Byli koledzy z Oklahomy deklasują Hardena

James Harden, który przed sezonem przeszedł z Oklahoma City Thunder do Houston Rockets nie będzie z pewnością wspominał zbyt miło swojego pierwszego występu przeciwko swoim byłym kolegom. Jego zespół dość łatwo uległ gospodarzom, a sam Harden zaliczył więcej bloków ze strony rywali niż celnych rzutów z gry. Porażka 98-120 w Chesepeake Energy Arena przerwała passę trzech kolejnych wygranych Rakiet.

Gracze z Teksasu do Oklahoma City przylecieli prosto z Minneapolis, gdzie uczestniczyli wczoraj w pogrzebie Sashy McHale – zmarłej córki ich trenera Kevina McHale’a. Podobnie jak w spotkaniu z Toronto Raptors wystąpili w koszulkach z czarnymi opaskami symbolizującymi żałobę i solidarność w trudnych chwilach z ich coachem. Pomimo, że spotkanie to zapowiadało się najciekawiej ze wszystkich środowych gier w NBA z oczywistego faktu – powrotu Hardena na stare śmieci – to trudno było nie odnieść wrażenia, że zawodnicy z Houston myślami byli zupełnie w innym miejscu.

Niezbyt koleżeńscy na parkiecie okazali się także byli partnerzy z boiska dla samego Hardena (który już w pierwszej kwarcie został zablokowany trzykrotnie) a szczególnie bloki Russela Westbrooka i Serge’a Ibaki musiały być bolesne dla gwiazdora Rockets. Pod tym względem w dalszej części spotkania wcale nie było lepiej, gdyż w sumie James Harden zaliczył aż siedem czap ze strony oponentów.

W ekipie Thunder bardzo dobrze na początku prezentowali się byli gracze Rakiet, którzy tym samym realizowali swoją małą zemstę na swoim byłym pracodawcy. Niechciany w Teksasie Kevin Martin, który w zamian za Hardena trafił do OKC po 24 minutach gry miał na swoim koncie 10 pkt w tym dwie celne trójki. Hasheem Thabeet w trzeciej minucie drugiej odsłony efektownie zablokował … Hardena, a na następnie wdał się z nim w pyskówkę, za którą wyleciał z boiska. Wyleciał tylko na chwilę, gdyż arbitrzy po konsultacji anulowali mu karę pozostając przy jednym przewinieniu technicznym. Tak czy inaczej sama sytuacja pokazuje jak bardzo urodzony w Tanzanii środkowy był zdeterminowany, aby dobrze się zaprezentować przeciw byłej drużynie.

Znakomicie grał Kevin Durant, którego akcję pozwoliły stopniowo powiększać przewagę Thunder nad Rockets. Wyśmienita dyspozycja Durantuli zarówno na dystansie jak i pod koszem była głównym z powodów dużej straty punktowej rywali w stosunku do gospodarzy.

Dodatkowo zaporą nie do przejścia w defensywie wydawał się być Serge Ibaka, który co rusz blokował kolejnych graczy drużyny przeciwnej. Samo spotkanie zakończył z imponującą liczbą siedmiu bloków. Bardzo fajnie wyglądała także gra w ataku posiadającego hiszpański paszport centra. Na trzynaście rzutów oddanych w całym spotkaniu chybił tylko dwukrotnie, a na dodatek oddał jeden celny rzut z za linii 7,24.

W dalszej części spotkania będący myślami chyba w zupełnie innym miejscu koszykarze przyjezdni zupełnie nie potrafili nawiązać walki. Jedynymi graczami, których można wyróżnić to środkowy Omer Asik, którego gra pod oboma koszami wyglądała dość dobrze oraz były gracz zespołu Grzmotów – Daequan Cook, który dostarczał sporo punktów, do czego kibice Rockets być może nie są zbytnio przyzwyczajeni. Najlepiej jednak wyglądał Patrick Patterson i mimo bardzo dobrej gry w strefie podkoszowej w ataku nie potrafił zarazić entuzjazmem swoich partnerów.

Najbardziej elektryzująca wydawała się być rywalizacja na linii Harden – Martin. Obaj gracze zdobyli w tym meczu po 17 pkt z tym, że Harden przestrzelił 13 rzutów, a siedem z nich zostało zablokowanych. Jego statystyki ratują celne rzuty osobiste (9 na 11), bo gdyby i w tym elemencie zawodził to nie przekroczyłby granicy 10 pkt, a co za tym idzie jego powrót do Oklahoma City przerodziłby się w prawdziwy koszmar. Martin natomiast bardzo dobrze wszedł w spotkanie, chociaż w przeciwieństwie do Hardena mecz rozpoczynał z ławki. Na 14 prób sześć celnych rzutów w tym trzy trójki powalają łatwo wnioskować, że to obecny gracz Thunder wypadł lepiej w tym porównaniu.

Ostatecznie po jednostronnym spotkaniu Thunder pokonują ekipę Rakiet 120-98 odnosząc tym samym trzecie z rzędu i dwunaste w sezonie zwycięstwo.

Kiepską formę Hardena zastępujący na ławce McHale – Kelvin Samspson tłumaczył zbyt dużą presją, której najzwyczajniej gracz ten nie uniósł oraz ogólną sytuacją w jakiej w ostatnich dniach znalazła się całą drużyna.

„We’ve had a tough 24-hour stretch but give Oklahoma City credit and I thought James was pressing a little bit. I’m not sure he would admit that but just looking at him play, he’s played really well lately but tonight he was pressing.

Sam zawodnik do całego zamieszania wokół jego występu przeciw drużynie, której barwy prezentował jeszcze w tegoroczny pre-season odnosi się następująco:

„Everyday in practice we would go to war. I know what each and every one of those guys do and do well and vice versa. It’s just I couldn’t guard all five of them. It feels good to compete against these guys and finally get it over with. Now I can continue on with the season.”

Być może sami koledzy na parkiecie z ekipy Thunder nie byli zbyt przyjacielscy w trakcie gry, natomiast kibice zasiadający w komplecie w hali Chesepeake Enery Arena zgotowali ich ex zawodnikowi owację na stojąco przed rozpoczęciem rywalizacji. Tym samym okazali szacunek i wdzięczność za to co przez poprzednie trzy sezony uczynił dla ich ukochanego zespołu.

Wobec przeciętnego, żeby nie powiedzieć słabego występu Hardena najlepszym strzelcem Rakiet był Patrick Patterson, który rzucił 27 pkt. Na tablicach najlepiej spisywał się Asik, który zebrał 12 piłek. Jeremy Lin natomiast asystował ośmiokrotnie co dało mu miano najlepiej podającego w zespole gości wczorajszej nocy.

W obozie Scotta Brooksa niepodzielnie królował Kevin Durant. Był on autorem aż 37 pkt, a także 7 zbiórek. Ibaka dodał do tego dorobku 23 pkt, 7 bl, oraz 9 zbiórek, ale przede wszystkim wyśmienitą grę w obronie. To w głównej mierze dzięki tej dwójce Thunder schodzili z parkietu w glorii zwycięstwa.

HOUSTON ROCKETS (7-8) – OKLAHOMA CITY THUNDER (12-4)

(25-27, 20-30, 29-29, 24-34)

P. Patterson 27 pkt, D. Cook 18 pkt, J. Harden oraz O. Asik po 17 pkt – K. Durant 37 pkt, S. Ibaka 23 pkt, K. Martin 17 pkt

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

7 komentarzy

  1. GPRbyNBA pisze:

    Czy bloki liczą się jako niecelne rzuty, czy może Harden oprócz swoich niecelnych rzutów został dodatkowo 7 razy zablokowany?

    • marek pisze:

      Cytuje, sam sobie odpowiedz. „Harden przestrzelił 13 rzutów, a siedem innych zostało zablokowanych.”

    • ralf pisze:

      To jest blad w tekscie. Powinno byc „Harden przestrzelił 13 rzutów, w tym siedem zostało zablokowanych”.

    • GPRbyNBA pisze:

      no właśnie. To jak to z tym jest?

  2. Paweł Kołakowski pisze:

    Już wyjaśniam :-) oczywiście Ralf ma rację – zablokowany rzut jest uznawany jako niecelny – mój błąd – już został poprawiony.
    Z drugiej strony dobrze, że Nasi Czytelnicy uważnie czytają nasze teksty, :-) Big Respect za uwagi i pozdrawiam :)

  3. Szerszeń pisze:

    blok Westbrooka na Hardenie-upokarzajacy dla brodacza.

  4. rudyrydz pisze:

    Rockets grali bez Parsonsa i w tym meczu było ewidentnie widać ile obecnie ten gracz znaczy dla ofensywy zespołu. Myślę że gdyby grał to mecz byłby dużo bardziej zacięty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *