Wymęczony, ale zwycięski debiut D’Antoniego.

Z opóźnieniem, ale jednak – Mike D’Antoni zasiadł po raz pierwszy na ławce rezerwowych Los Angeles Lakers. Spotkanie z Brooklyn Nets nie przebiegało jednak na pewno według jego planu, a zawodnicy „Jeziorowców” rozstrzygnęli losy meczu dopiero w końcówce, przy dużym udziale sędziów.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Brooklyn Nets 6-3 23 34 16 17 90
Los Angeles Lakers 6-5 29 27 20 19 95

Lakers pierwszy raz w tym sezonie mają dodatni bilans i tak naprawdę, ten sezon dopiero się dla nich zaczyna, albo inaczej – właśnie rozpoczynają go po raz drugi. Kto jednak spodziewał się wielkiej rewolucji w grze Lakers od razu od pierwszego meczu Mike’a D’Antoniego na ławce zespołu, mocno się przeliczył. Jeszcze bardziej zawiedzeni mogą się czuć ci, którzy po spotkaniu z Nets spodziewali się podobnej strzelaniny, jak w wykonaniu Lakers przeciwko Suns i Rockets.

Podopieczni D’Antoniego faktycznie, rozpoczęli z wielkim animuszem, prowadząc 10-0 po 3 minutach, a chęć do gry, jaka przejawiali zawodnicy LAL była naprawdę imponująca. Kolejne minuty jednak nie były już tak udane, a nieporadność Pau Gasola (17 pkt, 11 zb, 7 ast) przy bronieniu Brooka Lopeza (23 pkt, 7 zb, 4 str), czy oddanie aż 14 zbiórek pod własnym koszem, mocno irytowały kibiców w Staples Center.

Nets, głównie za sprawą skutecznej gry duetu Lopez – Deron Williams byli właściwie do końca w grze, a w połowie czwartej kwarty prowadzili nawet sześcioma punktami (84-78). Ten drugi umiejętnie wykorzystywał przewagę, jaką miał nad niedoświadczonym Dariusem Morrisem oraz powolnym Chrisem Duhonem. Zdobył 22 punkty, rozdał 10 asyst, ale niestety dla Nets, spudłował najważniejszy rzut, w ostatniej sekundzie czwartej kwarty, kiedy Lakers prowadzili tylko 93-90 po dwóch celnych rzutach wolnych Kobe Bryanta.

Kobe (25 pkt, 5 ast, 4 zb, 3 str, 8-15 FG) bardzo dobrze grał w pierwszej kwarcie, kiedy trafił pięć pierwszych rzutów, a potem zniknął na długi czas, wracając do gry tak naprawdę dopiero w końcówce meczu, kiedy sędziowie gwizdnęli dwa dość kontrowersyjne faule na nim, po których stawał na linii rzutów wolnych. W sumie, w ostatniej kwarcie oddał 10 rzutów z linii, trafił 8 z nich i zapewnił Lakers szóstą wygraną w sezonie. Wcześniej, przez ponad 7 minut ostatniej odsłony Lakers nie potrafili trafić z gry, a Avery Johnson wyczuwając niepewność Dwighta Howarda na linii, zalecił swim zawodnikom taktykę „hack-a-Dwight”. Zawodnicy z Brooklynu przy każdej możliwej okazji faulowali środkowego Lakers, a ten odwdzięczył się im pięknym za nadobne, pudłując 7 z 10 prób, a w całym meczu aż 12 z 19.

Howard miał 23 punkty, 15 zbiórek i 4 bloki, imponował ambicją, ale ogólnie pozytywny obraz jego gry psuje tych 12 spudłowanych rzutów wolnych, które mocno skomplikowały sytuację Lakers. Momentami świetnie wyglądała jego współpraca z Gasolem, który z 7 asyst, przynajmniej 3-4 zaliczył do swojego podkoszowego partnera.

Oglądając jednak ten mecz, a także kilka poprzednich Lakers odnoszę wrażenie, że człowiekiem, który najbardziej zyskał na przyjściu D’Antoniego jest Metta World Peace. Właściwie od początku sezonu, a zwłaszcza w ostatnich meczach widać, jakby wstąpiła w niego nowa energia, biega najszybciej do szybkiego ataku, dobrze broni, a przy tej taktyce doskonale odnajduje się ze swoim rzutem za trzy. Tym razem trafił 4 z 9 trójek z obu skrzydeł, a na tyle utrudnił życie Joe Johnsonowi, że ten trafił tylko 6 z 16 prób z gry. MWP zanotował 17 punktów, 8 zbiórek i 2 przechwyty, trafiając 4 z tylko 6 celnych rzutów za trzy Lakers.

Kolejny raz zabrakło właśnie skuteczności z dystansu, punktów z ławki (10) oraz – co zadziwiające dla drużyn prowadzonych przez D’Antoniego – punktów z szybkiego ataku. Lakers zdobyli tylko 6 oczek z kontr, przy 26 Nets.

Goście mieli spore szanse na wygraną, ale poza złymi decyzjami sędziów, sami kręcili na siebie bata, trafiając tylko  z 13 prób za trzy w drugiej połowie. Mimo, że rzutem za trzy nie grozili w tym meczu ani Johnson, ani Gerald Wallace (7 pkt, 5 zb, 5 prz, 3blk, 2-7 z gry), team z Brooklynu uparcie trzymał się rzutów z dystansu, zamiast grać bardziej do kosza, gdzie Gasol i nawet Howard nie byli tego dnia zaporami nie do przejścia.

Lakers czeka teraz seria trzech wyjazdów do Sacramento, Memphis i Dallas. Z kolei Nets, do piątku pozostaną w Kalifornii, grając z Warriors i Clippers.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

5 komentarzy

  1. migro pisze:

    Akapit do poprawki:
    Goście mieli spore szanse na wygraną, ale poza złymi decyzjami sędziów, sami kręcili na siebie bata, trafiając tylko z 13 prób za trzy w drugiej połowie.

    Brakuje ile trafili :P

  2. obiek pisze:

    Odnośnie sędziowania to sędziowie wyrównali, bo 4 razy dali się nabrać na flopy Derona i to takie bezczelne.

    • Mike pisze:

      Dokładnie, każe dotknięcie D-willa to był faul, niesłusznie w większości przypadków, także pisanie o pomocy sędziów nie na miejscu..

  3. Szerszeń pisze:

    Zobaczymy jak D’Antoni sobie poradzi.Nets to juz klasowa druzyna a do tego nie bylo Nasha.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *