Bez niespodzianki w Miami

Miami Heat przerwało serię dwóch przegranych spotkań z rzędu i dzisiejszej nocy gładko wygrali z przyjezdną drużyną z Luizjany 106 – 90. „Żary” do zwycięstwa poprowadził nie kto inny jak LeBron James i Dwyane Wade, którzy przedłużyli „Szerszeniom” serię porażek do trzech i tym samym umocnili się na ostatniej pozycji na Zachodzie.

Od pierwszych minut „Szerszenie” zaczęły bardzo solidnie. Świetnie w mecz wszedł Ryan Anderson, który rzucał na bardzo dobrej skuteczności, a wspomagał go również Robin Lopez, a i Roger Mason Jr. zaliczył 4-punktową akcję (3+1) przy obronie LeBrona Jamesa.  Na ucieczkę Hornets nie chcieli jednak pozwolić Dwyane Wade, Mario Chalmers i Chris Bosh. Szczególnie D-Wade spisywał się bardzo dobrze o pierwszych minut i trzymał wynik dla drużyny z Florydy.

Ryno w niecałe 7 minut na parkiecie miał już 10 punktów, 3 zbiórki, 1 asystę i 4-5 z gry z czego 2-2 to były rzuty „zza łuku”. Poprowadził drużynę do wyniku 25-18. Zaraz potem Anderson zszedł na ławkę po drugim faulu, a za zdobywnie punktów wziął się Robin Lopez, który po 7:30 minutach miał podobnie jak Ryan – 10 punktów.

W końcówce Heat zaczęli już lepiej bronić co poskutkowało pudłami Greivisa Vasqueza czy Jasona Smitha, a „trójką” Mario Chalmersa i ‚soczystym’ wejściem pod kosz LeBrona Jamesa. Ostatecznie pierwszą kwartę Hornets wygrali 32 – 31 po „trójce” Briana Robertsa.

Nie 1-punktowa strata była dla Heat złą wiadomość lecz informacja o LeBronie Jamesie, który „rozjechał” się po jednej z akcji i naciągnął sobie pachwinę, pojawiły się wieści, że może nie wejść już na parkiet.

Hornets znów zaczęli bardzo dobrze. Akcję 2+1 zaliczył Austin Rivers, ale zaraz po tym pozwolił na szybkie dwie „trójki” Ray Allenowi, którego zostawił bez krycia. „Szerszenie” miały kilkuminutową przerwę w obronie co pozwoliło Heat wyjść na 5-punktową przewagę. W połowie drugiej kwarty do gry – na szczęście drużyny prowadzonej przez coacha Spoelstrę – wrócił MVP ligi, LeBron James i szybko zaliczył stratę po nieudanym podaniu i akcję 2+1 w transition na Vasquezie.

W obronie szalał Chris Bosh, który po 13 minutach miał już na swoim koncie trzy zablokowane piłki i wyprowadził drużynę na 7 punktów przewagi (39-46). Przy obronie Heat zawodnicy z Luizjany nie potrafili niczego trafić, a Dwyane Wade i LeBron James wyprowadzali ekipę na coraz to większą przewagę i po runie 25-9 schodzili na przerwę przy wyniku 62-47 (33-15 w drugiej kwarcie dla Heat). Główną przyczyną tego był brak Ryana Andersona, który po jedynie 7 minutach gry złapał 3 faule i w drugiej kwarcie pojawił się na zaledwie kilka sekund.

Trzecią kwartę obydwie drużyny zaczęły w miarę równo – Ryan Anderson trafił „trójkę”, a LeBron James standardowo dominował rywali w ataku i zaliczył potężnego alleyoopa po podaniu Mario Chalmersa. Hornets zaczęli grać coraz gorzej, a Greivis Vasquez wciąż pozostawał bez punktów, ale za to bardzo dobrze radził sobie w traceniu piłek co robił wyśmienicie.

Heat z każdą minutą byli coraz bliżej zwycięstwa i nic nie wskazywało na to, aby cokolwiek się jeszcze zmieniło. Po trójkach Greivisa Vasqueza i Ryana Anderson „Szerszenie” traciły już tylko 9 punktów. Szybkie punkty D-Wade’a, LeBrona Jamesa i Ray Ray’a spowodowały jednak, że wszystko wróciło do normy i Heat po trzech kwartach wygrywali już 86 – 72.

W czwartej kwarcie nic się praktycznie nie wydarzyło. Rezerwy Miami Heat godnie radziły sobie z mieszanymi piątkami „Szerszeni” i nie pozwoliły zbliżyć się do siebie drużynie prowadzonej przez Monty Williamsa przez pierwsze kilka minut. Dopiero na 6 minut przed końcem po punktach zdobytych przez Ryana Andersona i Greivisa Vasqueza Hornets doszli drużynę gospodarzy na 9 punktów.

Po czasie wziętym przez drużynę Miami na parkiecie znów mieliśmy Big Three w postaci Chrisa Bosha, Dwyane’a Wade’a i LeBrona Jamesa, którzy runem 7-0 szybko zgasili nadzieję „Szerszeni” na jakąkolwiek walkę o zwycięstwo. Heat wygrało ostatecznie 106 – 90.

Najlepszymi graczami na parkiecie był LeBron James (24 punkty, 7 asyst i 4 zbiórki) oraz Dwyane Wade (26 punktów, 2 zbiórki i 3 asysty). Znacząco do zwycięstwa przyczynił się również Chris Bosh (13 punktów, 6 zbiórek, 3 bloki), Ray Allen (11 punktów, 3-4 za trzy) oraz Mario Chalmers i Shane Battier (obaj po dwie „trójki).

W ekipie Hornets najlepsi byli Ryan Anderson (24 punkty, 5 zbiórek, 4-6 za trzy) oraz Robin Lopez (20 punktów, 8 zbiórek). Jason Smith z ławki kolejny raz dał dobrą zmianę i miał 12 punktów, 5 zbiórek i 2 bloki. Swój jeden z najsłabszych spotkań w sezonie rozegrał Greivis Vasquez, który stracił 4 piłki i zdobył 8 punktów (2-6 z gry) i 7 asyst.

Kolejny raz szans bardzo mało minut dostał Al-Farouq Aminu, który po bardzo dobrym (wręcz wybuchowym) rozpoczęciu sezonu obniżył swoje loty i rozczarował tym samym Monty Williamsa, który w ostatnim meczu z Grizzlies w ogóle nie wpuścił Nigeryjczyka. Tym razem dał mu tylko 8 minut gry podczas których zdobył 2 punkty.

Miami Heat swoje następne spotkanie rozegrają w nocy z poniedziałku na wtorek z Atlantą Hawks, a New Orleans Hornets z wtorku na środę z Washington Wizards.

Rafał Kamieński

Prawdopodobnie największy fan New Orleans Pelicans w Polsce. Uwielbia twardą obronę i shooterów urywających się jej po zasłonach. Tęskni za czasami Alexa Fergusona w Manchesterze United. Twitter - @rkamienski pelicans.pl

3 komentarze

  1. FanMiami pisze:

    Hejterzy Wade’a – oto jego strasznie słaba forma i ZAPEWNIONE odpadnięcie Heat w pierwszej… no może maksymalnie drugiej rundzie play-off, z powodu braku wsparcia dla LeBrona.

    • woy9 pisze:

      jeden mecz ze słabymi Hornets wiosny nie czyni kolego. zobaczymy jak pójdzie Flashowi z mocniejszymi rywalami i czy kontuzje w końcu odczepią się od niego.

  2. Szerszeń pisze:

    Hornets nic nie graja.Wysoki pick draftu musi zostac wykorzystany na strzelca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *