Magic zaczynają sezon od wygranej z Nuggets

Orlando Magic po utracie Dwighta Howarda są w tej chwili jedną z najgorszych drużyn w lidze, ale nie przeszkodziło im to w odniesieniu zwycięstwa już w pierwszym meczu sezonu. Na własnym parkiecie pewnie pokonali znacznie wyżej notowanych Denver Nuggets 102:89. Podopiecznym George’a Karla nie udało się zrehabilitować po porażce w Filadelfii w meczu otwarcia. Lepszego początku gospodarze nie mogli sobie wymarzyć, ale są też smutne wieści – w trzeciej kwarcie Hedo Turkoglu złamał lewą rękę.

Magic zagrali po prostu bardzo dobry mecz, przewagę nad rywalami oraz kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie mieli praktycznie od początku do końca. Po runie 12-0 przeprowadzonym przez trójkę obrońców Nelson-Afflalo-Redick Magic objęli prowadzenie 18:9, które w jeszcze w pierwszej kwarcie osiągnęło 13-punktowe rozmiary. Ostatecznie Orlando prowadziło po swoich pierwszych 12 minutach gry w sezonie 2012/13 wynikiem 29:18. W drugiej kwarcie przewaga Magic oscylowała przez większość kwarty wokół 11-14 punktów, ale pod koniec pierwszej połowy zabłysnął Glen Davis, który zdobył w końcówce sześć punktów. Dołóżmy do tego trójkę E’Twauna Moore’a oraz brak jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony rywali – efektem była aż 21-punktowa zaliczka, z którą podopieczni Jacque Vaughna schodzili do szatni. Dwójka najlepszych graczy Orlando w tym meczu – Davis i Redick – po pierwszej połowie miała po 15 punktów. Było po prostu świetnie.

Wciąż trzeba było jednak mieć się na baczności, bo ta strata była do zniwelowania. Nuggets oczywiście podjęli próbę come-backu, zaraz po przerwie ruszyli do ataku i po ok. 5 minutach gry przewaga Magic stopniała do 10 punktów. Bardzo dobrze grał wówczas Danilo Gallinari, który był autorem 12 punktów w trzeciej kwarcie (31:20 dla DEN). Gospodarze jednak dzielnie się bronili i nie pozwolili gościom na ‚podejście’ bliżej niż na 8 punktów. Ostatecznie przed ostatnią kwartą Orlando prowadziło 78:68, ale już na starcie czwartej odsłony przypomnieli sobie, jak dobrze grali na początku i dzięki postawie takich graczy jak Davis (który wykorzystał najbardziej obecność niskiej piątki Nuggets), Moore czy Josh McRobertspo czterech minutach gry przewaga Magików znów osiągnęła w miarę bezpieczne rozmiary (90:74). Denver przestało zdobywać punkty w przeciwieństwie do rywali, którzy co chwilę dokładali kolejne. Skutkiem tego było 99:77 po dwóch trafieniach Big Baby’ego na niecałe 4 minuty do końca. Takiej przewagi w tak krótkim czasie chyba nie da się stracić. Wystarczyło tylko dowieźć prowadzenie do końca, co nie okazało się trudnym zadaniem i Magic już w pierwszym meczu sezonu, wynikiem 102:89, wywalczyli zwycięstwo.

Jak już wcześniej wspomniałem, najlepszymi graczami Orlando w tym spotkaniu byli Glen Davis (29 pkt, 10 zb, 13-25 FG) i JJ Redick (21 pkt, 6 ast, 7-11 FG, 0 TO). Dobrze spisali się także E’Twaun Moore (13 pkt, 5 zb, 6-10 FG, +18) oraz Josh McRoberts (9 pkt, 7 zb, 4-4 FG, +25). Hedo Turkoglu, który w trzeciej kwarcie złamał rękę i oczywiście do gry już nie wrócił, w ciągu 17 minut, jakie spędził na parkiecie, zdobył 6 punktów. Tyle samo miał Nikola Vucevic (4 zb, 16 min). Swoje pierwsze punkty w karierze zdobył Andrew Nicholson. Z kolei startujący back-court Orlando: Jameer Nelson (9 pkt, 7 ast) i Arron Afflalo (7 pkt, 6 zb) spudłował wspólnie 17 z 22 rzutów. Magic trafili tylko 5 z 15 trójek (JJ 3-4), ale bliżej kosza zdeklasowali rywali (60-36 w pkt z pomalowanego). Ponadto trafiali ze skutecznością aż o 10 pkt proc. lepszą (48% – 38%). Magic rozpoczęli posthowardowską erę od zwycięstwa, ale przede wszystkim pokazali, że umieją grać koszykówkę skuteczną oraz miłą dla oka. To oczywiście bardzo dobry znak. Jedyne zmartwienie po tym meczu to kontuzja Turkoglu – to kolejny SF poza grą. Problemy ze zdrowiem mają także Moe Harkless i DeQuan Jones. Wygląda na to, że w kolejnym meczu zobaczymy na trójce Afflalo, którego na SG zastąpi Redick.

Nuggets, którzy liczyli na łatwą rehabilitację po porażce w openerze z 76ers, nie spodziewali się chyba po Magikach tak dobrej gry. Teraz po dwóch meczach mają bilans 0-2, a przecież dziś w back-to-back grają w Miami. Nie tak wyobrażano sobie początek sezonu w Denver. Dziś najlepiej spisał się Danilo Gallinari (23 pkt, 8 zb, 12 pkt w 3Q, 11-14 FT), dla którego był to pierwszy mecz w tym sezonie. 9 punktów, 8 zbiórek i 5 asyst miał Andre Iguodala. 12 punktów i 7 asyst dołożył Ty Lawson. 7 punktów i 6 zbiórek miał Kosta Koufos, Wilson Chandler dodał 9 i 6. Dobre wejście z ławki miał Andre Miller (11 pkt, 5-8 FG). Wygląda jednak na to, że Nuggets nie weszli jeszcze w sezon. Na tle przepełnionych energią Magików prezentowali się po prostu słabiej. A przed nimi mecz z Heat. Jeśli nic się nie zmieni, Lakers nie będą jedyną drużyną z 0-3. Co do następnego meczu Magic – w niedzielę na własnym parkiecie podejmują oni Phoenix Suns z Marcinem Gortatem.

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

3 komentarze

  1. Kubarobson pisze:

    Jakas wieksza energie w ataku Denver mozna bylo zaobserwowac tylko w 3 kwarcie. Reszta, nie ma o czym mowic. Gra na stojaco, zero ruchu, dalej grali jakby im sie nie chcialo. Moze w meczu z Heat sie obudza ale watpie w to.

  2. woy9 pisze:

    Śledziłem ten mecz przez 2 pierwsze kwarty, kiedy kapitalne wejście z ławki i 11 oczek szybko uzyskał Reddick. Orlando nie jest aż takie słabe jakby się wydawało, a zawodnicy szybko oswoili się z graniem bez Dwighta. Z drugiej strony kapitalną robotę wykonał Big Baby i jeśli utrzyma podobną formę w kilku następnych meczach to Magic są w stanie pozytywnie zaskoczyć swoich fanów.

  3. Szerszeń pisze:

    Wyglada na to,ze Wschód tym roku bedzie mocniejszy niz ostatnio.Ale i tak watpie,aby najslabsza druzyna w lidze byla druzyna z Zachodu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *