Monroe zdominował Sixers, Pistons z pierwszą wygraną

Pojedynki Pistons z Sixers ostatni raz były wydarzeniem w 2008 roku. Wtedy w pierwszej rundzie playoff zespół Billupsa, Hamiltona i Wallace’a uporał się z Iguodala’ą, Millerem i Dalembertem. Od tamtej serii minęło już sporo czasu i to 76ers osiągali lepsze wyniki. Wczoraj jednak to podopieczni Lawrence’a Frank byli górą czym jednocześnie przerwali passę ośmiu kolejnych porażek.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Detroit Pistons 1-8 23 29 17 25 94
Philadelphia 76ers 4-4 17 17 20 22 76

W skrócie

W Wells Fargo Center widać było mnóstwo pustych miejsc. Nic dziwnego – mało tego, że Sixers grają na starcie rogrywek co najwyżej przeciętnie, to jeszcze do miasta przyjechała najsłabsza drużyna ligi. Ci jednak, którzy spodziewali się łatwej wygranej gospodarzy musieli przecierać oczy ze zdumienia.

Pierwsza kwarta spotkania była festiwalem niecelnych layupów 76ers. Przynajmniej cztery razy gracze Douga Collinsa pudłowali będąc sam na sam z koszem. Największym wydarzeniem otwierających 12 minut było zderzenie Singlera z Brownem, w którym ucierpiał skrzydłowy Detroit. To był jedyny moment meczu, w którym Philly było górą.

Tymczasem gra miejscowych wyglądała tak, jakby byli 100% pewni, że są zdecydowanie lepszą drużyną niż Pistons i jak tylko podkręcą tempo to wygrają bez większego wysiłku. Ta pewność ich zgubiła.

Jeżeli w ciągu połowy meczu z najsłabszym zespołem ligi na swoim boisku zdobywasz tylko 34 punkty to widać że masz problem. Podstawową jest to, że Sixers nie mają możliwości gry inside-out przez to, że pod koszem nie ma w tej chwili choćby jednego gracza mogącego zagrać 1 na 1 z centrem rywali.

Zarówno T. Young jak Hawes lepiej się czują dalej od obręczy, a umiejętności ofensywne Browna i Allena są delikatnie mówiąc kontrowersyjne (paradoksalnie ten drugi utrzymywał w pierszej połowie Sixers w grze). To sprawia, że gra opiera się albo na rzutach z dystansu, albo na indywidualnych umiejętnościach Holiday’a i Turnera.

Tymczasem Pistons za sprawą Monroe’a, a także (w mniejszym stopniu) Drummonda i Maxiella mają dużo lepszy spacing na boisku. Świetnie prezentujący się na przestrzeni całego meczu center Detroit zanotował wczoraj 19 punktów, 18 zbiórek i 6 asyst. Całkiem nieźle. W statystyce zbiórek Monroe vs podkoszowi Sixers (Brown + T. Young + Hawes + Allen + Moultrie) mieliśmy wynik 18-19.

Ciągłe ścinanie pod kosz i atakowanie obręczy gości odwzorowało się w liczbie punktów w pomalowanym (42-28). To plus niecałe 30% z gry Sixers sprawiło, że Lawrence Frank nie musiał się przejmować nawet 17 stratami swojej drużyny, które dały 24 punkty rywalom.

Na przestrzeni całego meczu trzeba wyróżnić także Brandona Knighta, który po cichu zgromadził 15 punktów, 7 zbiórek i 7 asyst.

Podoba mi się również pomysł o włączeniu do S5 wspomnianego wcześniej Singlera. Produkt uczelni Duke nie boi się rzucać, a także wbijać się w pomalowane dając zespołowi zdecydowanie więcej niż wcześniej Stuckey.

Jeżeli Pistons będą tak grali w kolejnych meczach to powinni powoli zbliżać się do przewidywanej przeze mnie granicy 50% wygranych. Nic więcej tam się nie wydarzy i po takim starcie playoff można już wsadzić między bajki, ale przynajmniej ten sezon nie powinien być do końca stracony.

Co dalej z Sixers? W tej chwili problem jest chyba przede wszystkim w głowach. Zespół ma wystarczająco dużo talentu by bez większego problemu ogrywać takie drużyny jak Pistons. Trzeba jednak skończyć z lekkim podejściem i wziąć się do pracy. W NBA nie ma nic za darmo, a jeżeli Philly chce zacząć grać na poważnie dopiero w styczniu to może się przeliczyć i potem mieć wielkie problemy z dogonieniem takich drużyn jak Bucks, Bulls czy Nets.

Ps. Dodatkowy punkt dla Monroe’a za trafienie rzutów wolnych z zamkniętym prawym okiem po tym jak stracił szkło kontaktowe.

Pss. Nowy image (dłuższe włosy, rzadki wąs) Spencera Hawesa sprawia że wygląda jak Larry Bird na sterydach i nie jest to komplement.

Filmowe podsumowanie spotkania

Boxscore

Pistons: Maxiell 8, Prince 15, Singler 16, Monroe 19, Knight 15, a także Jerebko 0, Middleton 0, Maggette 9, Drummond 6, Bynum 6, English 0

76ers: Young 4, Turner 3, Brown 3, Holiday 12, Richardson 9, a także Allen 14, Moultrie 2, Wright 6, Hawes 5, Wayns 2, Ivey 7, Wilkins 0, N. Young 9

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *