Mavericks roznieśli Blazers w czwartej kwarcie

Przez trzy pierwsze kwarty spotkanie było bardzo wyrównane. Obie drużyny wymieniały cios za ciosem, a w zasadzie punkt za punktem i wszystko wskazywało, że czeka nas zacięta końcówka, a zwycięstwo rozstrzygnie się w ostatnich sekundach meczu. Jednak w czwartej kwarcie Mavs podkręcili tempo gry, pudłując tylko cztery z  osiemnastu rzutów z gry i Blazers nie byli w stanie znaleźć odpowiedzi na rozpędzonych graczy gospodarzy

Mavs, mimo braku Dirka Nowitzkiego spisują się na starcie sezonu bardzo dobrze. Absencja największej gwiazdy zespołu i szereg nowych, nie zgranych jeszcze ze sobą zawodników w nie stanowiły w poprzednich meczach dla zespołu ze stanu Teksas większego problemu. Podobnie było w pojedynku z młodymi graczami z Portland.

Pierwsze minuty spotkania rozpoczęli celnymi rzutami dwaj obwodowi Mavs – Darren Collison i obchodzący tego dnia 25 urodziny O.J.Mayo. Obrona Blazers nie mogła poradzić sobie z szybkimi atakami i penetracjami tej dwójki i po chwili na tablicy wyników widniał wynik 15-6. To wystarczyło, by trener gości Terry Stotts wziął czas, a po krótkiej przerwie gracze Portland wzięli się do mozolnego odrabiania strat. Głównie za sprawą punktów zdobywanych przez Nicolasa Batuma i LaMarcusa Aldridge’a i runu 9-2 na koniec pierwszej kwarty zbliżyli się do Mavs na cztery punkty.

Druga część meczu była już bardziej wyrównana, a drużyna z Oregonu na pięć minut przed końcem pierwszej połowy doprowadziła do remisu, by w chwilę później objąć pierwsze prowadzenie w meczu. Te zmieniało się z akcji na akcję i żadna z drużyn nie mogła osiągnąć większej przewagi punktowej, która pozwoliłaby odskoczyć na bezpieczną odległość i kontrolować przebieg spotkania. Dlatego też pierwsza połowa zakończyła się tylko dwupunktowym prowadzeniem gospodarzy 57-55.

Trzecia kwarta rozpoczęła się tak jak pierwsza. Szybki run 8-2 w pierwszych minutach i trener Portland ponownie był zmuszony prosić o czas. Ta podziała na drużynę gości i oba zespoły do końca tej odsłony grały punkt za punkt i ani jedna, ani druga drużyna nie była w stanie uciec na więcej niż kilka punktów. Na dodatek Dallas musieli zacząć radzić sobie bez Shawna Mariona, który nabawił się kontuzji kolana i nie pojawił się już na parkiecie do końca spotkania.

Do ostatniej kwarty zawodnicy gospodarzy podchodzili z czteropunktową przewagą, którą następnie systematycznie powiększali. Dwa szybkie runy 12-2 i 7-2 sprawiły, że gracze Blazers nie byli w stanie się już podnieść i Mavs pozostało już tylko dowieźć bezpiecznie zwycięstwo do końca.

Co zadecydowało z zwycięstwie mistrza NBA z 2011 roku? Przede wszystkim fantastyczna dyspozycja Mayo, który zdobył 32 punkty, z czego 18 po rzutach za trzy punkty. Widać, że zmiana otoczenia bardzo dobrze podziałała na byłego zawodnika Grizzlies i ten, jak na razie spisuje się doskonale, rzucając po raz drugi z rzędu 30 punktów, co nie zdarzyło mu się od lutego 2009 roku.

Obrońcę gospodarzy dzielnie wspierali Collison, który oprócz 14 punktów rozdał 13 asyst i zanotował tylko jedną stratę oraz podkoszowi Chris Kaman (16 punktów na 80 proc. skuteczności z gry) i Brandan Wright. Ten ostatni po raz pierwszy w karierze zdobył w czwartym kolejnym meczu minimum 10 punktów.

Ponadto Dallas było dziś fantastycznie dysponowane rzutowo, czego nie można powiedzieć o ich rywalach z Portland. W całym meczu gospodarze rzucali na ponad 60 proc. skuteczności z gry (50 proc. za trzy), podczas gdy ich rywale nie przekroczyli granicy 40 proc. Na plus drużyna ze stanu Oregon może zapisać sobie zebranie aż 23 piłek na atakowanej tablicy, co przy normalnej dyspozycji rzutowej oznaczałoby zapewne zwycięstwo, ale straciła też aż 24 punkty po szybkich atakach gospodarzy sama zdobywając w ten sposób tylko 2 punkty. Po stronie gości zawiódł niestety debiutant, Damian Lillard, który zdobył co prawda 13 punktów, ale trafił tylko 2 z 13 rzutów z gry i rozdał 5 asyst.

Kolejny mecz Dallas zagrają jutro z Toronto u siebie, natomiast następnym przeciwnikiem Blazers będą Clippers, którzy zawitają do Portland za dwa dni.

 Portland Trail Blazers – Dallas Mavericks 91:114 (27:31, 28:26, 24:26, 12:31)

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *