JaJuan Johnson jedynką w drafcie D-League

W NBA sezon już ruszył z hukiem, a w jej lidze filialnej dopiero co odbył się draft. Z jedynką Fort Wayne Mad Ants wybrali znanego z występów w Boston Celtics JaJuana Johnsona.

O rosnącej randze D-League świadczy wzrastająca liczba zawodników, którzy zasilają w trakcie sezonu zespoły NBA. Przypadki znacznie się od siebie różnią. Jedni odbudowują swoje kariery jak Gerald Green, inni szukają swojej szansy po niepowodzeniach w drafcie, Summer League czy obozach przygotowawczych.

Dla wybranego z numerem #1 przez „Wściekłe Mrówki” Johnsona D-League jest nie tyle ostatnią deską ratunku co okresem przejściowym. Sam zawodnik jeszcze kilka dni temu był kandydatem do gry w barwach Houston Rockets, ale 29 października zespół z Teksasu ostatecznie zdecydował się go zwolnić.

Zanim jednak podkoszowy trafił do NBA spędził 4 bardzo dobre sezony na Uniwersytecie Purdue. W ostatnim z nich (2010-2011) notował 20.5 ppg , 8.6 rpg i 2.3 blk, został nominowany do AP All-America 1st Team (razem z m.in. Kembą Walkerem i Jaredem Sullingerem), a w konferencji Big Ten był Zawodnikiem oraz Defensorem Roku. Zgodnie z oczekiwaniami został wybrany w 1 rundzie draftu 2011. #27 pick wykorzystali na niego New Jersey Nets, ale jeszcze w trakcie trwania naboru Celtics pozyskali go za Marshona Brooksa.

Ostatecznie to właśnie w zielonym trykocie rozegrał swój debiutancki sezon. Jego czas gry był bardzo ograniczony. Doc Rivers skorzystał z jego usług w zaledwie 36 spotkaniach. Mimo wszystko wrażenie jakie po sobie pozostawił było pozytywne. W lutym czterokrotnie złamał barierę 10 punktów, a jego średnie w tamtym miesiącu wynosiły 5.7 ppg (FG 53%) i 2.3 rpg w 13.9 minut na mecz. W playoffach nie grał już wcale, a 20 lipca tego roku został odesłany właśnie do Houston. Tam wobec dużego zagęszczenia talentu wypadł ze składu i zgłosił się do draftu NBA D-League.

Z numerem 2 Sioux Falls Skyforce wybrali znanego z LA Lakers obrońcę Andrew Goudelock’a. Wybrany z 46 numerem draftu 2011 gracz w NBA rozegrał 40 spotkań, w których notował średnio 4.4 ppg. Szczególnie dobry okres w jego grze przypadł na przełomie stycznia i lutego. Wówczas w 7 meczach od 25.01 do 6.02 rzucał średnio 10.3 pkt na skuteczności 50%. Ze składu Lakers wypadł 27 października.

Wybierający z #3 Idaho Stampede postawili na Justina Harpera. Skrzydłowy cały poprzedni sezon spędził w Orlando Magic gdzie rozegrał jednak zaledwie 16 spotkań. Po dobrych występach w Summer League wydawało się, że gracz ten nie będzie miał problemów z utrzymaniem się w składzie Magików. Został zwolniony 27 października.

z #4 Maine Red Claws wyselekcjonowali Shelvina Macka. Zawodnika, który w zeszłym sezonie był back-upem Johna Walla w Waszyngtonie możecie pamiętać także z Final Four NCAA, w którym wraz z Butler zaprezentował się dwukrotnie. Obrońca choć rozegrał aż 64 spotkania w barwach Wizards nie spisywał się jednak wystarczająco dobrze w okresie przygotowawczym i wypadł ze składu kosztem Jannero Pargo i AJ’a Price’a.

Z dalszych selekcji warto odnotować, że z #9 Texas Legends wybrali Christiana Eyengę. Kongijczyk swego czasu nieźle spisywał się w barwach „rekordowych” Cleveland Cavaliers (2010-2011) jednak późniejszy transfer do Lakers zamknął mu drogę do rozwoju. Jako 14 został wybrany z kolei Tim Ohlbrecht. Regularny reprezentant Niemiec od czasu Igrzysk w Pekinie (2008), pominięty w drafcie 2010 najbliższy sezon spędzi w Springfield Armor. Center pochodzący z Nadrenii Północnej-Westfalii mierzy 211cm.

Obrońcami tytułu NBA D-League są Austin Toros, którzy w ubiegłorocznym finale pokonali Los Angeles D-Fenders. Poniżej wybory poszczególnych zespołów w 1 rundzie draftu.

 

1 Odpowiedź

  1. FlashCB pisze:

    Nawiązując jeszcze do graczy mających epizod w NBA to jeszcze warto wspomnieć o wybranym z 13 Travisie Leslim, który może w oczy się nie rzucał, ale przynajmniej sobie z ławki LAC popatrzył przez cały zeszły sezon na dunki Griffina i Jordana :D

    Tak poza tym to mnie osobiście szkoda JaJuana, który świetnie zapowiadał się w college’u ale niestety nie przeniosło się to na zawodowe parkiety… Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wróci do NBA.

    Ha, przypomniały mi się też opinie niektórych znawców ligi, co mówili po ściągnięciu Eyengi, że częściowo załata on dziurę po LeBronie i będzie częścią nowych Cavs. A po kilku miesiącach pozbyli się go bez żalu :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *