że wróci do gry w okolicy świąt. „Jeziorowcy” grają 25 grudnia z New York Knicks, a dzień później z Denver Nuggets. Obserwując jednak całą sprawę nie zdziwię się jeśli Nash wróci dopiero na noworoczny mecz z „Sixers”.

Steve Nash doznał kontuzji podczas drugiego meczu sezonu z Portland Trail Blazers. Na początku wydawało się, że uraz nie jest zbyt poważny. Od tamtej pory ten utalentowany rozgrywający nie powąchał jednak parkietu. Cały czas przekładana jest data jego powrotu do gry. Jeszcze dzisiaj pojawiła się ta informacja o minimum dwutygodniowym leczeniu. Czyżby organizm Nasha zaczął tęsknić za sztabem medycznym Phoenix Suns? Kanadyjczyk ma już 38 lat i w tym wieku organizm na pewno gorzej się regeneruje. Powszechnie wiadomo, że lekarze „Słońc” potrafią dokonywać cudów. Coś w tym może być, bo przez niemal całą swoją karierę Nash nie opuszczał zbyt wiele spotkań, a na stare lata odszedł z Phoenix i zaczęły się problemy. Dobrym argumentem na poparcie tej lekarskiej tezy może być również Grant Hill. W Phoenix jakoś się trzymał, ale odszedł i nie jest już tak wesoło.

Wszyscy ludzie związani z „Jeziorowcami” na pewno liczą na szybki powrót Nasha. LAL mają bilans na poziomie 9-12 i niemal wszystko tam nie gra. Ja jednak w Kanadyjczyku nie upatruję jakiegoś zbawcy. Gdyby to był Nash za czasów zdobywania tytułów MVP to byłoby inaczej. Teraz jednak ciężko nie patrzeć na metrykę. Oczywiście jego rozegranie pomoże Lakers, ale nie będzie czynnikiem diametralnie zmieniającym sytuację. Cała ta nadzieje pokładana w jego osobie wiąże się na pewno z postacią trenera Mike’a D’Antoni’ego. Panowie przecież świetnie się znają i podbijali razem niejedną halę. Sam jestem ciekaw jak wyjdzie ich współpraca w nowym otoczeniu. Głęboko jednak wierzę, że Nash nie będzie znowu marnowany przez bieganie bez piłki na zasłonach. D’Antoni powinien dzięki swojemu ulubieńcowi jeszcze bardziej rozruszać atak, ale to całkowicie nie pomoże. Los Angeles Lakers przypominają piękny zestaw puzzli, który trzeba jeszcze raz, od podstaw złożyć. Trzeba jednak potrafić składać tak wymagające układanki…

7 komentarzy

  1. woy9 pisze:

    zastanawiam się co by było gdyby Dave Staren nie zablokował transferu Chrisa Paula? Gasol i Odom już dawno byliby zapomnieni, a Howard dostałby się może do L.A. następnego lata przy nowej umowie. Lakers puściliby wolno Drew Bynuma i co dalej? ;-)

    • Szerszeń pisze:

      z całym szacunkiem,ale co ta wymiana dalaby Hornets ? Przeplaconego Scole,Martina ktorzy wcale wybitnymi graczami nie sa.Dragicia z roczna umowa no i Odoma ktory w ‚malych’ miastach nie ma zamiaru grac

    • woy9 pisze:

      Popatrz jak gra Martin w nowym otoczeniu, dodaj jeszcze do tego wiecznie nie zdolnego Gordona. Czy myślisz, że Rockets żałowaliby Gasola? Ja raczej patrzę w stronę Lakers i jaka różnica kolosalna jest między Nashem a Paulem i perspektywami rosnących Clippers.

  2. Mac pisze:

    Też ostatnio zastanawiałem się jakby teraz w Lakers zamiast Nasha był „CP3″… Otworzyłem jednak oczy i przestałem marzyć, bo zobaczyłem uśmiechnięte twarze D’Antoniego i Browna ;p

  3. Ciabas pisze:

    Jak stworzyli Big 3 na florydzie, każda porażka była ogromnym hate’m, a teraz lakersi nic nie grają i jest cisza. Ach ta sprawiedliwość

  4. Mac pisze:

    Ja mam wrażenie, że Lakers są bardzo często wyszydzani, a w szczególności Howard. Każdy kto mówi o NBA zaczyna o marazmie Lakers ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *