Deng i Belinelli poprowadzili Bulls do zwycięstwa

Mario Belineli i Loul Deng rzucili po 22 punkty i Bulls wygrali u siebie z New York Knicks, przerywając tym samym ich 5 meczową serię zwycięstw.

W szeregach Knicks po raz drugi z rzędu nie wystąpił Carmelo Anthony, który rozciął sobie środkowy palec lewej ręki w meczu z Bobcats rzucając się za piłka w trybuny. I jak w poprzednim meczu z Heat udało się zawodnikom z Nowego Jorku bez jego pomocy pokonać drużynę mistrza NBA, tak wczoraj Knicks nie mieli już tyle szczęścia i przegrali z Chicago Bulls.

Pierwszą kwartę lepiej zaczęli goście i po dwóch minutach od rozpoczęcia spotkania prowadzili 6-0. Zawodnicy Bulls nie pozostali im jednak dłużni i odpowiedzieli runem 10-0.Później walka toczyła się punkt za punkt i gdy na 3 sekundy do końca Rasheed Wallace rzutem za trzy doprowadził do wyniku po 23 wydawało się, że pierwsza kwarta skończy się remisem. Innego zdania był jednak Marco Belinelli, który wziął piłkę, przebiegł na połowę gości i rzutem z ok. 9 metrów trafił piłką do kosza i Bulls prowadzili 26-23.

Włoch był w ogóle najlepszym graczem na boisku w tej części meczu i już po pierwszej kwarcie miał na koncie 15 punktów, z czego 9 zdobył po rzutach za trzy, natomiast po stronie Knicks wiodąca postacią i głównym punktującym pod nieobecność Anthony’ego był Raymond Felton, autor 11 oczek.

Druga kwarta rozpoczęła się od serii niecelnych rzutów zarówno z jednej, jak i drugiej strony i przez pierwsze dwie minuty obie drużyny spudłowały 6 pierwszych prób zdobycia punktów. Później jednak lekką przewagę osiągnęli Bulls wychodząc na prowadzenie 37-30. Wtedy do pracy wzięli się goście i za sprawą runu 9-0 wyszli na dwupunktowe prowadzenie, jednak ostatecznie po pierwszej połowie to gospodarze prowadzili 43-41.

W dalszej części spotkania musieli sobie jednak radzić bez Taja Gibsona, który został ukarany dwoma technicznymi faulami i musiał opuścić spotkanie oraz Kirka Hinricha, który również nie pojawił się już na parkiecie. Jego wykluczyła kontuzja łokcia

Druga połowa zaczęła się od gry punkt za punkt i tak wyglądała praktycznie cała trzecia kwarta. Żadnej z drużyn nie udało się uzyskać jakieś znaczącej przewagi, a kiedy Chicago w pewnym momencie odskoczyło na 6 punktów, to chwilę później Knicks już odrobili straty i przed decydująca częścią spotkania Bulls prowadzili 67-65.

Pierwsze minuty czwartej kwarty były bardzo wyrównane i zapowiadało się, że czekać nas będzie emocjonująca końcówka, jednak od polowy czwartej kwarty na parkiecie dominowali już zawodnicy gospodarzy osiągając kilkupunktową przewagę i nie oddajać jej już do końca spotkania. Jeszcze na 2 minuty do końca spotkania Knicks udało się zmniejszyć starty do 3 punktów, ale szybki run 6-0 ze strony Bulls i było po meczu, a Chicago ostatecznie wygrało 93-85.

Do zwycięstwa drużynę z Wietrznego Miasta poprowadził duet Luol Deng – Bellineli, którzy zdobyli dla gospodarzy po 22 punkty. Dzielnie wspierał ich Nate Robinson, autor 14 punktów, ale na fatalnej skuteczności – tylko 4 z 14 z gry, ale za to swietnie kreował partnerów i rozdał 8 asyst.

Po stornie gości najwięcej punktów rzucił  Felton – 30, ale oddał aż 30 rzutów z gry, trafiając tylko 9. Równie słabo pod względem strzec kim spisali się pozostali zawodnicy Knicks, w całym meczu trafiając na słabej skuteczności – 32,1 proc. z gry.

New York Knicks – Chicago Bulls 85-93 (23:26, 18:17, 24:24, 20:26)

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

2 komentarze

  1. kosmos111 pisze:

    Ktoś się orientuje, co za „asy’ komentowały mecz na canal+? Tak nieciekawego komentarza dawno nie słyszałem, masa dygresji, masa ciekawostek, które wybijały się z definicji i ciekawe nie były, zamiast skupić się na meczu. Poza tym wiedzą też nie błysnęli, stwierdzenie, że „Atlanta w końcu wygrywa i może po latach awansują do Playoffs”. Bezcenne..
    Co do samego meczu to widowisko na kolana nie powalało, widać było brak gwiazd w obu zespołach, do tego sędziowie też kilka dziwnych decyzji podjęli

    • Adrian89 pisze:

      No niestety komentarz tragiczny, najgorsze bylo to ze oni do konca nie ogarniali co sie dzieje na parkiecie stad te dygresje. Mi zapadla jedna akcja kiedy Felton byl faulowany – gwizdek byl – chandler sobie dobil- a oni rozkminiali ze 2+1 a potem nie mogli skminic dlaczego to Felton rzuca

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *