Czy to jeszcze Big Three?

Dwyane Wade gra w tym sezonie słabo. Dobre mecze, przeplata słabymi lub bardzo słabymi, takimi jak ten ostatni z Knicks. Heat mieli bilans -33, gdy był na parkiecie. Do tego miał 4 straty i 13 punktów na skuteczności 3 na 13 z gry. Dodatkowo, to nie
pierwszy taki mecz Wade’a w tym sezonie. Flash nie jest sobą.

Gdyby taka sytuacja zdarzyła się jeszcze w sezonie 2009/10 lub wcześniejszym – Heat by leżeli. Przegrywaliby mecz za meczem i grali na słabiutkim poziomie. Bo wtedy nie mieli drugiej gwiazdy, był tylko Flash. Ale teraz Heat mają LeBrona i to on ciągnie tą ekipę. Gdy wszyscy inni zawodzą (tak jak z Knicks), Heat zawsze mogą liczyć na Jamesa. Jednak on sam wszystkich spotkań nie wygra.

Wielką Trójkę Miami uzupełnia Chris Bosh. W tym sezonie gra dobrze, ale dobre mecze przeplata z przeciętnymi. Przeciwko Knicks 3-12 z gry. Z Brooklynem tylko 2 zbiórki (w 30 minut gry!). Za to z Wizards 20 punktów i 12 zbiórek. Te wszystkie mecze odbyły się w ciągu 5 dni. Bosh nie będzie centrem, nie da rady z bardziej atletycznymi graczami pod koszem. Ale musi tak grać.

Bosh i Wade grają strasznie nierówno, zatem czy LeBron jest w Heat tak samo ważny jak w Cleveland? Czy jest graczem nie do zastąpienia? I czy Heat dalej ma Big Three? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym artykule.

Pisałem już wcześniej, że LeBron sam meczu nie wygra. Choćby nie wiadomo co zrobił, bez wsparcia kolegów z drużyny mu się to nie uda. A bez drugiej gwiazdy tytułu nie będzie. Czy zatem jeśli Heat będą mieli tylko równego Jamesa, a Bosh i Wade będą grali w wielu meczach nie na swoim poziomie, to co wtedy? Kto ich zastąpi?

Tu z pomocą przychodzi Ray Allen. To jego pierwszy sezon w Miami. Gra jednak dobre minuty z ławki. Jego rola miała się ograniczać do rzucania trójek i bycia pierwszą opcją ataku z ławki. Allen trafia na skuteczności 47% za trzy. Do tego rzuca game-winnery (w tym sezonie rzucił już trzy bardzo ważne rzuty w końcówce – z Nuggets, Cavaliers i Spurs).

Przez słabą dyspozycję Flasha, duet Wade – James nie jest już najlepszym w lidze. Ilość ich akcji dwójkowych spadła. Nie oglądamy już tylu alley-oopów między nimi, przynajmniej tych kończonych przez Dwyane’a. A właśnie ilość akcji dwójkowych kończonych przez obie strony, świadczy o prawdziwej sile duetu. Tego coraz bardziej brakuje Wade’owi i Jamesowi.

Z powodu słabszych występów Bosha, LeBron musi brać prawie całą odpowiedzialność na siebie. W takich meczach, wydaje się, że jest wsparty tylko role-playerami. Sam musi zająć się wszystkim, wygląda to jak w Cleveland. W drużynie z takim potencjałem, prawie wszystko zależy od jednego gracza!

Przejdźmy zatem do sedna, czy to Big Three nadal jest, czy może już go nie ma? W niektórych meczach Wielka Trójka, gra jak powinna, ale w niektórych bardzo zawodzi. Wade nie jest kluczowy dla wygrywania meczy przez Miami, od początku sezonu 2010/11 Heat przegrali bez niego tylko 3 spotkania, wygrywając aż 16.

Tymczasem bez Jamesa nie ma życia. Wielkie Trójki charakteryzują się tym, że nawet bez swojej największej gwiazdy, były w stanie wygrywać większość pojedynków. Bo mieli ją kim zastąpić. A co byłoby w Heat, gdyby grali bez Jamesa? Może zastąpiłby go Bosh, ale też nie byłoby to pewne. Z Wadem podobnie.

Heat nadal są mocni, ale muszą dać wsparcie swojemu liderowi w najważniejszych meczach. Bo w post-season słabych rywali już nie będzie. A tam każdy będzie musiał grać dobrze. Bez tego się nie obejdzie. Ktoś musi wspierać LeBrona we wszystkich meczach, a nie tylko w niektórych. James sam tytułu nie wygra, przekonano się o tym w Cleveland. Wade musi się do końca wykurować i wrócić do formy. To sprawi, że znowu zacznę wierzyć w Heat jako głównych kandydatów do tytułu.

6 komentarzy

  1. dawid pisze:

    no i chyba autor dalej nie ma weny bo tego do konca nie doczytalem:/

    dobiega 1/4 meczow RS a autor robi taka analize, ze szczeka opada. Wade rozkreca sie powoli, choc zerknij Lukaszu na mecz z Nets, gdzie trachnal 34 oczka i konczyl akcje z gory. Prawda, gra troche nierowno, co moze lekko denerwowac jego fanow, ale jestem przekonany, ze jeszcze wiele razy zadziwi w tym sezonie, a na pewno w playoff – jesli oczywiscie nie dopadna go kontuzje. Lebron to Lebron, atleta nie z tej ziemi, ktory robi swoje. Big 3 jest i jeszcze dlugo bedzie – to moje zdanie – przekonamy sie w czerwcu, pozdrawiam

  2. goandrewgo pisze:

    James sam tytułu nie wygra, ale pierwsze lub drugie miejsce w konferencji tak. A potem już może dojść do cudownego ozdrowienia i Wade będzie pykał jak należy… Wade może bez formy, ale LeBron też nie gra na pełnym entuzjazmie. Te dwie porażki były im potrzebne by osiągnąć sportową złość, po prostu od czasu zwycięstwa nad OKC w Finałach wszystko było dla nich zbyt łatwe.. Obecna sytuacja będzie wymagała od najlepszych postarania się o coś więcej niż zwycięstwa nad Milwuakee po dogrywce..
    A poza tym Battier był kontuzjowany, a to cichy bohater sukcesów tego zespołu.

  3. Szerszeń pisze:

    Flash z biegiem lat bedzie duzo slabszy.Szybkosc z wiekiem sie traci.

    Miami i tak wygraja Wschód przed Knicksami.Najwieksze jaja beda najprawdopobniej z 4 miejscem ktore zajmie ktos z Bulls/Pacers/Bucks.
    Jedno zwyciestwo moze w takim przypadku decydowac o rozstawieniu albo o grze w PO.

  4. FanMiami pisze:

    Jako wielki fan Wade’a też jestem zaniepokojony jego dyspozycją. Warto dodać, że słabe występy (umówmy się, że w przypadku tej klasy gracza słaby występ to mniej niż 20pkt i 5 zbiórek lub asyst na mecz) zdarzały mu się już w zeszłym sezonie, ale potem pamiętamy jak potem grali z LeBronem w PO.
    Dwayne nie jest już młodzieniaszkiem, ma 30 lat, więc jego organizm nie jest w stanie oracować na najwyższych obrotach bez przerwy od października do czerwca.
    Oczywiście warto wiedzieć, że Wade na własne życzenie gra z niedoleczoną kontuzją. Świadczy to o jego ogromnej woli walki i sportowej złości, ale myślę, że w jego przypadku spokojne wykurowanie się i dojście do pełnej dyspozycji byłoby dla Heat najlepszym rozwiązaniem.

  5. Erwin3m pisze:

    A ja się nie zgodzę, że nie można wygrać mistrzostwa mając jedną gwiazdę. Dallas i Nowitzki udowodnili, że się da, trzeba mieć tylko tego jedynego w życiowej formie i obudować go rolersami o niebanalnych umiejętnościach, którzy aspirują do bycia gwiazdą (patch Chandler) lub weteranami, którzy takowymi gwiazdami byli (Kidd, Marion).

    • Woy9 pisze:

      nie można tego tytułu Mavs tak spłycić Erwin. Zobacz ,że w wielkiej formie był Chandler, niezwykle zmotywowany Terry, a na dodatek zaskoczyli role players jak Barea i Stojaković. Pewności i skrzydeł dodała im wygrana do zera seria z Lakers.
      Dallas miało naprawdę mocny team i personalnie z Butlerem (nie grał w PO), Marionem, Kiddem imponowali, co widać dziś, kiedy nie mogą się odbudować na pozycji numer 1 i 5.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *