Heat rozstrzelali Suns

Nie będą miło wspominać tegorocznego pobytu na Florydzie zawodnicy Phoenix Suns. Po porażce z Orlando Magic, przyszła kolej na planowe niepowodzenie w starciu z mistrzami NBA. Mało kto spodziewał się jednak tak fatalnego występu ekipy z Arizony. Suns przegrali 99-124, fatalnie spisując się w defensywie.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Phoenix Suns 1-3 25 28 21 25 99
Miami Heat 3-1 34 31 33 26 124

W trzech dotychczasowych spotkaniach obecnego sezonu Suns tracili średnio 97 punktów w meczu, co stanowiło 13. wynik w całej lidze. Jeśli jednak zawodnicy Alvina Gentry’ego przez resztę sezonu będą bronić w taki sposób, jak w meczu z Heat, to szybko mogą spaść w tej klasyfikacji na samo dno.

Jeśli mam być szczery, to ciężko napisać mi cokolwiek pozytywnego o tym meczu, poza tym, że kolejny raz z dobrej strony pokazał się Marcin Gortat. Polak zanotował 12 punktów, 13 zbiórek (5 w ataku), 2 bloki i trafił 6 z 10 rzutów, większość z nich wypracowując sobie samemu, po zbiórkach pod koszem Heat. Nie chciałbym, aby zabrzmiało to na zbytnie wychwalanie Gortata, ale oglądając kolejne mecze „Słońc” mamy prawo być – podobnie jak sam środkowy – poirytowani faktem, że jest on niemal zupełnie pomijany w grze ofensywnej zespołu, mimo że jest ewidentnie jej najpewniejszym punktem.

Goran Dragic przeciwko Heat rozdał 9 asyst, ale kolejny już raz jego grę zapamiętam głównie ze względu na podejmowanie fatalnych decyzji rzutowych (3-9 z gry), jak i rozgrywanie z pominięciem wysokich zawodników. W grze Słoweńca brakuje mi lepszej współpracy z graczami podkoszowymi, i nie tyczy się to tylko Gortata. Dragic większość piłek rozrzuca na obwód, gdzie jednak Suns w tym sezonie spudłowali już 54 z 72 rzutów za trzy, w tym 14 z 21 w meczu z Heat.

Heat od początku meczu zdominowali zagubionych w defensywie Suns. Szybka gra LeBrona James, dokładne podania Mario Chalmersa i trafienia Dwyane’a Wade’a (22 pkt, 6 ast, 9-14 FG) dały już po 9 minutach prowadzenie 24-11, które właściwie do samego końca spotkania nie zmalało, a od trzeciej kwarty zaczęło tylko rosnąć.

Gospodarze świetnie dzielili się piłką, czego efektem było aż 15 trafionych rzutów za trzy przy 26 próbach. Kiedy James uruchamiał pierwsze szybkie podanie po obwodzie, a piłka wskakiwała w odpowiedni ruch, było niemal pewne, że za chwilę trafi do jednego z rogów, gdzie ustawiony jest Ray Allen lub Shane Battier. Dla Ray Raya był to szczególny mecz, ponieważ w jego trakcie przekroczył 23 000 punktów zdobytych na parkietach NBA. W całym meczu uzbierał świetne 15 punktów, 6 zbiórek i 6 asyst, trafiając 3 razy zza łuku.

Suns przegrywali do przerwy 53-65, a jedynie Gortat imponował skutecznością. Polak trafił 4 z 5 rzutów z gry, podczas gdy cała reszta pierwszej piątki 8 z 27. Problemów ze skutecznością nie mieli za to Heat, którzy do przerwy zanotowali 59.1% trafień z gry (26-44).

LeBron James i spółka nawet na chwilę nie dali Suns nadziei na odmienienie losów spotkania. Kiedy tylko przewaga malała do około 10 oczek, Heat nagle przyśpieszali i rozwiewali marzenia drużyny z Arizony. Najlepszym przykładem takiej gry był fragment trzeciej kwarty, kiedy dwie celne trójki zanotował Chalmers (9 pkt, 11 ast, 4 zb, 3 prz), a 7 punktów dołożył James (23 pkt, 11 zb, 10-17 z gry). Run 13-0 spowodował, że przewaga miejscowych urosła do 23 punktów (88-65) i śmiało mogłem przełączyć ILP na mecz Wolves – Nets, gdzie akurat ekipa z Minny demolowała w ostatniej kwarcie zespół z Brooklynu.

Ostatnie 12 minut oglądałem już tylko w małym okienku, skupiając się bardziej na wydarzeniach z innych parkietów. Jedynym godnym zainteresowania faktem był pierwszy dłuższy występ w NBA najlepiej podającego gracza NCAA – Kendalla Marshalla. Trzeci obecnie rozgrywający Suns nie pokazał jednak nic godnego uwagi w ciągu 7 minut, które spędził na parkiecie. Natomiast rozpędzeni Heat nie pudłowali, nawet kiedy na parkiecie przebywali sami rezerwowi.

Suns trafili tylko 39.8% swoich rzutów z gry (35-88), 33.3% za trzy (7-21), ale na chwilę obecną największym zmartwieniem Gentry’ego jest postawa zespołu w obronie. Większość trafień Heat zza łuku było z czystych pozycji, a gospodarze zaliczyli aż 33 asysty przy 47 trafieniach. Gospodarze wygrali 49-38 walkę na tablicach mimo ambitnej postawy Gortata i Scoli, którzy i tak przegrali sporo piłek z będącym wszędzie LeBronem Jamesem.

Heat w środę zmierzą się na własnym parkiecie z Brooklyn Nets, natomiast kolejnym rywalem Suns, także w środę będą Bobcats. Zespół Marcina Gortata będzie miał okazję wygrać pierwsze wyjazdowe spotkanie w tym sezonie.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

1 Odpowiedź

  1. Szerszeń pisze:

    Gortat mial fajny blok na Lebronie.Suns chyba beda najslabszym teamem na Zachodzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *