Pewna wygrana Mistrzów na starcie sezonu.

Miami Heat rozpoczęli swoją obronę tytuły mistrzowskiego od odebrania należnych im pierścieni. Rzec można, Król w końcu dostał swój pierścień. Król dostał też bardzo mocne wsparcie minionego lata, w osobach Ray’a Allena i Rasharda Lewisa i obaj weterani udanie zaprezentowali się publiczności w American Airlines Arena. Niestety meczu nie dokończył na parkiecie LeBron James, którego w końcówce spotkania łapały skurcze.

Mecz – jakże inny od ubiegłorocznej inauguracji, w której Heat łatwo ograli byłych mistrzów Mavericks – mógł się podobać. Od początku jedna i druga drużyna wydawały się być mocno zaangażowane w rozwój wydarzeń na boisku. Ponadto w szeregach Żaru widać było sporo emocji, związanych najpierw z odebraniem pierścieni, a następnie z grą przeciwko swoim wielkim rywalom, z Bostonu.

Heat rozpoczęli z Chrisem Boshem na centrze, a miejsca na skrzydłach zajęli James i Shane Battier wymieniający się grą (czy to bliżej kosza czy to na szerokim skrzydle – na łuku). To właśnie Battier otworzył trójką punktowe zdobycze obu ekip. Wśród Celtów ostre strzelanie rozpoczął Paul Pierce, autor 8 punktów i dwóch trzypunktowych trafień między 2 i 3 minutą kwarty! Ex skrzydłowy Grizzlies i Rockets po chwili odpowiedział swoją drugą trójką a gra znów się wyrównała. W ofensywne poczynania gości mocniej zaangażował się Courtney Lee, którego 5 oczek w serii pozwoliło Celtom trzymać bliski dystans do rywala. Po koniec pierwszej odsłony ujrzeliśmy na placu boju Ray’a Allena, a sekundy później zaznaczył on swoją obecność w szeregach Heat, pierwszą celną trójką. Dzięki akcjom LeBrona Jamesa i Dwayne’a Wade’a miejscowi prowadzili po 1 odsłonie 31-25.

Drugą kwartę celnymi trafieniami otworzyli kolejni długo wyczekiwani przez fanów obu ekip gracze. Najpierw zapunktował Jeff Green, następnie swoją obecność na parkiecie zaznaczył Rashard Lewis. Zaznaczył ją też Jason Terry, ale w bardzo fatalny sposób, popełniając aż 3 straty. JET dwukrotnie źle podawał..Kolejne punkty Wade’a oraz trójka Norrisa Cole’a dały Żarowi 9 oczek zaliczki (40-31). Na szczęście dla przyjezdnych przebudził się Terry i to jego kolejne akcje trzymały Celtów na bliższym dystansie do rywala. Po akcji Rajona Rondo przewaga miejscowych stopniała do jednego punktu i o czas poprosił trener Spoelstra. Dwójkowe zagranie Jamesa z Boshem, druga trójka Ray Ray’a oraz slam dunk Bosha dały miejscowym ponownie prowadzenie (+5 przewagi). Dłużny rywalom nie pozostawał Rondo, który rozkręcał się w najlepsze trafiając po penetracjach (-1 straty). Kolejne ofensywne akcje Heat przechodziły już tylko przez ręce dwóch głównych liderów, Jamesa i Wade’a a przewaga znów urosła. Kwartę popisowo, wsadem, zakończył LBJ (62-54).

Odsłona numer trzy okazała się kluczową dla wyniku całej konfrontacji. LBJ i Flash otworzyli tą część gry, wyprowadzają gospodarzy na +11 oczek. Faul Wade’a przy trzy punktowej próbie Pierce’a nieco zakłócił zryw gospodarzy. Po kolejnym trafieniu i wejściu na kosz the Truth, Żar kontynuował swoją skuteczną serię. James trafił trójkę, Wade dodał punkty z półdystansu, a po chwili z wyskoku trafił znów LBJ. Brandon Bass i Rajon Rondo próbowali ratować sytuację, nie pozwalając rywalom na większy odskok. Solidna defensywa miejscowych dawała się coraz mocniej we znaki gościom. Trafienia Bosha (dwa, w tym jedno zakończone dunkiem), Lewisa powiększały przewagę. Straty Celtów m.in. błąd 24 sekund w końcówce III odsłony doprowadziły do przerwy na żądanie Doca Riversa. Po niej i w ostatniej minucie trafiali już tylko gospodarze i prowadzenie wynosiło 93-76 (znów za sprawą Raya Allena i Rasharda Lewisa).

Start finałowej kwarty okazał się popisem Leo Barbosy. Sprowadzony z Indiany shooter, pokazał klasę trafiając serię 9 punktów do kosza rywala. Jego popis zahamował Lewis, trafiając zza łuku i podcinając skrzydła Celtom. Drugą próbę pogoni za rywalem, w decydującej kwarcie, znów rozpoczął Brazylijczyk. Po jego trójce punktowo dołożyli się Lee i Garnett, którzy zanotowali run 11-2. Na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu goście zbliżyli się na 4 punkty. Wówczas całą nadzieję na wygraną zabił Zielonym Bosh. Najpierw trafienie spod kosza po dograniu Chalmersa, następnie seria celnych osobistych i w końcu wsad piłki do kosza, załatwiły pierwszą wygraną Miami Heat w nowych rozgrywkach (120-107).

Straty były największym problem Celtics, w tym spotkaniu, mimo bardzo zbliżonego poziomu skuteczności. Podopieczni Doca Riversa ujrzeli 5 strat z rąk Kevina Garnetta, 4 z rąk Rajona Rondo i 3 wspomnianego wyżej Jasona Terry. Efekt 16-8 w tym elemencie na niekorzyść Celtów i pierwsza porażka w nowym sezonie. Nawet mimo imponującej skuteczności, Rondo (9-14), Lee (5-6), a zwłaszcza Barbosy (6-8) goście nie wydarli wygranej z jaskini Mistrzów.

W ekipie Heat błyszczeli LeBron James (26pkt i10zb), Dwayne Wade (29pkt), Mario Chalmers (8 pkt ale aż 11 as) i Ray Allen (19pkt). Dla tego ostatniego wygrana miała szczególnie znaczący wymiar.

Jak zauważycie poniżej defensywa Celtics nie dawała rady mocno zbilansowanej ofensywie Heat, a zespół Doca Riversa aż trzykrotnie dawał sobie wrzucić 30 oczek w kwarcie.

Wynik: 120-107 dla Heat (31:25,31:29,31:22,27:31)

Czołowi strzelcy: Wade 29, James 26, Allen 19, Bosh19, Lewis 10 – Pierce 23, Rondo 20, Barbosa 16, Bass 15, Lee 11.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

8 komentarzy

  1. goandrewgo@wp.pl pisze:

    Heat są jeszcze lepsi niż w poprzednim sezonie więc jeśli Celtics chcą ich pokonać to wszystko musi w ich zespole grać, a tej nocy nie popisał się Jeff Green i Kevin Garnett. Przydałby się chyba też czasem Darko MIlicić

  2. Szerszeń pisze:

    czemu nie gral Fab Melo w C’s ?Brad
    Nie wiem czy Boston dobrze zrobil zatrzymujac Greena.

  3. saturn pisze:

    Nie ma co ukrywać teraz nie mają wielkiej trójki, tylko wielką czwórkę. Allen dyspozycję rzutową zapewne utrzyma, a to oznacza niesamowite rozciągnięcie obrony przeciwników. Również nielubiany Lewis przy swoim wzroście może być zmiennikiem zarówno dla PF jak i SF. a to oznacza swobodę dla trenera. Lewis też lubi rzuty z dystansu.

    Miami są rzeczywiście mocniejsi niż rok temu. Jedyne co chyba jest słabsze to tablice, ale przy takiej ilości strzelców dystansowych: Allen, James, Lewis, Wade, Miller… może to nie mieć znaczenia. Miami grają bardzo szybką koszykówkę, z kontry, z penetracji i z dystansu. To bardzo trudne do obrony.

    A Terry i Barbosa chyba idealnie wkomponują się w zespół. Obaj mają rogate charakterki bardzo pasujące do Rondo i Garnetta. Obaj razem może będą stanowić siłę podobną do Allena. No i może dołożą więcej asyst, żeby Rondo nie był sam. Uważam, że Celtics dość obronną ręką wyszli z sytuacji utraty Allena.

  4. v.Carter pisze:

    nie ma co sie goraczkowac to dopiero pierwszy mecz nowego sezonu.Mysle ze ZIELONI z kazdym meczem beda sobie radzic lepiej a i MIAMI moze podczas sezonu sie wypali. mam nadzieje ze w play-off zieloni beda gora ;)

  5. sopranos11 pisze:

    s
    Miami wygląda niesamowicie mocno. Bosh gra świetnie. Allen będzie niszczył trójkami. Ale może ja Celtowie się zgrają to jednak w Playoff zawalczą z Heat. Będzie się działo.

  6. cynik pisze:

    To będzie bardzo nudny sezon.
    Pytanie, kto będzie grał w finale przeciwko Miami i dlaczego przegrają 4-0

  7. Szuwarek pisze:

    Pierwsze co Celtics muszą zrobić to popracować nad obroną, bo po prostu wyglądało to słabo. Nie pamiętam kiedy ktoś im rzucił 120 punktów w ostatnich kilku sezonach. Doc Rivers będzie na pewno nad tym pracował.

    • woy9 pisze:

      Moje zdziwienie , czemu nie zostawili Pietrusa? stopera w tej ekipie jak na razie nie widać..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *