20 asyst Rondo nie wystarczyło do pokonania Philadelphii 76ers

Nawet genialny występ Rajona Rondo i jego 20 asyst, nie wystarczyły do pokonania Sixers. Celtics w pierwszej połowie wyglądali jak w poprzednich czterech występach, czyli bardzo słabo. W drugiej połowie Jrue Holiday do spółki z Evanem Turnerem odparli wszystkie szarże gospodarzy i wywieźli cenne zwycięstwo, rewanżując się tym samym za ostatnie play-offy.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Philadelphia 76ers 3-2 23 34 26 23 106
Boston Celtics 2-3 20 25 29 26 100

Mecz rozpoczął się od kilku łatwych punktów gospodarzy. Wystarczyło jednak, że Kevin Garnett usiadł na ławkę nieco wcześniej i Sixers zaliczyli szybki run 12-2. Celtics przeżywali bardzo trudne chwile w ofensywie ze świetnie zorganizowaną obroną gości. W pierwszej kwarcie ich skuteczność z gry wynosiła niewiele ponad 30%. Krótki powrót na parkiet Garnetta spowodował, że pierwsza kwarta zakończyła się jedynie trzypunktowym prowadzeniem gości 23-20.

Druga kwarta zaczęła się od koncertowej gry Nicka Younga. Dzięki jego 8 punktom z rzędu (dwóch trójek), Sixers odskoczyli na 11 punktów (33-22). Na domiar złego po jednym z wejść pod kosz Paul Pierce zaczął utykać, choć pozostał na boisku. Rivers próbował bardzo dużo ustawień, ale nic nie działało. Po trójce Turnera było już 46-32, by po chwili osiągnąć najwyższą – 15 punktową przewagę w meczu. Połowa zakończyła się wynikiem 57-45, co oznacza, że w tej kwarcie drużyna z Philadelphi rzuciła 34 punkty. Nie do pomyślenia w zeszłym sezonie.

Trzecia kwarta przez dłuży czas nie zmieniła obrazu spotkania. Ciągle utrzymywała się przewaga drużyny Collinsa oscylująca blisko dziesięciu punktów. Coś drgnęło w grze Celtics gdy po runie 7-0 przewaga Szóstek stopniała do 8 punktów 73-65 na 3,5 minuty do końca. Sixers jednak nie dali się zbliżyć na bliżej niż 7 punktów (po trójce Jasona Terry’ego). Ta odsłona zakończyła się wynikiem 83-74 dla gości.

Początek kolejnej odsłony rozpoczął się efektownym alley-oopem na linii Rondo-Garnett. Po kolejnej trójce Terry’ego było już tylko 79-83. Był to zwrotny punkt meczu. Rozpędzeni gospodarze trafili w mur. Kolejne cztery akcje należały do gości i nagle zrobiło się 93-79 dla na 8:21 do końca meczu. Tylko świetna gra Paul Pierce’a utrzymała Zielonych w grze (24 punkty, 5 asyst). Po jego trójce i dwójkowej akcji z Terrym przewaga Sixers stopniała po raz kolejny do siedmiu punktów. Jrue Holiday zagrał jednak w końcówce jak weteran. Świetnie kontrolował grę i zapewniał potrzebne punkty gościom. Na 2:58 do końca Sixers prowadzili wciąż 100-90. Co prawda agresywna obrona Celtics zaczęła przynosić rezultaty (na 1:44 do końca było 94-100), ale gwoździem do trumny Celtics był jednak brak zbiórek na własnej tablicy. Na wynik spotkania nie miały znaczenia nawet dwa nieudane rzuty wolne rozgrywającego kapitalne spotkanie Evana Turnera. Udana akcja Pierce’a zmniejszyła jeszcze stratę do czterech punktów, ale Turner kolejnym razem nie pomylił się już z linii. W dodatku stratę w następnej akcji zaliczył Terry i było po meczu. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wygraną Szóstek 106-100.

Bohaterami meczu byli niewątpliwie Jrue Holiday (21 punktów i 14 asyst) oraz Evan Turner (25 punktów, 11 zbiórek i 4 asysty). Szóstki niecierpliwie czekają na powrót do gry Andrew Bynuma. Z nim ten zespół będzie niesamowicie mocny. Postawa Celtów tylko w drugiej połowie może cieszyć. Widać światełko w tunelu. Obrona momentami zaczynała się zazębiać. Rivers wciąż szuka odpowiednich ustawień (dzisiaj wykorzystywał do rotacji aż 10 graczy). Powoli odnajduje się Jason Terry (dzisiaj 13 punktów). Szkoda tylko, że kolejny genialny występ Rajona Rondo (14 punktów i 20 asyst) przyćmiła nieco porażka zespołu.

Powiedzieli po meczu:

Doc Rivers: „They beat us in transition. I think it’s pretty simple. They got a lot of secondary early breaks and just beat us down the floor and they attacked. That’s the first part of our defense. It let us down tonight.

Doug Collins: „Great, great win for us, on the road, character builder, team builder, all the things we are trying to do. I said ‚can we say connected and trust each other through adversity→’ That’s what I kept saying to them, and we did.”

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

1 Odpowiedź

  1. goandrewgo@wp.pl pisze:

    Radziłbym zrobić jakąś wymianę i pozyskać prawdziwego środkowego bo kiedy Garnett schodzi z parkietu to robi się smutno.. Perkins wracaj!!!
    Ciężko się ogląda Celtics. Pewnie znowu obudzą się po All-Star game…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *