Nuggets wygrywają drugi mecz w sezonie

Po dość przeciętnym początku sezonu i trzech kolejnych porażkach zespół Denver Nuggets wydaje się nabierać tempa. Potwierdza to druga wygrana z rzędu w tym sezonie odniesiona nad Houston Rockets 93-87. Dla Rakiet natomiast trend jest zupełnie odwrotny, a dzisiejsza przegrana była drugą na własnym parkiecie.

Pierwsza połowa spotkania to przewaga zespołu Georga Karla. Gracze Nuggets wygrali pewnie obie kwarty i spokojnie kontrolowali przebieg gry na boisku. Rakiety próbowały nawiązać walkę i dzięki trójką bardzo aktywnego tego dnia Carlosa Delfino co jakiś czas zbliżały się do remisu, ale później ponownie jakby tracili rezon. Ty Lawson rządził i dzielił w szeregach zespołu z Kolorado zarówno punktując jak i podając nad sam kosz do Javala McGee czy Kennetha Farieda, którzy efektownymi wsadami kończyli akcję.

Po przerwie zespół z Teksasu jakby się przebudziły i zaczęły nadrabiać sporą stratę punktową. Ogromna w tym zasługa Patricka Pattersona, który w tej części gry zdobył 12 z wszystkich 18 pkt rzuconych w całym spotkaniu ( w tym dwie trójki!). Goście jednak nie dali się doścignąć i dzięki szybkiej grze piłką, z której są znani nie dali sobie wydrzeć wygranej. Efektowna koszykówka, którą zaprezentowali pozwoliła wygrać 93-87 nad wyraźnie ospałymi dziś rywalami.

Z gry zespołu nie był zadowolony trener Rakiet – Kevin McHale, który tak skomentował występ swoich podopiecznych:

„We’re not cutting. The ball’s sticking. There is a lot of stuff we’ve got to correct. … It’s self-inflicting gunshot wounds for us right now. We just keep on doing the same things.”

Drużyna z Houston gra do tej pory wyraźnymi zrywami i o ile wystarczyło to na wygrane nad Detroit i Atlatną tak już w potyczkach z Portland i dziś z Denver wyraźnie to doskwierało. Zabrakło także skuteczności i przede wszystkim lidera. W porównaniu z dwoma pierwszymi meczami, kiedy to wejście smoka do drużyny zaprezentował James Harden brakowało mu już dziś takiej charyzmy, a przede wszystkim skuteczności. Rzucił on wprawdzie 15 pkt, ale na pięć prób chybił wszystkie trójki, oraz trafił tylko 5 razy na 15 oddanych rzutów ogółem. Jeśli dodamy do tego 6 strat to trudno nie domyślić się, że coś zaczyna szwankować. Podobnie słabo wypadł Jeremy Lin. Rozgrywający Rakiet zdobył tylko 6 pkt przy skuteczności 2-9! i 0-4 w trójkach.

Najskuteczniejszy w barwach gospodarzy był Carlos Delfino, którego łupem padło 19 pkt. Dobrze choć nie równo zagrał Patterson. Silny skrzydłowy zdobył 18 pkt, ale można go pochwalić jedynie za występ w trzeciej kwarcie. Przez resztę meczu nie zachwycił podobnie jak reszta drużyny.

W obozie oponentów najlepszym zawodnikiem był Ty Lawson zdobywca 21 pkt i autor 8 asyst. Na wyróżnienie zasługuję także Faried, który zebrał 16 piłek oraz zanotował 16 pkt. Wyrównana gra na desce zespołu z Kolorado była jednym z czynników sukcesu bowiem poza Fariedem 10 piłek zebrał Gallinari i 7 zbiórek miał McGee. W tym elemencie Denver było lepsze od rywali 49:43, a różnica wynika w zbiórkach w obronie, gdzie Nuggets zebrali o sześc piłek więcej (33-27).

„We had some frustrating periods and made some mistakes. … I did miss a couple of layups, which was tough on me, and I was kind of getting down on myself. But everybody had faith. My coaches had faith. My teammates had faith. … I got to be that guy to energize the team.” – tymi słowami odniósł się do sytuacji drużyny z początku sezonu Faried.

Trzeba przyznać, że zespół z Denver gra bardzo atrakcyjną i przyjemną dla oka koszykówkę. Co najważniejsze zaczynają też wreszcie przychodzić wyniki, co z pewnością cieszy najbardziej trenera, zawodników jak i kibiców „Samorodków”. Efektowne wsady i szybka gra z pewnością mogą się podobać i jeżeli taka gra utrzyma się dalej będą oni jedną z najładniej grających ekip w NBA w obecnym sezonie.

DENVER NUGGETS (2-3) – HOUSTON ROCKETS (2-2) 93-87

(25-18, 31-23, 13-23, 24-23)

T. Lawson 21 pkt, K. Faried 16 pkt, C. Brewer 14 – C. Delfino 19 pkt, P. Patterson 18 pkt, J. Harden 15 pkt

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

2 komentarze

  1. Harden pisze:

    „trójką”, „nie równo”.
    Blog kozacki, ale.. no wiadomo o co chodzi. Pozdrawiam.;]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *