Męczę się oglądając nowych Lakers..

15 mecz w sezonie, 8 w plecy. Tak można w wielkim skrócie podsumować grę Jeziorowców w epokach dwóch trenerów – Mike’ów. Wczoraj czytałem krótki wywiad z Philem Jacksonem, który kategorycznie przekreślił temat swojego powrotu do jakiejkolwiek drużyny NBA – Mitch. Jak genialnym managerem – jeśli chodzi o wymiany i dobór gwiazd jest Kupchak – tak w ostatnim czasie w ogóle nie ma nosa do zatrudniania trenerów. Ja wiem, że Dwight Howard ma za sobą letnią operację pleców, ciągle nie widzimy w grze dwóch Steve’ów ciągnących wózek na pozycji numer jeden, a gdzieś w tle przewija się info o kontuzjowanym kolanie Paua Gasola, ale niech ktoś mi wytłumaczy jak można w ostatnich sekundach meczu spudłować 4 osobiste?!

W mediach przewijają się coraz to nowe pomysły na uzdrowienie kulejących wyraźnie Lakers. I tak nie od dziś do składu D’Antoniego wrzucają kolejno następne serwisy Raję Bella (36-latek jako wzmocnienie? Najpierw jednak buy – out z Jazz), Mickaela Pietrusa (ten ponoć aż pali się do gry) a ostatnio nawet spekulacje na temat wymiany Gasola za Amar’e Stoudemire’a. Jednak patrząc na grę Lakers tu nie chodzi o nazwiska i kolejne zmiany, wciąż słynący w przeszłości z show-time’u Jeziorowcy męczą nas swoim ofensywnym graniem..

Z deszczu pod rynnę tak na razie można nazwać zmianę szkoleniowca Browna na D’Antoniego. Inny fan ligi powie zamienił stryjek.. Prześmiewców nie brakuje, ale z drugiej strony czemu się nie dziwić skoro obiecywano nam wygrywający w stylu Byków (72-10) Dream Team, a mamy drużynę na dziś prezentującą bilans gorszy od Charlotte Bobcats.

Chaos w grze i wiele rzutów Bryanta (na szczęście celnych, ale nie przynoszących zwycięstw) tak na razie charakteryzuje się nowa taktyka teamu z L.A. Ponadto Kobe po raz drugi w tym miesiącu zafundował sobie 40stkę, ale niestety znów meczu nie wygrał. Chwała mu za to, że grał z grypą, co widać było w liczbie strat – 10 (złośliwi patrząc w linijki statystyczne powiedzą triple double 40pkt/10zb/10strat) – drużyny znów nie uratował.

Załamuję ręce kiedy patrzę na osiągnięcia Dwighta Howarda i nie wykorzystywanie największego podkoszowego dominatora ligi. Podejrzewam dziś, że Phil Jackson i może nawet Ettore Messina (znów trenujący rosyjskie CSKA) wiedzieliby dużo lepiej jak wykorzystać Supermana. Niektórzy z Was pewnie tłumaczą jego niskie statystyki brakiem klasowego rozgrywającego, ale patrząc realnie nie wierzę by wszyscy razem wzięci gracze L.A. nie są w stanie dograć mu 10 piłek w pomalowane podczas np. 35 minut! 18punktów w porównaniu do oczekiwań, to wynik bliski latom 2006-07, kiedy Dwight grywał w kosza w Orlando.

Stałą bolączką Lakers pozostają ich rezerwowi i tym razem zdobyli aż 5 oczek (1-7 Jamisona). Lakers nie mają biegających skrzydeł, mimo całkiem sporych chęci pokazania się z najlepszej strony MWP. Jeziorowcom brakuje ognia na obwodzie, rzucających zza łuku i trafiających trójki np. Jodie Meeksa czy z przeszłości Shannona Browna. Najprostszy pomysł na wzmocnienia dziś to oddanie Steve’a Blake’a lub Chrisa Duhona do Utah w zamian za Raję Bella, zwolnienie Roberta Sacre lub Earla Clarka kosztem pozyskanego Mike’a Pietrusa (ten doda swój wkład w defensywie również) oraz wysłanie na wypoczynek Paua Gasola (by mógł zaleczyć uraz kolana, gdyż nie wiem czy trade z Knicks za Amar’e – który nawet sugerowałem wcześniej – ma realne szanse na wejście w życie).

W tym miejscu trzeba również nawiązać do drużyny Miami Heat z sezonu 2010-11. Pamiętam niejeden słowny bój na temat – kogo brakowało Żarowi by skutecznie walczyć o tytuł. Najbardziej optowałem przy defensywnych rzemieślnikach (Shane Battier przyszedł później) oraz snajperach dystansowych (Eddie House nie dostawał zbyt wielu szans, a Mike Miller skończył z kontuzją kciuka). Poza MWP i Howardem dziś w L.A. brakuje typowych walczaków, podrywających cały team do walki. Brakuje też wyraźnie speca od defensywy (może lada dzień wolny będzie Dwayne Casey – jeśli jego Raptors nie zaczną wygrywać) mogącego wesprzeć mocno nastawionego na atak, D’Antoniego.

Czas leci, za nami 15 spotkań i jak na razie jesteśmy świadkami kalifornijskiego Nightmare’u. Dla fanów L.A. warto wspomnieć, iż ten sezon miał przekonać Dwighta do parafowania długoterminowej umowy z klubem, ale jak na razie nie ma przesłanek ku temu. Fani oczekują, że powrót do gry Steve’a Nasha zmieni losy grających fatalnie Lakers i wreszcie pozwoli wdrożyć ich trenerowi większą liczbę pick’n’rolli oraz elementy gry zwanej up-tempo.

Jest jeszcze jeden niezwykle istotny aspekt bez którego nie można zbudować mocnej drużyny, mianowicie team spirit. Ani duszy drużyny, ani ciepłej atmosfery na ławce Kalifornijczyków na próżno nam szukać..Możemy natomiast na ławce Lakers znaleźć grobowe miny.

Na szczęście sezon jest długi, nie jedna drużyna np. Houston Rockets w 1995 roku wychodziła z większego dołka, nawet awansując do finału ligi. Drużyna, która wcale nie miała mocnej ławki, ale za to wielkich liderów – z Hakeemem Olajuwonem i Clydem Drexlerem. Dlatego uważam, że wszystkie wyniki zespołu zależne są od ich liderów, ich efektywnych rozwiązań w końcówce ważnego meczu – wygrane w trudnych bojach mają pobudzić zespół do walki. Niestety tego nie było minionej nocy w Indianie, kiedy MWP i Superman stali się zwykłymi śmiertelnikami pudłując 4 wolne w samej końcówce. Jak nie liderzy to kto, skoro sam Dwight miał 3-12 z linii (po 1-4 mieli Morris i Jamison).

Podsumowując i nawiązując do poprzedniego felietonu Quo Vadis Lakers, na dziś przy przejściu z jednej do drugiej taktyki potrzebne są formy prostego grania i wykorzystywania przewag, zanim wdroży się cały ofensywny system nowego szkoleniowca, zwłaszcza przy braku klasycznej jedynki. Tak na razie starają się grać zawodnicy Mike’a D. posyłać piłki do Kobego, czasami (niestety za rzadko) do Dwighta. Co jednak jeśli zawodzi się w najprostszym elemencie koszykarskiego rzemiosła (53% z linii całej drużyny w meczu) ? Lakers jak na dziś poza play offs (9 miejsce na Zachodzie). A miało być tak pięknie, łatwo i przyjemnie. Niestety na sukces trzeba zapracować i wylać hektolitry potu by go osiągnąć! Coś więcej powie na ten temat LeBron James i jego najwięksi fani.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

11 komentarzy

  1. Buras napisał(a):

    Trade Gasola za Amar’e nigdy nie dojdzie do skutku. Może gdyby GM LAL był Kahn, ale Kupchak na pewno nie wymieni Gasola na gościa, który:
    – jest od niego zwyczajnie słabszy
    – ma bardzo bogatą historię kontuzji
    – zarabia równie dużo, a kontrakt ma jeszcze dłuższy
    – też nie jest stretch-four potrzebną w systemie D’Antoniego

  2. kosmos111 napisał(a):

    Ciekaw jestem czy Kobe kiedyś strzeli liścia Howardowi… Czy tylko mnie irytuje ta jego wiecznie roześmiana paszcza?
    Machnąłem 3/12 z linii? Pełen uśmiech.
    Zezowałem 2 osobiste w crunch time? Pełen uśmiech.
    Nie istniałem w Sacramento? Pełen uśmiech.
    Pełen uśmiech, pełna beztroska, zamiast kur*a spiąć poślady i zacząć grać, albo chociaż zacząć się przejmować wynikami zespołu. Osobiście wyniki Lakers mi zwisają, martwię się grą swojego zespołu, czyli Zielonych (ewentualnie na zachodzie GSW), no ale patrzenie na Lakers naprawdę boli…
    Mam wrażenie, że tam tylko Kobe czuję w tej chwili sportową złość i może trochę Gasol, co było dobrze widać jak odrobili dziś w 4q stratę i zaczął wrzeszczeć jak jakiś wiking w czasie walki…
    Nie wiem czy tam powrót Nasha coś zmieni, oni się powinni zjednoczyć, bo póki co jak zauważył Woy to team spirit nie istnieje.

    PS. Mike już czaruje, STAT za Gasola, Raja Bell, czy mi się wydaje czy to już było próbowane w Suns….

  3. Kuba napisał(a):

    Howard= Brak chemii w drużynie.

    Gwiazdeczka wielka, która z 2 metrów od kosza cegli na potęgę. Trzeba mu pokazać że z taką grą może się pożegnać z top 3 Centrów w lidze mimo swoich warunków. Cóż koleś wygrał na loterii ale jest głupi jak but. Wywalić go, a za niego niech nasz Marcin. Zgarniając taką kasę pewnie by Howarda zniszczył.

    • lesny(ryj) napisał(a):

      Gortat to niech się lepiej weźmie do roboty bo jeszcze trochę to mu zwłoki Jermaina O’Neala zabiorą miejsce w pierwszej piątce.

  4. Szerszeń napisał(a):

    Lakersi w niezle bagno chca sie wpakowac.Watpie,aby zajeli miejsce w czolowej trojce.A w 1 rundzie pojedynek z Clippersami albo Nuggets nie bedzie spacerkiem.A do tego wcale nie jest powiedziane,ze to Kobe bedzie mial przewage parkietu.

    • Kuba napisał(a):

      Clips są do ogrania Kobe>>>>>> Paul.
      Nuggets są za młodzi.
      Gorzej jak trafią na Grizz czy OKC.

    • Szerszeń napisał(a):

      Clippersi maja dluzsza ławke i łatwiejsze mecze przed soba.Potencjal jest po stronie Lakers,ale i tak na moje ta seria rozstrzygnelaby sie w meczu nr.7

      Igoudala nie dalby Bryantowi tak łatwo zdobywac punkty,a Farried z McGee byliby wstanie zdominowac deski.

    • kosmos111 napisał(a):

      Właśnie młodość będzie wielkim atutem Denver w takim pojedynku, już rok temu im za skórę zaszli, teraz zamiast Andrzeja jest Howard, ale co on doda w obronie, to często odbiera na linii. No i Iggy to dobry stoper na Kobasa http://www.nba.com/advancedstats/player-vs-player.html#Kobe-Bryant-vs-Andre-Iguodala|977,2738;year=201112;season=r

  5. adam napisał(a):

    Mam jedno ale to jedno pytanie . Ciekawe jak Lakers będą grali po 1 stycznia ?

  6. flappjack napisał(a):

    Przypomnijcie mi, czy ten przesławny DAntoni nie trenował „świetnie” grających za jego czasów Knicks – z mega szczelną obroną? :-)

  7. Webber napisał(a):

    Niech ktoś mi wytłumaczy jak można w ostatnich sekundach meczu spudłować 4 osobiste?!
    Woy9, może powinieneś pogadać z Nickiem Andersonem i jego historii z finałów’95

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *