Game-winner Hilla daje zwycięstwo nad Lakers

                          

Lakers po kolejnym słabym meczu przegrali już po raz ósmy w sezonie. Tym razem ich katem byli Indiana Pacers, a głównym autorem zwycięstwa gości okazał się Georgie Hill, którego rzut w ostatnich sekundach meczu zapewnił wygraną w Los Angeles. Kobe Bryant zdobył po raz drugi w sezonie i po raz 114 w karierze zdobył 40 punktów w meczu

Mecz nie należał do najładniejszych. Tylu spudłowanych rzutów, co w tym spotkaniu już dawno nie widziałem. Zdarzały się okresy, kiedy to obie drużyny cegliły na potęgę i przez dobrych kilka minut żaden z zawodników nie potrafił znaleźć drogi do kosza. Kwintesencją tego była druga kwarta, gdzie przez jej pierwsze 7 minut obie drużyny zdobyły 6 punktów trafiając tylko 3 z 26 rzutów z gry i do tego pudłując dwa wolne.

Słaba skuteczność z gry była wizytówką tego spotkania. Był taki moment w meczu, kiedy to procent trafionych rzutów z gry Jeziorowców wynosiła 28,3. Normalnie, w każdym innym spotkaniu byłoby już po meczu, ale Indiana chyba postanowiła dorównać pod tym względem drużynie gospodarzy, wcale nie prezentując się lepiej i sama rzucała ze skutecznością oscylującą w granicach 35 proc.

Mecz zdecydowanie lepiej zaczęli goście i w pierwszej kwarcie Pacers prowadzili już 12 oczkami, a na najwięcej punktów dla Indiany zdobyli David West i Roy Hibbert – po 6. Ten drugi jednak szybko opuścił parkiet, po tym jak złapał dwa faule. W Lakers najlepszy oczywiście był nie kto inny jak Kobe Bryant, autor 13 punktów. Co ciekawe, po pierwszej kwarcie miał ich o 5 więcej niż reszta drużyny i to on trzymał Lakers w meczu. Ktoś mógłby powiedzieć, że, jak to ma czasem w zwyczaju lider drużyny z Miasta Aniołów, forsował rzuty, ale nic z tych rzeczy. Black Mamba po pierwszej kwarcie miał dwie asysty i trafił 5 z 7 swoich rzutów (2-3 za trzy), podczas gdy reszta zespołu trafiła zaledwie 4 z 15. Przy takiej postawie kolegów z zespołu nie ma się co dziwić, że Kobe brał sprawy w swoje ręce, a dzięki trzymał swój zespół w meczu.

Druga kwarta to fatalne decyzje rzutowe i skuteczność obu drużyn i nawet Bryant nie ustrzegł się tutaj kilku błędów (1-8 z gry w drugiej kwarcie), a dodatkowo po pierwszej połowie miał już na koncie 4 starty, a cały zespół aż 11. Przebudził się trochę Dwight Howard, autor 10 punktów i 4 zbiórek, ale to Indiana dalej prowadziła w spotkaniu 40-33.

Trzecia kwarta była najsłabsza pod względem strzeleckim, jeśli chodzi o drużynę gospodarzy. To wtedy osiągnęli najniższą średnią nie tylko w rzutach z gry (15 – 53, 28,3 proc.), ale też w rzutach wolnych. 7-19 z linii (36,8) to coś, czy na pewno nie będą się chwalić swoim wnukom zawodnicy Lakers. W pewnym momencie skuteczność z linii Jeziorowców wynosiła tyle, ile Indiany z gry. Rzutów wolnych tradycyjnie już nie trafiał Howard (3-12), ale nie był osamotniony pod tym węglem. Wspierali go Metta World Peace (1-4), Antawan Jamison (1-4) i Darius Morris (1-4), który dalej wychodzi w pierwszym składzie i kibice Lakers już nie mogą doczekać się powrotu Steve’a. I to nawet nie Nasha, znaczy jego na pewno bardziej, ale nawet ten drugi – Blake przy tak grającym drugoroczniaku, jak w całym meczu z Pacers zanotował 1 pkt, 0-6 z gry, w tym 0-3 za trzy, 0 asyst i wskaźnik +/- na poziomie – 16 (najgorszy w drużynie), wygląda jak dobrej klasy zawodnik.

W trzeciej kwarcie Indiana osiągnęła najwyższą przewagę w meczu – 13 punktów. Wtedy też Lakers wzięli się trochę do gry i po runie 10-1 odrobili klika oczek starty by przed ostatnią częścią spotkania przegrywać już tylko 61-57.

Na początku czwartej kwarty mecz się wyrównał, a drużyna z Los Angeles miała nawet szansę na wyrównanie spotkania, jednak rzuty Howarda i Brytana nie znalazły drogi do kosza. Chwilę później Kobe miała nawet szansę na wyprowadzenie gospodarzy na prowadzenie, ale jego rzut za trzy również okazał się niecelny. W międzyczasie Howard załapał 5 fauli i powędrował na ławkę, a Pacers zdobyli 7 oczek z rzędu i mieli już 8 punktów przewagi.

Następnie po 4 punktach Pau Gasola z linii o czas poprosił trener gości Frank Vogel. Nic to jednak nie pomogło i Lakers dzięki runowi 8-0 doprowadzili do remisu po 74 na 2 minuty do końca spotkania. W czasie tego runu 6 faul złapał Hibbert i resztę spotkania oglądał już z ławki rezerwowych.

Po spudłowanym rzucie Georga Hilla szansę na objęcie prowadzenia mieli gospodarze, ale Bryant nadepnął na linię, tym samym notując 10 stratę w meczu. Chwilę później po faulu Chrisa Duhona tylko jeden z dwóch rzutów z linii Westa znalazł drogę do kosza i Pacers prowadzili tylko 1 punktem. Skrzydłowy Indiany na minutę do końca spotkania sfaulował Howarda i zespół z Los Angeles miał okazję wyjść na prowadzenie. Były zawodnik Orlando Magic, który do tej pory trafił tylko 3 z 10 rzutów wolnych spudłował kolejne dwa. Jednak przy walce o zbiórkę World Peace’a sfaulował Ian Mahinmi i Lakers po raz kolejny mogli objąć prowadzenie. MWP wziął jednak zły przykład od Howarda i również przestrzelił oba rzuty, a piłkę zebrał Hill. Rozgrywający Indiany długo kozłował ją na połowie gospodarzy, wszedł pod kosz i jego floater okazał się celny, wyprowadzając tym samym Pacers na 3 punktowe prowadzenie.

I właśnie w takich momentach swoją wielkość po raz kolejny udowodnił Bryant. Można go nie lubić, uważać, że jest boiskowym samolubem, ale to właśnie w takich chwilach piłka trafia do jego rąk i właśnie dla takich rzutów został stworzony. Bryant zszedł na prawą stronę i pomimo asysty Mahinimiego i Paula George’a trafił wielką trójkę doprowadzając do remisu po 77, a Staples Center eksplodowała ze szczęścia. Do końca zostało 24,5 sekundy i Indiana poprosiła o czas.

Piłkę dostał w swoje ręce Hill, a naprzeciwko niego stanął MWP. Rozgrywający Pacers długo ją kozłował, a następnie po zagraniu pick’n’roll z Westem wyprzedził dużo wolniejszego Pau Gasola i jego rzut od tablicy znalazł drogę do kosza. Piłkę próbował jeszcze zablokować Howard, ale jej nie sięgnął, a ta tańcząc przez chwilę na obręczy w końcu wpadła i było po meczu.

Na zegarze co prawda zostało jeszcze 0,01 sekundy, ale nikt już nie wierzył że Lakersom uda się odwrócić losy tego spotkania. O czas poprosił jeszcze Mike D’Antoni, ale rozrysowana przez niego akcja nie miała chyba wyglądać tak, jak wykonali ją jego podopieczni. Piłkę z boku w pomalowane rzucił MWP, ale tam przechwycili ją gracze Indiany, ostatecznie wygrywając całe spotkanie 79-77.

Głównym autorem wygranej Pacers byli Hill, który rzucił w 19 punktów, z czego 16 w drugiej połowie i West flirtujący z triple-double, notując 16 punktów, 10 zbiórek i 8 asyst. Dobrze wspierał ich z ławki Mahinmi (11 oczek, 6 zbiórek), który udanie zastępował w końcówce wyłączonego z gry za faule Hibberta.

Po stronie Lakers tradycyjnie najlepszym zawodnikiem spotkania był Bryant, autor 40 punktów, 10 zbiórek, ale też 10 start. Był to już jego 114 spotkanie w karierze z minimum 40 punktami na koncie. Niestety jego indywidualne popisy nie miały przełożenia na końcowy sukces, co zresztą jest normą w tym sezonie. Kobe już drugi raz w sezonie zdobył 40 punktów. Oba mecze Jeziorowy przegrali, a ponadto kiedy Bryant rzuca minimum 30 punktów w meczu – 6 takich występów – Lakers notują bilans 1-5. Ponadto Black Mamba miał o 3 punkty więcej niż jego koledzy z zespołu. Słabo zagrali w wszyscy pozostali zawodnicy Los Angeles, a ławka zdobyła tylko 5 punktów. Dla porównania rezerwowi Pacers rzucili 20 oczek.

Kolejny mecz Lakers zagrają w piątek u siebie z Denver Nuggets, a Indiana również w piątek będzie grać na wyjeździe z Sacramento Kings.

Indiana Pacers – Los Angeles Lakers 79-77 (25:21, 15:12, 21:24, 18:20)

Liderzy zespołów:

Punkty: Hill 19 – Bryant 40

Zbiórki: West 10 – World Peace 12

Asysty: West 8 – World Peace 4

Przechwyty: George, Hibbert 2 – Bryant, Morris 3

Bloki: Hibbert 3 – Howard 4

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

5 komentarzy

  1. Kuba napisał(a):

    No to wracamy do przeszłości i Kobe vs Indiana.
    Wywalić tych jełopów, zamontować lustra by przeciwnik myślał że na boisku jest 5 kobasów. Taniej wyjdzie i na pewno efektywniej. Howard robi sobie jaja z los angeles kolejny raz pokazując że jest najbardziej drewnianym graczem w historii. Dodatkowo wolniaki, które ja lepiej rzucam.

    Go lakers, a raczej go Kobe

    Btw może howard ma jakiś pakt z MJ by kobas nie zdobył 6 pierścionka :>

  2. migro napisał(a):

    ojtam, ojtam – LAL nie są tacy źli jak wszyscy mówią, mają taki sam bilans jak Phoenix! :)

  3. sopranos11 napisał(a):

    Ale o co chodzi. 3 miejsce w koneferncji jest całkiem ok. Nie wiem nad czym te rozpacze…

  4. adam napisał(a):

    Lakers mieli po prostu pecha .

  5. adam napisał(a):

    Ciekawe jak będą grać po 1 stycznia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *