Celtics bez Rondo przegrywają z Nets

                             

Brak Rondo i skuteczności w końcówce meczu, a także pewna ręka Joe Johnsona i Derona Williamsa w ostatnich sekundach spotkania z linii rzutów wolnych przyczyniły się do czwartej porażki Celtics w sezonie. Brooklyn natomiast odniosło czwarte zwycięstwo z rzędu i zajmuje obecnie trzecie miejsce w Konferencji Wschodniej

Boston przystępował do tego spotkania bez Rajona Rondo. Najlepszy asystujący ligi doznał kontuzji kostki w trzeciej kwarcie poprzedniego meczu z Utah Jazz i jego stan określany był jako day-to-day. Rozgrywającemu Celtics nie udało się jednak wykurować na pojedynek z Nets i jego miejsce zajął Leonardo Barbosa. Brazylijczyk udanie zadebiutował w pierwszej piątce Bostonu, zdobywając w całym spotkaniu 17 punktów

W mecz lepiej weszli gospodarze, którzy szybko uzyskali kilkupunktową przewagę, a najskuteczniejszym zawodnikiem był Brook Lopez. Center Nets już po pierwszej kwarcie miał na swoim koncie 10 oczek, jednak trzeba zaznaczyć, że większość z nich zdobył gdy na parkiecie nie było Kevina Garnetta. Brak dobrej obrony ze strony centra Celtics pozwolił Lopezowi na trochę więcej, niż gdy miał przeciwko sobie ostoje defensywy Bostonu. Bardzo dobrze spisywał się również Deron Williams, który w pierwszej kwarcie miał więcej asyst (5) niż cały zespół gości (4). Jak na dłoni widać było, że brak Rondo i jego umiejętności kreowania partnerów odbija się na grze w ofensywie Celtów.

Na początku drugiej kwarty mecz stał się już bardziej wyrównany i po początkowej dominacji gospodarze spuścili z tonu. Później, gdy na parkiecie ponownie zameldowali się starterzy Nets osiągnęli nieznaczną przewagę, głównie za sprawą punktów Kirs Humphriesa, Joe Johnsona i Wiliamsa i po pierwszej Polowie prowadzili 59-50.

W drugiej części meczu podkręcili jeszcze tempo i po trójce Williamsa w 3 minucie trzeciej kwarty Brooklyn osiągnął największą, bo 13 punktową przewagę tego wieczoru nad rywalem. Wydawało się, że pójdą za ciosem, będą konsekwentnie powiększać przewagę i spokojnie dowiozą zwycięstwo do końca.

Z doświadczenia z wcześniejszych już spotkań wiemy, że w przypadku Brooklynu taki scenariusz się nie sprawdza. I jak w meczach z Minnesotą czy wcześniej Cavs, taki i teraz zawodnicy Bostonu zaczęli odrabiać starty notując run 12-0 i doprowadzając do remisu po 69. Od trojki Williamsa pozwolili graczom Nets na zdobycie jeszcze 7 punktów do końca trzeciej kwarty, podczas gdy sami rzucili 22 oczka i przed decydującą częścią pojedynku to Celtowie prowadzili 79-74.

Przed sezonem wiele osób krytykowało ruch właścicieli Nets, jakim było pozyskanie z Atlanty Joe Johnsona. Transfer jednego z najbardziej przepłaconych graczy w historii ligi okazał się być jednak tym, czego oczekiwał Deron Williams i były zawodnik Jazz pozostał w Nowym Jorku.

Do tej pory Johnson nie zachwycał będąc dopiero trzecim strzelcem drużyny, tylko raz przekraczając barierę 20 punktów i 50 procentowej skuteczności z gry. Wczoraj jednak pokazał na co go stać i pomimo słabej dyspozycji rzutowej (jedynie 6-19 z gry), to do niego należały najważniejsze akcje i punkty w spotkaniu.

To właśnie po jego asysta do Lopeza i dwa fadeawaye pozwoliły najpierw wyrównać stan spotkania, a potem odskoczyć Nets na cztery punkty. Zapunktował jeszcze raz Lopez i na minutę i 5 sekund przed końcem goście prowadzili 93-87.

Boston zdołał odpowiedzieć punktami Kevina Garnetta, a następnie po stracie piłki przez Brooklyn trener Doc Rivers porosił o czas. Po świetnie rozegranej akcji za trzy punkty trafił Jeff Green i Boston tracił już tylko punkt do gospodarzy.

W końcówce zawiódł niestety Paul Pierce, kiedy po dwóch rzutach wolnych Wiliamsa spudłował prosty rzut spod kosza, a następnie nie wykorzystał dwóch prób z linii. Wprawdzie po kolejnych dwóch celnych punktach Johnsona trafił jeszcze trójkę, ale to było wszystko na co tego dnia było stać ekipę z Bostonu.

Celtics przegrali pomimo tego, że lepiej rzucali z gry, zza łuku, zdobyli więcej punktów z pomalowanego i po szybkich. Widoczny był przede wszystkim brak Rajona Rondo i brak skuteczności w końcówce.

Boston Celtics – Brooklyn Nets 97-102 (26:31, 24:28, 29:15, 18:28)

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *