Rewelacyjny debiut Hardena

Lepszego debiutu w barwach Rockets James Harden chyba nie mógł sobie wymarzyć. Sam zawodnik był najlepszym  w swojej ekipie, a jego zespół pokonał Detroit Pistons 105 – 96. Spotkanie w The Palace of Auburn Hills można określić dwoma słowami – „Harden Show”.

James Harden przebywał na parkiecie 44 minuty. W tym czasie zdobył 37 pkt, 12 asyst oraz zebrał 6 piłek. W całym spotkaniu oddał 25 rzutów z czego trafił 14 razy. Na dziesięć prób rzutów trzypunktowych cztery z nich doszły do celu.  Właśnie takiego Hardena potrzebowała drużyna Houston Rockets. Prawdziwego lidera, który pociągnie zespół do przodu w ofensywie. Właśnie takiej roli potrzebował James Harden, aby poczynić krok w przód w swojej karierze. Jak na razie wszystko to wygląda bardzo dobrze …

Wróćmy jednak do samego spotkania. Pierwsze punkty w meczu zdobył … James Harden z rzutu wolnego, chociaż pierwszego nie trafił to otworzył wynik meczu. Pierwsza kwarta miała bardzo wyrównany przebieg. W zespole z Detroit bardzo dobrze funkcjonowali wysocy gracze. Greg Monroe i Jason Maxiell, którzy zarówno punktowali jak i walczyli na desce. Zaskoczeniem było pojawienie się w wyjściowym składzie Rakiet Marcusa Morrisa, który mało grał w meczach przedsezonowych i to raczej Terrence Jones czy nawet Greg Smith byli faworytami do zastąpienia kontuzjowanego Patricka Pattersona. 

Bardzo wyrównana gra toczyła się praktycznie przez pierwsze 24 minuty. O ile pod koniec pierwszej kwarty zarysowałą się lekka przewaga Rakiet, to w drugiej „Tłoki” za sprawą Brandona Knighta objęły trzypunktowe prowadzenie. Do przerwy gospodarze prowadzili 58-55.

W trzecią kwartę lepiej weszli gracze Rockets, którzy po punktach Jeremy Lina oraz Jamesa Hardena zaliczyli 10 kolejnych punktów. W tym momencie właśnie gwiazda Hardena zaczynała dopiero świecić. Pistons jednak nie zamierzali się łatwo poddawać i szybko dogonili wynik wychodząc następnie na prowadzenie. Świetna gra Knight’a oraz dwie trójki z rzędu debiutanta Kima Englisha pozwoliły graczom z miasta General Motors na objęcie blisko 10 pkt przewagi.

Po trzeciej odsłonie meczu Detroit prowadziło 81 – 72 i kiedy już powoli się wydawało, że debiut Hardena nie okaże się zbyt udany … sam Harden przebudził się. Punktował po wejściach pod kosz jak i po celnych rzutach z dystansu. Świetną formę strzelecką zaprezentował także Carlos Delfino. Argentyńczyk w ostatniej kwarcie trafił cztery razy za trzy punkty. Ich zespół rozpoczął czwartą kwartę runem 25 – 6, dzięki czemu zyskał sporą przewagę, która utrzymała się już do końca spotkania. Tak więc Harden może być zadowolony, bowiem jego nowa drużyna wygrała 105 – 96, a on sam zaliczył świetny mecz będąc czołową postacią w swoim zespole.

Prócz Hardena w Rockets dobrze spisał się Carlos Delfino. Zdobył on 15 punktów, z czego wszystkie rzutami zza linii 7,24 m. (5 celnych na 6 prób). Udane zawody zaliczył także Jeremy Lin, który w swoim dorobku zapisał 12 pkt oraz 8 asyst.

Sam James Harden tak skomentował swój debiut w nowym klubie:

It’s a new role for me. I think everybody knows that. My job is just to do the best I can every day, whether it’s in a game, in a practice, whether it’s off the court, charity events, whatever the case may be. I just have to be a leader out there.”

Wśród pokonanych najlepiej wypadli Brandon Knight oraz Greg Monroe. Pierwszy zakończył spotkanie z 15 pkt i 4 asystami, a drugi 14 pkt i 8 zbiórek. Słabo wypadł Andre Drummomd, który rzucił zaledwie 2 pkt. O wiele lepiej radzili sobie dwaj pozostali debiutanci w składzie Pistons. Kim English rzucił 8 oczek, a Kyle Singler o dwa więcej, dzięki czemu dwójka ta miała bardzo udany debiut na parkietach NBA.

Houston już w piątek zagra w Atlancie, natomiast pokonani dziś Pistons pojadą do Arizony, gdzie także w piątek zmierzą się z Phoenix Suns.

HOUSTON ROCKETS – DETROIT PISTONS 105 – 96

(27-22, 28-36, 17-23, 33-15)

J. Harden 37 pkt, C. Delfino 15 pkt, J. Lin oraz O. Asik po 12 pkt – B. Knight 15 pkt, G. Monroe 14 pkt, T. Prince 12 pkt

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

1 Odpowiedź

  1. GPRbyNBA pisze:

    To że ma potencjał widać było już w poprzedniej jego ekipie ale że aż taki? Zagrał rewelacyjny mecz ale… trzeba jeszcze zobaczyć co będzie dalej. Czy się nie spali a przede wszystkim czy będzie umiał udźwignąć ciężar game winnerów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *