Grizzlies kończą serię Knicks

Każda seria ma swój koniec. To hasło przyświecało obydwu drużynom przed tym spotkaniem, bowiem zarówno Memphis jak i Nowy Jork, przed tym meczem notowały na swoim koncie serię sześciu spotkań bez porażki. Różnica była taka, że Nowojorczycy nie znaleźli jeszcze dla siebie pogromcy, a Memphis przegrało mecz otwarcia z Clippers. Wiadomo więc było jedno – jedna z tych dwóch ekip przedłuży swój winning streak do siedmiu, a druga przerwie tę świetną passę.

Atmosfera w drużynie Lionela Hollinsa musiała być znakomita, wszak nie często zdarza się by w ciągu dwóch kolejnych spotkań udawało się odprawić z kwitkiem dwa najlepsze teamy poprzednich rozgrywek. I to jeszcze w tak świetnym stosunku punktowym – z Thunder udało się wygrać dziesięcioma, a z Heat nawet osiemnastoma punktami. Wszystko wskazywało więc, że tego dnia rozpędzeni i opromienieni świetnymi wynikami Grizzlies są faworytami tego meczu. Dodatkowym atutem zespołu z Tennessee był fakt, że od czternastu meczów nie znaleźli pogromcy grając w FedExForum, a ostatnią ekipą, która to uczyniła było… Toronto.

W pierwszej kwarcie meczu mieliśmy naprawdę wyrównaną walkę i pokaz dobrej koszykówki. Działo się tak głównie za sprawą dwóch rzeczy – dobrej skuteczności Carmelo Anthony’ego ( 9 pkt. 4/6 z gry) i niezłej postawie całego teamu Niedźwiadków. Od początku uwidoczniła się duża przewaga gospodarzy w strefie podkoszowej, gdzie naprawdę bardzo ciężko było walczyć z Zachem Randolphem i Marciem Gasolem (czternaście oczek). Na drugim planie dzielnie zaś rywalizowali ze sobą Raymond Felton (6 pkt.) i Mike Conley (7 pkt. )

Początek drugiej odsłony to popis rezerwowych, tak z jednej, jak i z drugiej strony. Bardzo dobre wejście w mecz zaliczyli Jerryd Bayless (6 punktów z rzędu) po stronie Grizzlies i Rasheed Wallace (10 punktów do przerwy) w Knicks. Imponować może szczególnie postawa weterana z ekipy gości, który pokazał, że pewnych rzeczy się nigdy nie zapomina. To, jak obu stronom zależało na wygranej w tym meczu może obrazować, choćby starcie J.R. Smitha i Baylessa. Jak się później okazało był to tylko zalążek tego, co mogliśmy obserwować w dalszej części konfrontacji.

Do przerwy to Memphis cieszyło się z wyniku, prowadząc pięcioma punktami. W żaden sposób nie mogli czuć się oni jednak bezpieczni, bo tegoroczni Knicks przyzwyczaili nas do koncertowej gry w drugich połowach meczów.

Tradycji nie stało się jednak zadość i w trzeciej kwarcie gracze Mike’a Woodson’a kompletnie się pogubili. Doprowadziło to do tego, że przewaga gospodarzy momentalnie urosła do piętnastu punktów. Świetną partię rozgrywał cały frontcourt Niedźwiadków, swoje robili nie tylko Gasol i Randolph, ale też coraz lepsze wrażenie sprawiał Rudy Gay. Świetna gra Grizzlies trwała w najlepsze, a przyjezdni nijak nie potrafili na to zareagować, czego najlepszym dowodem jest to, że ich przewaga w pewnym momencie wynosiła aż 21 punktów.

W pewnym monecie frustracja Knicks spowodowała, że mecz stał się bardzo nerwowy. O ile starcie Smitha z Baylessem z pierwszej połowy możemy potraktować jako objaw sportowej złości, o tyle już brutalny faul tego pierwszego na szarżującym Tony’m Allenie możemy zaliczyć do przejawów bezsilności.

To, co dodatkowo komplikowało życie Nowojorczykom, to ich ogromne kłopoty z przewinieniami – warto wspomnieć, że w połowie trzeciej kwarty ostoja ich defensywy Tyson Chandler musiał usiąść na ławce z pięcioma faulami. Podobne problemy miał też Melo.

Czwarta kwarta to już praktycznie oczekiwanie na finał meczu. Finał, w którym to miejscowi mieli cieszyć się z triumfu. Gorąco było tylko przez chwilę, kiedy to Knicks zbliżyli się na dziesięć punktów, Ruch ten został jednak zaraz spacyfikowany, bo bardzo ważne zdobycze punktowe zapisywali na swoje konto, kolejno Gasol (24 pkt.7 zb.), Randolph (20 pkt. 15 zb.) i Gay (17 pkt. 2 prz. 4 bl.). Kiedy wynik był już rozstrzygnięty, trener Hollins dał pograć nawet głębokim rezerwom, czyli Joshowi Selby’emu i Tony’emu Wrotenowi.

Liderzy:

Grizzlies:

Punkty: Gasol 24, Randolph 20, Gay 17

Zbiórki: Randolph 15, Gasol 7, Allen 4

Asysty: Conley 8, Gay 3, czterech graczy po jednej

Przechwyty: Conley, Gay 2

Bloki: Gay 4

Knicks:

Punkty: Anthony 20, Felton 18, Wallace 13

Zbiórki: Chandler, Smith 7, Wallace, Thomas 4

Asysty: Felton 5, Kidd 4, Smith 3

Przechwyty: Felton 2

Bloki: Wallace 3

Gracz meczu:

Pierwsza piątka Grizzlies – Naprawdę bardzo ciężko jest mi wyróżnić jednego gracza zwycięskiej drużyny. Każdy wykonał świetną robotę i ten mecz został wygrany przez Grizz właśnie dzięki zespołowości. Na osobne wyróżnienie zasługuje Gay, który pomimo tego, że nie był dzisiaj pierwszą strzelbą Niedźwiadków, to jednak spełniał się w defensywie i trafiał ważne rzuty, a to powinno cechować lidera zespołu. Perfekcyjnie zachowywał się też duet Gasol-Randolph, który nie tylko zdobył razem 44 punkty, ale zanotował aż 22 zbiórki, co w znaczny sposób pomogło ich drużynie zdobyć aż 22 punkty z ponowień (dziesięć więcej od Knicks), Wszystkimi tymi działaniami umiejętnie kierował zaś Mike Conley, który naprawdę powoli staje się jednym z najlepszych ‚generałów’ Zachodu.

Antybohater meczu:

J.R. Smith (Knicks) – Nie za samą grę, ale za postawę na boisku. Oczywiście trzeba dać prawo każdemu graczowi do wyrzucenia swych emocji z siebie, ale Smith robił to w najgorszy z możliwych sposobów. Najpierw atak na Baylessa, a później bezmyślny faul na zmierzającym po pewne punkty Allenie. Ze strony Smitha zabrakło też tego, z czego zasłynął on w tym sezonie – celnych rzutów zza łuku. Do tej pory miał on czternaście celnych, na dziewiętnaście oddanych, Dzisiaj trzy próby, zero trafień – tego na pewno potrzeba było Knicksom.

9 komentarzy

  1. doli_nski pisze:

    Po pierwsze, nie jesteśmy na Ty, więc proszę grzeczniej. Po drugie, zapraszam do napisania swojej relacji – w zakładce kontakt ma Pan maila, na którego można wysłać recap. Pozdrawiam

  2. Jakub Gocoł pisze:

    ja tu mam „streszczonko” z 3 kwarty jak coś:
    Fajnie jest napisać tak zwany wywód :). Tylko chyba meczu nie widziałeś.
    Faktycznie była przepaść mała w pomalowanym. I Grizzlies pewnie i tak
    by wygrali , a może jedank nie ???. Do połowy był to normalny zacięty
    mecz gdzie spotykały się „DWIE NAJLEPSZE” aktualnie drużyny w lidze
    .Trwała juz trzecia kwarta i………..
    Błędy sędziowskie kluczowe dla losów spotkania:
    10 min 47 sec Faul z dupy odgwizdany Feltonowi na Conleyu dosłownie za nic chyba go otarł jak kozłował a może i nie.

    9 min 05 sec – odgwizdany faul Melo( czwarty) na M. Gasolu – + technik z marudzenie Melo 55-59

    8 min 59 sec Chandler stoi w strefie strzeżonej dostaje 4 faul
    niesłusznie jak pokazują powtórki —- ławka się gotuje…. 55-61 po
    wolnych Memphis.
    7 03 sec Gasol – Sheed – technik z dupy faul był, zaczęło się już robić bardzo nerwowo 55-67 po wolnych

    6 32 sec „lose ball faul” dla Chandlera 5 przewinienie – żałosne 55-69 – śmiechy na ławce Knicks.

    5 40 technik dla Woo – 56-72 piłka z boku dla MEM

    4 59 JR puszczają nerwy przy wsadzie Alena 2 osobiste +1 + posiadanie. 56-77

    Była jeszcze gdzieś sytuacja jak Sheed faulował Gasola ale to najpierw Gasol z faulował jego :)

    W tym momencie było już po meczu a mimo to Knicks doszli Miśki na 8 pkt pokazując charakter w czwartej kwarcie

    Technical Fouls: Knicks: Anthony, Smith, Wallace, Woodson. Grizzlies: Bayless, Gay.

    Dobrze że to jakąś bójką się nie skończyło. Żeby nie było potem
    sędzia też 2-3 krotnie nie zagwizdał gdy Knicks „coś” zrobili.
    Reasumując sędziowie nie panowali nad meczem od 4 min trzeciej kwarty.
    Częste podchodzenie do monitora tylko wydłużało tę szopkę ( Game Time
    2:35). Mam nadzieję że sobie odpoczną na jakiś czas od ważnych meczów na
    szczycie………..

    • del pisze:

      dokladnie tak bylo, zgadzam sie z kolega ze sedziowie sprawiali wrazenie jakby uczyli sie od naszych z ekstraklasy pilkarskiej ;)

  3. stefan_3344 pisze:

    Po pierwsze to moj ostatni koment na tej stronie.Po drugie prawda w oczy kole.Po trzecie ostatni raz tu wchodze.Po czwarte kolega ponizej napisal wszystko w tym temacie.

    • woy9 pisze:

      stefan_3344 goandrewgo Jakub Gocoł akurat możecie mieć różne zdanie ‚Panie’ bo Kamil to największy fan Grizzlies na tej stronie. Zarzucanie Kamilowi, że nie oglądał meczu to tak jakbyś napisał ,że nie zna się na koszykówce..

      @f0169658bd221e099c2a10f08091daa1:disqus zawsze można wybrać płatne strony;-)

    • doli_nski pisze:

      I wiesz Wojtek doskonale, że meczów, których nie oglądam – nie recapuję, vide ostatni mecz z OKC

  4. doli_nski pisze:

    Zgodzę się z Jakubem, gwizdki były bardzo kontrowersyjne. Mecz oglądałem, niestety miałem małe zwiechy, więc sporo rzeczy mogłem przeoczyć i do tego się przyznaję. Błędy sędziowskie może nie wypaczyły wyniku meczu, ale na pewno miały spory wpływ.

    Pozdrawiam

  5. goandrewgo pisze:

    Oglądanie ‚recapu’ na nba.com to chyba jednak za mało! ;D… Myślę, że Grizzlies jednak dali by radę bez sędziego bo NYK tym razem coś zawodzili przy rzutach za 3, ale na pewno byłaby ciekawa końcówka, a tak to 4 kwarta już nie miała sensu nawet przy chwilowym zrywie Knicks. Marc Gasol zaczarował arbitrów, ale to nie jego wina… ;-). Mam nadzieję że obie drużyny będą takie silne cały sezon bo przydałaby się jakaś poważna alternatywa dla Miami, Bostonu, San Antonio czy Oklahomy

  6. grasshooper pisze:

    Ty Stefan, bez urazy ale gdzie nie wejdę to widzę twój płacz na temat sędziowania czy to tutaj czy na impresjach.Knicks nie mieli po prostu odpowiedzi na Gasola i Randolpha a pisanie o tym, że sędziowie wypaczyli wynik jest żałosne.Za pyskowanie czy przesadzone reakcje nawet LeBron dostawał „techniki” więc przestań narzekać jak to sędziowie byli jednostronni i zabili widowisko.JR to w ogóle powinien wylecieć po łokciu na Baylessie, a faule czy to Melo czy Chandlera były oczywiste i sędziowie widzieli je z bliska.Zamiast tracić siły na ględzenie i sprzeczki z arbitrami trzeba było zabrać się za grę a może udałoby się im zejść poniżej 8 punktów w 4 kwarcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *