Świetny Holiday ograł Jazz

26 punktów, 7 asyst i 6 zbiórek Jrue Holiday’a wystarczyły by pokonać u siebie Utah Jazz. Młody rozgrywający kolejny raz udowodnił, że pod nieobecność kontuzjowanego Bynuma to on jest liderem ekipy Collinsa.

Goście tymczasem wciąż próbują odnaleźć się na wyjeździe. W tym sezonie wygrali wszystkie cztery mecze u siebie i tylko jeden z siedmiu poza EnergySolutions Arena (po trzech dogrywkach z Raptors).

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Utah Jazz 4-6 20 23 21 29 93
Philadelphia 76ers 5-4 30 22 19 28 99

W skrócie

Pierwsza kwarta spotkania potwierdziła informację, wedle której Jazz grają zupełnie inaczej na swoim parkiecie i na wyjeździe. Podopieczni Ty Corbina w ogóle nie myśleli o obronie i pozwolili Sixers aż na 30 punktów w tej odsłonie.

Prym wśród nich wiedli Holiday i Richardson, którzy raz za razem trafiali po rzutach z dystansu. Mówiąc to, trzeba skrytykować obrońców Jazz, którzy każdorazowo próbowali przechodzić pod zasłoną zostawiając im zbyt dużo swobody.

Początkowe minuty drugiej kwarty przyniosły jednak odwrócenie sytuacji. Corbin wpuścił na parkiet piątkę zmienników, a ci odwdzięczyli mu się serią 15-2 i osiągnęli nawet przewagę.

Błyszczał DeMarre Carroll, który na przestrzeni całego spotkania trafił wszystkie rzuty: 6/6 z gry, 1/1 z dystansu, 4/4 z wolnych by zakończyć wieczór z 17 punktami (jego rekord kariery). Dobrze grał także jak zwykle aktywny Favors, ale gdy Collins powrócił do swoich starterów gospodarze znów przejęli kontrolę.

Start drugiej połowy rozpoczął się tak jak druga kwarta. Zmobilizowani przez swojego trenera gracze gości ostro ruszyli i szybko zbliżyli się na dystans 1-2 posiadań. W ich grze było jednak zbyt dużo przestojów i niekonsekwencji.

Przykładowo – pierwsze akcje, które przynosiły im korzyści były prowadzone przez podkoszowych (Millsap i Jefferson), kolejne niecelne tymczasem przez obwodowych (Williamsowie i Hayward). Skoro pod obręczą mieli przewagę, to dlaczego tego nie wykorzystywali regularnie tak jak wcześniej zrobili to Pistons, z zwłaszcza Monroe?

Tymczasem Sixers w tym czasie znów odzyskali grunt pod nogami i punktowali przy pomocy obwodowych i dobrze grającego tego wieczoru Lavoy’a Allena.

Do końca spotkania obraz gry się nie zmienił. Goście próbowali zmniejszać dystans, ale za każdym razem gdy wydawało się, że są na dobrej drodze Philly znów dochodziło do głosu. Trudno się oprzeć wrażeniu, że głównym hamulcowym Jazz był Mo Williams. Ostatecznie miejscowym udało się zwyciężyć 93-99 i ponownie wdrapać się powyżej poziomu 50% wygranych.

Przegląd osobliwości:

  • Ciekawostką pierwszej połowy było to, że gracze Jazz popełnili swój pierwszy faul dopiero w 17 minucie spotkania. Mało tego, w sumie przez 24 minuty gracze Utah zaliczyli 1 faul, 1 przechwyt, 1 ofensywną zbiórkę, 1 blok i 1 stratę.
  • Kwame Brown przeżył starcie z Alem Jefferesonem i raczył nas swoją grą przez aż 24 minuty próbując przetrwać pod obiema obręczami.
  • Nick Young ograniczył rzuty (wczoraj 3/5), ale nie obyło się bez wpadki – przestrzelił layup będąc sam na sam z koszem w kontrze ku uciesze miejscowych kibiców.
  • Biorąc pod uwagę tempo wzrostu włosów na głowie (zwłaszcza z tyłu) i twarzy (wąsy) Spencer Hawes niedługo będzie mógł dołączyć do jakiejś czeskiej kapeli metalowej.

Bynum update: Środkowy Sixers poinformował media, że podobny problem jaki ma z prawym kolanem dotyczy także jego lewego kolana. Jakkolwiek nie zmienia to przewidywanego czasu rehabilitacji, to jednak może wywoływać dodatkowe zaniepokojenie fanów Philly.

Filmowe podsumowanie spotkania

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=_5xfGAxZCkc&w=585]

Boxscore

Jazz: Mar. Williams 2, Millsap 22, Jefferson 15, M. Williams, Hayward 8, a także Favors 8, Carroll 17, Kanter 4, Tinsley 0, Foye 5

Sixers: T. Young 14, Turner 11, Brown 2, Holiday 26, Richardson 20, a także Allen 10, Wright 0, Hawes 4, Ivery 0, N. Young 12

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *