Nieudana inauguracja Lakers

Po niezwykle ekscytującym lecie fani Los Angeles Lakers mieli rozbudzone nadzieje do granic możliwości. Nie ostudził tego nawet zupełnie nieudany preseason. W inauguracyjnym spotkaniu jednak został wylany na nich kubeł zimnej wody. W Staples Center zwycięstwo odniosła drużyna z Dallas. Przypomnę, że „Mavs” przystępowali do tego meczu bez kontuzjowanych Chrisa Kamana i Dirka Nowitzkiego, a mimo to odnieśli zwycięstwo bez większych problemów.

Początek w wykonaniu Lakers był obiecujący. Pierwsze punkty dla zespołu zdobywali nowi gracze, z którymi wiąże się tutaj spore nadzieje. Najpierw za trzy trafił Steve Nash, a w kolejnej akcji dobrze pod koszem zachował się Dwight Howard. Wszystko szło zgodnie z planem. „Jeziorowcy” grali dobrą koszykówkę w pierwszej kwarcie. Pod koniec tej odsłony ładną, dwójkową akcję rozegrali Antawn Jamison i Jordan Hill, którą ten drugi skończył wsadem. Później punkty dorzucił jeszcze Shawn Marion, ale to LAL prowadzili po pierwszych dwunastu minutach nowego sezonu 25:29. Wydawało się, że z każdą kolejną minutą będą powiększać swoją przewagę.

Na początku drugiej kwarty Lakers szybko wyszli na +8, ale Dallas Mavericks wcale nie zamierzali złożyć broni. Bardzo udanie w tej części meczu zaprezentował się Jae Crowder. Rzucił trójkę, a chwile później dołożył z półdystansu (w całym meczu zdobył 8 pkt). Poza tym pierwszoroczniak ładnie operował piłką przy rozprowadzaniu ataków. To był pierwszy sygnał przebudzenia „Mavs”. Drugi nastąpił kilkadziesiąt sekund później. Rodrigue Beaubois trafił z obwodu i chwile później wygarnął z kozła piłkę Nashowi, co zakończyło się łatwymi punktami. To był przełomowy moment. Gra jeszcze dość długo była wyrównana, ale Lakers z każdą kolejną chwilą jakby tracili swój impet, a Mavericks wręcz przeciwnie. Kwarta zakończyła się jeszcze punktami sprytnego Darrena Collisona i do przerwy było 48:46.

Z każdą kolejną minutą rosła jednak przewaga „Mavs”. Gra ofensywna Lakers stała się strasznie statyczna. Zupełnie jakby gdzieś się rozpłynął Steve Nash (7 pkt i 4 as). Dallas starało się jak najlepiej wykorzystać niemoc swoich rywali. Podopieczni Ricka Carlisle’a bardzo mądrze rozprowadzali piłkę w swoich atakach. A „Jeziorowcy” spali nie tylko w ataku, ale również w obronie. Gubili się przy przekazaniach. Na dodatek dość trudne rzuty trafiali O.J. Mayo (12 pkt) i Vince Carter (11 pkt), a Darren Collison (17 pkt) i Rodrigue Beaubois (11 pkt i 5 as) potrafili ładnie rozbijać szyki obronne przeciwników. Przewaga Dallas cały czas rosła. W pewnym momencie osiągnęła nawet 16 „oczek”.  Końcowy wynik nie oddaje przebiegu meczu, gdyż w ostatnich sekundach swoje punkty dorzucili jeszcze Metta World Peace, Kobe Bryant i za trzy Pau Gasol. Ostateczny wynik tego spotkania to 99:91 (25:29, 23:17, 26:20, 25:25).

Ciekawą walkę obserwowaliśmy pod koszem. Z jednej strony dwie wieże, Dwight Howard i Pau Gasol, wspomagane Jordanem Hillem, a z drugiej strony grupa zawodników, która na papierze jest bezsprzecznie słabsza. Nie można powiedzieć, że podkoszowi LAL grali źle. Żaden z nich nie był perfekcyjny, ale poradzili sobie całkiem nieźle. Howard uzyskał 19 punktów i 10 zbiórek, ale gdy przebywał na parkiecie drużyna była na -13. Poza tym za dużo faulował i spadł w końcówce za sześć przewinień. Gasol bardzo dobrze sobie poradził – 23 punkty, 13 zbiórek i 6 asyst. Walczył dzielnie i tylko momentami przypominał o swojej miękkiej grze. Z kolei Hill wniósł trochę energii z ławki i zanotował 9 punktów oraz 5 zbiórek. Natomiast w „Mavs” na wielkie słowa uznania zasługuje współpraca podkoszowych oraz ogólna waleczność. Elton Brand statystycznie nie wypadł za dobrze (3/8 z gry, 8 pkt i 10 zb), ale wszędzie było go pełno. Brandan Wright okazał się typem cichego zabójcy. Dostawał piłkę i po prostu trafiał. Zanotował 14 punktów, na skuteczności 5/5 z gry, oraz 5 zbiórek. Z ławki mocnym wsparciem, i to dosłownie, okazał się Eddy Curry. Zawodnik, który od dawna jest obiektem drwin był jak taran. Świetnie wykorzystywał swoją masę i zdobył 7 punktów. Lakers naprawdę mieli z nim problem. Wszystko wspomagał jeszcze, jakby gdzieś z boku, Shawn Marion. Widać było, że „Matrix” dużo myśli na boisku. Jak może to szuka podania, ale jak nadarzy się okazja to wykorzystuje błąd rywala, aby samemu zdobyć punkty. Przeciwko Lakers uzyskał 11 punktów i 9 zbiórek.

Przejdźmy do niezwykle ciekawego elementu tego meczu – rzutów wolnych. „Mavs” od czasu do czasu stawali na linii i całkiem nieźle sobie radzili. Mieli 14/18 czyli, jakieś 78%. Z kolei Lakers… Nawet nie wiem jak to zacząć. To była T-R-A-G-E-D-I-A! „Jeziorowcy” zanotowali w tym meczu skuteczność na poziomie 12/31! To daje niecałe 39%. Śmiech na sali… Prym w tym nietrafianiu wiedli oczywiście wysocy. Howard miał koszmarne 3/14, a Hill 1/6. To właśnie w dużej mierze przez osobiste Lakers przegrali ten mecz. Nawet nie chodzi o stracone łatwe punkty, ale rozbicie psychiczne, które towarzyszyło im przy każdym stawaniu na linii.

Odmienieni Dallas Mavericks prezentują się naprawdę dobrze. Nowi gracze aż palą się do gry. „Mavs” w tym sezonie jeszcze nie jednemu faworytowi popsują plany. Los Angeles Lakers muszą nad sobą dużo i ciężko pracować. Podejrzewam, że dopiero po jakimś miesiącu będziemy mogli spodziewać się wyraźnych efektów. Wiele oczywiście leży w kwestii Mike’a Browna. To bardzo ważny test dla tego szkoleniowca. Ta drużyna ma potencjał. Wszyscy zawodnicy „Jeziorowców” jako pewien wzór powinni wziąć sobie Kobe’go Bryanta. „Black Mamba” ostatnio miał problemy z kontuzjami i niemal do ostatniej chwili nie było pewne czy zagra. Postanowił jednak zagrać i zrobił to bardzo dobrze. Rzucił 22 punkty na skuteczności 11/14 z gry.

 

PS. Jeśli brać pod uwagę preseason to Lakers mają serię 11 porażek z rzędu. Kiedy to się skończy? Może już najbliższej nocy, gdy zagrają z Portland Trail Blazers?

8 komentarzy

  1. Triple eX pisze:

    Dziwi mnie jednak, brak komentarza co do zagrania Howarda… Obrzydliwy flagrant na Brandzie nie mający nic wspólnego z walka o piłkę. No dzień dobry powinny być ze dwa mecze zawieszenia, żeby nie myślał, że tak można. Obawiam się jednak, że pomimo wszystko uniknie kary bo… gra dla Jeziorowców…

    I jeszcze jedna ciekawa rzecz, którą widzę na początku sezonu… Nash gorzej sobie radzi bez Gortata niż Marcin bez Niego… :D

  2. sopranos pisze:

    Howard to duże dziecko. Za tępy jest,, żeby go wychowywać. Nash nie istnial na boisku, Beat L.A. :)

  3. Póki co Marcin nie zagrał żadnego meczy bez Nasha więc jak możesz stwierdzić że sobie radzie lepiej ? :D

    Dallas pokazało ładną zespołową koszykówkę – zobaczymy jak im dalej pójdzie ;)

  4. sansiak pisze:

    dziś 12 porażka z rzędu BEAT LA

  5. Kreciczeq :) pisze:

    Przemku a w preseason ? :)

  6. cynik pisze:

    Kiedy skończy się seria porażek?
    Kiedy zmienią trenera.
    Brown to nie jest trener dla Lakers.
    Nie radzi sobie z presją. Jak dla mnie jest pierwszy do zwolnienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *