Iggy powrócił, Nuggets przegrali

Powrót Andre Iguodala’i do Filadelfii spotkał się z mieszanymi reakcjami kibiców. Na prezentacji i w czasie meczu było słychać gwizdy i buczenie, ale w czasie przerwy w pierwszej kwarcie na telebimie pojawiły się słowa podziękowania za grę Iggy’ego, a kibice uhonorowali go owacją.

Samo spotkanie, trzeba przyznać otwarcie, było bardzo przeciętne. Obie drużyny miały wielkie problemy ze stratami (15 po stronie Sixers, 20 – Nuggets). Każdej ze stron zdarzały się długie przestoje w zdobywaniu punktów, a także sporo pudeł z czystych pozycji.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Denver Nuggets 0-1 22 16 14 23 75
Philadelphia 76ers 1-0 25 21 19 19 84

W skrócie

Mecz lepiej zaczęli miejscowi. Co ciekawe pierwsze 12 punktów zdobyli po akcjach trzypunktowych – raz z dystansu trafił Richardson, a trzykrotnie Holiday i Turner wymuszali faul i zaliczali akcje 2+1. Dwa szybkie faule Ty Lawsona na Jrue Holiday’u sprawiły, że jeden z liderów Denver szybko wylądował na ławce. Świetnie w pierwszych minutach zastąpił go znany kibicom w Wells Fargo Center Andre Miller. Doświadczony rozgrywający wykorzystywał przewagę doświadczenia i siły by wbijać się w pole trzech sekund, a także rozważnym rozgrywaniem uspokoił grę przyjezdnych.

Sixers prowadzili po pierwszej kwarcie, ale w drugiej przez blisko 7 minut nie byli w stanie zdobyć punktów z gry. Jednak Nuggets w tym czasie nie potrafili osiągnąć wyraźnej przewagi. Zamiast tego, gospodarze w końcówce przycisnęli i do szatni schodzili prowadzą 46-38.

W drugiej połowie obraz gry znacząco się nie zmienił. Początkowo 76ers osiągnęli nawet 13-punktową przewagę, ale za każdym razem goście zbierali się na krótki zryw, który pozwalał im zmniejszyć dystans. W okolicach połowy czwartej kwarty po punktach Lawsona i Fourniera wynik wskazywał tylko na 71-66. Trener Collins zarządził jednak czas i uspokoił swój zespół. Kolejno na linii stawali Holiday i Hawes, a po czterech kolejnych rzutach z wyskoku ostatecznie Sixers udało się odnieść pierwsze zwycięstwo w tym sezonie.

Gra wczorajszych rywali koncentrowała się w innych rejonach. Sixers dzięki niedawnym nabytkom (Wright, Richardson, N. Young) są bardzo groźni na dystansie. Nuggets tymczasem większość swoich punktów zdobywali pod koszem. Trzeba od razu dodać, że spore znaczenie dla przebiegu spotkania miała nieobecność w składzie Danilo Gallinariego, którego poza grą zatrzymała kontuzja kostki.

Co zaskakujące dla niektórych, Doug Collins pomimo braku Andrew Bynuma nie wystawił w pierwszym składzie Spencera Hawesa. Po tym jak widziałem kilka przedsezonowych spotkań Sixers spodziewałem się takiego ruchu doświadczonego trenera. Przede wszystkim – trójka podkoszowych Nuggets (Koufos, McGee, Faried) jest bardzo mobilna, ale nie stwarza większego zagrożenia w ofensywie. Stąd też postawienie na nastawionego defensywnie Allena i szybkiego Younga by z jednej strony zadbać o zbiórki i obronę po wejściach rywali, z drugiej zaś próba gry z kontry i wykorzystania sprytu Thaddeusa pod swoim koszem. Co dodatkowo ważne, takie zestawienie podstawowej piątki pozwalało na bezproblemowe przekazywanie w obronie praktycznie każdego gracza.

Wspomniany Hawes w ostatnich spotkaniach bardzo dobrze prezentował się jako jeden z jokerów z ławki. Wczoraj był najlepszym graczem na boisku. Trafił 6/11 z gry (2/3 z dystansu), uzbierał 16 punktów, 12 zbiórek, 5 bloków, 2 asysty i 2 przechwyty. Biorąc pod uwagę to, że potrafi rozciągać obronę rywali widać, że pomysł grania dwiema wieżami może w Philly wypalić.

Przyzwoicie w swoim debiucie zaprezentował się Dorell Wright (14 punktów, 7 zbiórek), który pomagał zespołowi trafieniami z dystansu, a także wymuszał faule w momentach przestoju. Krótko na boisku mogliśmy oglądać rewelację preseason Maalika Waynsa. Collins dał mu tylko 3 minuty na boisku, ale widać że ma zamiar korzystać z jego usług w tym sezonie.

Ciekawostka – ten sezon jest jubileuszowym, 50-tym Philadelphia 76ers. Obchody rozpoczęto zapraszając na mecz byłych wielkich (dosłownie i w przenośnie) – Dikembe Mutombo i Mosesa Malone.

Kluczowe statystyki:

  • Rzuty wolne. Miejscowi stawali na linii 21 razy i trafili 17 prób (81%) przy 5/11 Nuggets.
  • Punkty w pomalowanym. 48 – 26 na korzyść Denver. Przyjezdni zbyt łatwo wchodzili pod kosz, a także dzięki ofensywnym zbiórkom mogli ponawiać akcje. Zbyt dużo w ataku Sixers zależało wczoraj od rzutów z półdystansu i dystansu.

Plus / Minus:

  • Plus: Evan Fournier – 20 latek z Francji zadebiutował w NBA i pokazał, że nawet tak młody gracz z Europy może coś wnieść do zespołu. Wieczór zakończył z 5 punktami (2/4 z gry), 1 asystą, 1 stratą i 1 faulem.
  • Minus: obrona Sixers – mimo zaledwie 75 punktów zdobytych przez Nuggets nie jestem zadowolony z postawy defensywy miejscowych. Zbyt łatwo pozwalali na wejścia pod kosz, a także kiepsko zastawiali do zbiórek. Widać jak bardzo potrzebny jest zdrowy Bynum.

Filmowe podsumowanie spotkania

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=9VxTpyrYBWY&w=585]

Boxscore

Nuggets: Faried 6, Koufos 6, Lawson 16, Iguodala 11, Hamilton 4, a także Brewer 8, McGee 4, Miller 10, Fournier 5, Chandler 5

Sixers: Allen 3, T. Young 13, Holiday 14, Richardson 10, Turner 5, a także Hawes 16, Wright 14, Wayns 0, Wilkins 0, N. Young 9

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

4 komentarze

  1. Kubarobson pisze:

    Padaka… Ogladnalem 3 kwarty i poszedlem spac bo nie bylo sensu tego ogladac dalej. Jak dla mnie zero ruchu w ataku, jakby byli po czyms zmeczeni i im sie nie chcialo grac, a o egzekucju 3 juz nie wspomne. Mam nadzieje ze z Detroit zobaczymy zupelnie innych Nuggets

    • marek pisze:

      Ja to samo, tyle że do konca 2giej dałem rade. Zupełnie inaczej wyobrazałem sobie pierwszy mecz Nuggets.

  2. goandrewgo@wp.pl pisze:

    A ja obejrzałem całość… Najlepszy atak poprzedniego sezonu rzuca 75 punktów… Łada fak? McGee lipa, Faried lipa, Lawson dobry koniec, Iggy dobry początek…

  3. Kubarobson pisze:

    * Z Orlando a nie Detroit. Z Detroit to oni graja za troche czasu. Najblizszy mecz z Orlando i to juz wtedy trzeba forme odbudowac, zeby wlasnie jak przyjdzie im grac z Detroit, 1 mecz we wlasnej hali, to ladnie to wygrac a nie kaleczyc i dac sie upokorzyc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *