Clippers zgasili Żary

Ta druga drużyna z Los Angeles wygląda na bardzo mocną na starcie rozgrywek i notuje bardzo dobry bilans sześciu zwycięstw i dwóch porażek, pomimo dość ciężkiego terminarza. W dorobku mają już m.in. zwycięstwa nad Grizzlies, Spurs czy Lakers, a teraz dodali kolejne – nad ubiegłorocznymi mistrzami NBA

Miami jest w trakcie 6-meczowej serii wyjazdowej, z czego 5 spotkań grają z drużynami z Konferencji Zachodniej. Nim jednak drużyna z Florydy zawitała do Los Angeles miała już na koncie wygraną z Hawks, dość wyraźną porażkę z Grizzlies, ledwie 3 punktowe zwycięstwo z Rockets i od początku było wiadomo, że o zwycięstwo w Staples Center będzie bardzo trudno.

Mecz od początku był bardzo wyrównany, a wśród graczy Żarów błyszczeli LeBron James i Dwayne Wade. Różnica pomiędzy obydwoma graczami polegała jednak na tym, że trzykrotny MVP ligi w ciągu całego spotkania grał bardzo dobrze, a tego samego nie można powiedzieć o rzucającym obrońcy Heat. Wade trafił swoje pierwsze dwa rzuty i zapowiadało się, że będzie mógł zaliczyć to spotkanie do udanych, ale jak się później okazało były to jego jedyne celne rzuty z gry w meczu. Flash spudłował następnie 8 kolejnych rzutów i zakończył spotkanie z katastrofalną skutecznością 20 proc. Na plus dla zawodnika gości można zaliczyć to, że starał się kreować swoich partnerów w drużynie i zaliczył 6 asyst.

Równie słabo dysponowany pod względem strzeleckim tego dnia był Chris Bosh rzucając do kosza 11 razy, ale tylko 3 z tych rzutów znalazło drogę do kosza i zakończył mecz z 11 oczkami na koncie. Był z kolei bezbłędny na linii rzutów wolnych wykorzystując wszystkie pięć prób.

Po stronie gospodarzy najlepiej prezentował się Blake Griffin, który już po pierwszej kwarcie miał na koncie 11 punktów, dokładając do tego 5 zbiórek. Ta część meczu zakończył się celnym rzutem zza łuku Jamala Crawforda i Clippers po pierwszej kwarcie minimalnie prowadzili z Heat, wygrywając ją jednym punktem (25-24).

Kolejna część spotkania to dalej walka punkt za punkt. Miami trzymało się w meczu głównie za sprawą rezerwowych: Raharda Lewisa, bezbłędnego tego wieczoru w rzutach za trzy punkty (3 celne trójki) i Raya Allena i po pierwszej połowie to na tablicy wyników widniał rezultat 54-52 dla zespołu gospodarzy.

Jak do tej pory całe spotkanie przebiegało według ściśle określonego scenariusza. Żadna z drużyn nie potrafiła odskoczyć na większą liczbę punktów i zapowiadało się na emocjonującą końcówkę. Wiele jednak w tek kwestii miał do powiedzenia rozgrywający Clippers Chris Paul, który był zgoła odmiennego zdania, zdobywając kolejnych 12 punktów dla zespołu z Los Angeles, który w nieco ponad 3 minuty zanotował run 12-4 i przed decydującą kwartą prowadził z Heat 85-74.

Ta zaczęła się prawie tak samo jak skończyła poprzednia. W ciągu 4 minut gospodarze rzucili 10 punktów, na które drużyna z Miami opowiedziała jedynie dwoma oczkami z linii rzutów wolnych. Tym razem za ich zdobywanie wzięli się rezerwowi gospodarzy Eric Bledsoe, autor 12 punktów w całym meczu i Jamal Crawford, który wygląda na razie, jak główny faworyt do zdobycia nagrody najlepszego rezerwowego ligi. Crawford jest najlepszym strzelcem Clippers i rzuca średnio 20,5 punktu na mecz, a wszystkie mecze zaczynał do tej pory z ławki rezerwowych. To jedyny taki przypadek w lidze.

Patrząc tylko i wyłącznie w box score nie widać wyraźnej przewagi żadnej z drużyn. Obydwa zespoły rzucały z podobną skutecznością rzutów z gry, zebrały prawie tyle samo piłek, popełniły taką samą liczbę start. O zwycięstwie Los Angeles zadecydowały właśnie te dwa zrywy na przełomie trzeciej i czwartej kwarty, na które gracze Heat nie mogli znaleźć odpowiedzi, przegrywając tym samym trzecie spotkanie z rzędu w Staples Center przeciwko Clippers.

Miami Heat – Los Angeles Clippers 100:107 (24:25, 30:27, 20:33, 26:22) 

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

3 komentarze

  1. Pucol pisze:

    Ostatnie zdanie: Miami Heat – Los Angeles Lakers 100:107 (24:25, 30:27, 20:33, 26:22)

    Raczej powinno być Clippers :P

  2. jezyna667 pisze:

    miami heat – los angeles CLIPPERS!!!l 100-1007

  3. Dawid Ciepliński pisze:

    Wybaczcie za błąd i dzięki za czujność. Wpisałem z rozpędu :P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *