Prezentacja: Milwaukee Bucks

 

Koniec sagi związanej z kontuzjami Andrew Boguta to jedna z najważniejszych informacji dla całego stanu Wisconsin, przynajmniej dla tej części zakochanej w koszykówce, w ostatnich latach. Do tej pory to właśnie Australijczyk i jego chroniczne problemy z urazami nierozerwalnie kojarzyły się z ekipą Milwaukee Bucks. Teraz ma być inaczej, drużyna wreszcie nie musi czekać na to by móc zagrać w pełni składu i może skupić się tylko i wyłącznie na tym by wygrywać kolejne spotkania.

 

 

 

Kiedy w połowie zeszłego sezonu władze Kozłów doszły do wniosku, że nie ma po co dłużej marnować czasu i w nieskończoność czekać na to, by kreowany na ich lidera Bogut mógł w spokoju przepracować cały sezon, zdania były podzielone. Jedni uważali, że wymiana ich centra na zdolnego, acz nieobliczalnego Montę Ellisa to kompletna pomyłka, drudzy zaś opowiadali się po stronie włodarzy i twierdzili, że czas wreszcie skończyć z tą smutną epopeją. Dziś nie możemy jeszcze ocenić, kto w tym sporze ma rację. Odpowiedź na to pytanie przyniosą dopiero nadchodzące rozgrywki.

 

Sam jestem zwolennikiem teorii mówiącej o tym, że kierownictwo klubu miało rację wymieniając Boguta na Ellisa. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach bardzo ciężko o centra, który mógłby siać postrach w polu trzech sekund czymś innym niż tylko wielkimi gabarytami. Oczywiście zdrowy Bogut należy do tej grupy, ale po pierwsze – nie jest to już zawodnik młody, a po drugie i tak nie wiadomo było, czy kiedykolwiek uda mu się wrócić do pełnej sprawności. W zamian Bucks nie dostali przecież jakiegoś ogórka, tylko gracza gwarantującego co najmniej 17-18 punktów w każdym spotkaniu. Oczywiście ta roszada wiąże się z dodatkowymi konsekwencjami, chociażby tymi w zmianie sposobu prowadzenia gry, ale w tej lidze nie ma takich przeszkód, których nie da się pokonać. O ile Skiles będzie umiał zrobić z tego teamu, drużynę grającą zdecydowanie szybciej i opierającą swoje zagrywki głównie na improwizowanej ofensywie, to może to przynieść Kozłom sporo rezultatu. Teraz zadanie należy tutaj właśnie do coacha.

 

Historia organizacji…

 

Drużyna z Wisconsin trafiła do ligi w 1968 r. i praktycznie z miejsca ulokowała się w jej czołówce. O ile jeszcze w pierwszym sezonie nie udało im się awansować do rozgrywek posezonowych, to już w następnym zaliczyła piorunujący skok w górę. Prawdziwym wydarzeniem było zdobycie przez Bucks Mistrzostwa Ligi już w trzecim sezonie ich pobytu w NBA.

 

Głównymi postaciami tamtego składu było dwóch koszykarzy, którzy znaleźli sobie miejsce w annałach National Basketball Association, czyli Kareem AbdulJabbar (wtedy jeszcze znany pod nazwiskiem Lew Alcindor) i Oscar Robertson. Szefem tamtej grupy ludzi był wtedy legendarny Larry Costello, który łącznie w klubie spędził aż dziewięć sezonów.

 

Przywiązanie do trenerów jest dla tej organizacji czymś niemalże naturalnym. Warto nadmienić, że przez pierwsze dwadzieścia pięć lat historii Kozłów w NBA, zmiana na tym stanowisku następowała zaledwie trzykrotnie. Po Costello ekipę prowadził Don Nelson, który uczynił z Milwaukee jedną z wizytówek Eastern Conference, co warte odnotowania przez całą dekadę lat ’80 udawało mu się wprowadzać ten team do Play-Offs. Wprawdzie nie odniósł on takiego sukcesu jak Costello i nie zdobył z Bucks mistrzostwa, ale z całą pewnością zasłużył on na osobną kartę wśród legend klubu.

 

Po początkowym, złotym dla Kozłów okresie pobytu w lidze przyszedł jednak czas regresu. W latach dziewięćdziesiątych ta drużyna nie potrafiła w mocny sposób zaznaczyć swojej obecności w lidze i był to okres ogromnych rozczarowań. Pomimo tego w klubie grali naprawdę utalentowani zawodnicy jak Vin Baker, czy przede wszystkim Glenn Robinson. Nawet gracze o takiej skali talentu nie umieli jednak wpłynąć na rozwój organizacji, co powodowało ogromną frustrację kibiców zapełniających Bradley Center.

 

Poprawa nastąpiła pod koniec tamtej dekady i była ściśle związana z trzema osobami. Mowa tu o wspomnianym wcześniej ‚Big Dogu’ Robinsonie, Ray’u Allenie i trenerze George’u Karlu. To właśnie przyjście tego ostatniego przyniosło spodziewaną odmianę nie tylko w wynikach, ale przede wszystkim w stylu prezentowanym przez zespół. Praca Karla zaowocowała między innymi największym sukcesem klubu od czasów Nelsona, czyli awansem do Finałów Konferencji Wschodniej w 2001 roku. Tam, po pasjonującym pojedynku ulegli oni prowadzonej przez Allena Iversona Philadelphii 76ers.

 

Po panowaniu Karla i jego zawodników w stanie Wisconsin nastąpiło bezkrólewie, które trwa do dzisiaj. Ekipa Kozłów w tej chwili to typowy ligowy średniak, który orbituje gdzieś wokół pierwszej rundy Play-Offów, a dziesiątego-jedenastego miejsca na Wschodzie. Idąc jednak tropem sukcesów z czasów odległych trener Skiles dostał od władz sporo zaufania i można oczekiwać, że wyniki zespołu winny być teraz coraz lepsze.

 

Najważniejsi gracze…

 

Brandon Jennings – filigranowy playmaker ma wreszcie to, czego chciał od początku swojej gry dla Bucks – ta drużyna należy do niego. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce to już od dwóch sezonów jest on filarem Milwaukee. Teraz wreszcie jednak może grać z tą myślą, że w razie powrotu do zespołu Boguta nie będzie on tylko jego pomagierem. Jennings to zawodnik, którego talent predestynuje do gry na poziomie All-Star. Warunkiem do spełnienia tej powinności to połączenie naturalnych zdolności z chłodną głową i nabraniem odpowiedniego doświadczenia. To wszystko z całą pewnością jest w zasięgu, młodego rozgrywającego. Już w zeszłym sezonie było widać, że Brandon dorośleje i coraz lepiej zaczyna wychodzić mu kierowanie poczynaniami Milwaukee. Czas więc na kolejny krok do przodu i udowodnienie, że może on być franchise playerem na lata.

 

Monta Ellis – mam spore wątpliwości, czy jeden z najbardziej chimerycznych zawodników w NBA dokończy sezon jako ‚Kozioł’, ale skala jego talentu po prostu zmusza mnie do tego by umieścić go wśród trzech najważniejszych graczy Milwaukee w tym sezonie. Monta umie zdobywać punkty – to pewne, a tego przecież potrzebuje ta drużyna. Drużyna, która w ostatnich latach była jedną z najbrzydziej grających i najmniej skutecznych w całej lidze. Można więc dojść do wniosku, że taki gracz jak Ellis jest jej niezbędny. Niestety, jest on przyzwyczajony do gry w takim systemie, który jest kompletnym przeciwieństwem Bucks. W Golden State mógł on robić tak naprawdę wszystko w ataku, jednocześnie kompletnie nie przykładając się do obrony, gdzie jego obecność pełniła funkcję raczej dekoracyjną. Tutaj musi być inaczej, przecież Milwaukee bazuje na dobrze zorganizowanej, szczelnej defensywie. Jeśli Skiles będzie umiał go nauczyć przydatności do gry w takiej właśnie koszykówce, to może się okazać, że ten ruch kierownictwa klubu był bardzo dobry.

 

Ersan Ilyasova – ubiegłoroczny sezon był dla tego gracza najbardziej udany w jego dotychczasowej karierze. Wiele klubów chciało mieć go w swoim składzie, dlatego też w lecie mieliśmy bardzo dużo plotek dotyczących przynależności klubowej Turka. Ostatecznie pozostał on częścią teamu Skilesa i w tym roku będzie miał on za zadanie co najmniej utrzymanie takiego poziomu gry, do jakiego przyzwyczaił nas w ubiegłorocznej kampanii. Tak do końca nie wiadomo, jaką rolę przygotowuje dla niego trener Bucks. Bardzo możliwe, że będzie pełnił on rolę kluczowego rezerwowego, może też grać w pierwszej piątce. W każdej z tych opcji będzie on zapewne jednym z najbardziej produktywnych ‚czwórek’ w lidze. Moim zdaniem bardzo dużo powinna mu dać gra przy Samuelu Dalembercie, ten duet może wreszcie dawać Kozłom sporą ilość zbiórek w ofensywie.

 

Mocne strony…

Przede wszystkim głębia składu. Włodarzom Bucks udało się zbudować całkiem ciekawy roster, w którym być może nie ma gwiazd pierwszego rzędu, za to na każdej pozycji jest przyzwoity zmiennik.

 

Całkiem dobrze wygląda też obsada pozycji środkowego, gdzie Skiles ma do dyspozycji przyzwoitych Dalemberta i Przybillę, a także w razie potrzeby Udoha, Goodena i Sandersa. Wydawało się, że ‚zacerowanie’ dziury po Bogucie będzie dużo trudniejsze. W ogóle, jeśli chodzi o centymetry, skład Kozłów jest zbudowany niemal perfekcyjnie. To, co do tej pory było piętą achillesową tej drużyny, czyli brak zbiórek, nagle może zostać bardzo szybko puszczone w niepamięć.

 

Jako duży plus można też zaliczyć startujący, obwodowy duet ekipy z Milwaukee, czyli Montę Ellisa i Brandona Jenningsa. Obaj, każdego wieczoru będą gwarantować określoną liczbę punktów (prawdopodobnie około 38-40) i asyst. Dodatkowo dzięki swojej mobilności i ruchliwości będą mogli zabiegać prawie każdą defensywę tej ligi. To, w starciu z bezpośrednimi rywalami w dywizji, czyli Pistons i Cavs może przeważyć szalę na ich korzyść.

 

Co bardzo ważne, po letnich zmianach, całkiem przyzwoicie prezentuje się backup Kozłów. Mówiłem już o głębi składu, teraz należy rozszerzyć tę myśl. Zakładając, że pierwszą piątkę będą tworzyć Jennings, Ellis, Mike Dunleavy, Ilyasova i Dalembert, to w odwodzie cały czas pozostają Drew Gooden, Przybilla, Udoh, Mbah a Moute, czy choćby Udrih. Może nie są to postacie z pierwszych stron gazet, ale jak na realia ligi, to całkiem ciekawy zestaw graczy.

 

Na końcu wymienić trzeba też zdolnego trenera. Skiles już niejednokrotnie pokazywał, że wie, o co chodzi w tym sporcie. Jak do tej pory było widać – ma też dobrą rękę do młodzieży, co może sprawić, że rozwój Jenningsa będzie przebiegał dalej w tak samo harmonijny sposób. Głównym zadaniem, które będzie go czekać to nauczenie Ellisa funkcjonowania w systemie defensywnym Bucks i ukrócenie egoistycznych zapędów obydwu swoich liderów.

 

Słabe strony/zagrożenia…

 

Największe zagrożenie dla zespołu to niemożność zerwania ze starymi przyzwyczajeniami. Przynajmniej ja tak to widzę – wcześniej zawsze można było ‚grać na alibi’ i słabą dyspozycję tłumaczyć tym, że w zespole ciągle brakuje najważniejszego ogniwa. Teraz, kiedy w klubie nie ma już Andrew Boguta, należy odciąć się od tego faktu. Rodzi się pytanie, czy gracze Kozłów przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy, będą umieli w pełni oczyścić się z tych naleciałości. Poza tym wszystkim należy dodać, że cała gra koncentrowana była wokół ZDROWEGO Australijczyka. Czas więc na wykreowanie nowego stylu gry Bucks i całkiem innej taktyki.

 

Poza tym tak do końca nie wiadomo, czy szykowany na lidera Jennings będzie umiał podołać tej roli. O ile o jego umiejętności sportowe można być spokojnie przekonanym, to tak naprawdę problemem jest jego niedojrzałość. Bardzo często bowiem było tak, że przez jego błędne decyzje drużyna więcej traciła niż zyskiwała, dzięki jego zdobyczom punktowym. Skilesa czeka więc dużo pracy nad rozwojem mentalnym tego gracza i doprowadzeniem go do pełnej dojrzałości. Jak nie teraz to kiedy?

 

Brak klasycznych strzelców. Jennings i Ellis to typowi combo-guardzi, którzy dzięki swojej szybkości, przebojowości i błyskotliwości potrafią stwarzać sobie okazje do zdobywania punktów. Ciężko jednak mówić o którymkolwiek z nich w kategorii typowego shootera, który będzie korzystał z zasłon by wychodzić na czyste pozycje. Być może takim zawodnikiem będzie debiutant Doron Lamb, ale jemu należy dać trochę czasu na zaadaptowanie się do warunków narzucanych żółtodziobom przez ligę. W obecnej sytuacji wygląda więc na to, że jedynym klasycznym punktującym z dystansu będzie Mike Dunleavy, który nigdy nie przeskoczył i już na pewno nie przeskoczy pewnego poziomu.

 

Gorący stołek Skilesa? To, co dodałem do silnych stron, jednocześnie może być zagrożeniem. Trener Bucks to naprawdę niezły fachowiec, ale jak do tej pory jego największym przeciwnikiem są wyniki osiągane przez graczy z Milwaukee. Jeśli okaże się, że Kozły zaliczą falstart na początku rozgrywek, to Skiles może być jednym z pierwszych ofiar bezwzględnej NBA. Osobiście jestem raczej oponentem takiej decyzji, ale to nie ja zasiadam na stołku właściciela klubu.

 

Oczekiwania…

 

Po dwuletniej absencji teamu z Wisconsin wśród najlepszej szesnastki ligi czas na zmianę tego niepokojącego trendu, takie przynajmniej opinie można było zasłyszeć w mediach, związanych ze stanem.

 

Specjalistyczne serwisy, blogi, czy gazety mówią, że awans do Play-Offów można odbierać bardziej w kategoriach pobożnych życzeń, aniżeli realnej szansy. Oczywiście, jest w tym trochę prawdy, ale z całą pewnością przy odrobinie szczęścia ekipę Kozłów stać na to by znów zagościć w rozgrywkach posezonowych.

 

Bardzo dużo zależeć będzie od tego, czy Ellis będzie umiał znaleźć wspólny język z Jenningsem i czy Scott Skiles zechce przestawić grę swojego zespołu na ofensywę. Trudno bowiem oczekiwać, by Ellis nagle stał się choćby przyzwoitym obrońcą.

 

Okiem autora…

 

Bardzo lubię tę drużynę. Mam tak jeszcze od czasów, gdy Kozłami dowodziła dwójka Robinson-Allen i przez wzgląd na stare czasy po dziś dzień staram się śledzić poczynania Kozłów.

 

Moim zdaniem Bucks potrzebują głębokiej przebudowy. Kilka porządnych wyborów draftowych i bacznego śledzenia rynku transferowego może pomóc tej organizacji w najbliższych latach. Póki co jest to typowy średniak, który znów znajdzie się w okolicy ósmego-dziewiątego miejsca na Wschodzie i to przy sprzyjających wiatrach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *