Analiza wymiany pomiędzy Rockets – Thunder

Kiedy wszyscy kibice już powoli szykowali się na rozpoczącie nowego sezonu najlepszej koszykarskiej ligi świata, nikt nie spodziewał się już żadnych ruchów transferowych przed startem rozgrywek. Tymczasem w sobotnią noc media amerykańskie poinformowały o wymianie pomiędzy Houston Rockets i Oklahoma City Thunder, o której my także napisaliśmy już samego rana w niedzielę. Niewątpliwie jest to spore zaskoczenie, a wręcz szok dla wszystkich ludzi interesujących się NBA. Postarajmy się zatem dokładniej przeanalizować sytuację w jakiej znalazły się oba kluby w obliczu niewątpliwej niespodzianki transferowej jaką nam zafundowały.

Jak wcześniej napisał już Wojtek Żuławiński Oklahoma City Thunder oddali Jamesa Hardena, Daequan Cook, Lazar Hayward oraz Cole Aldrich.  W drugą stronę z Teksasu powędrowali natomiast Jeremy Lamb, Kevin Martin oraz wybory w przyszłorocznym drafcie pozyskana przez Rakiety z Toronto w wymianie za Kyle Lowry’ego.

Przeanalizujmy szczegółowo co tym posunięciem zyskują oba zespoły, a także rozłóżmy na czynniki pierwsze indywidualne korzyści / straty dla uczestników tej wymiany.

OKLAHOMA CITY THUNDER

Pierwsze co się rzuca od razu w oczy patrząc na tą wymianę to rozbicie „Wielkiej Trójki”, która zaprowadziła Thunder do finałów NBA. Wszyscy trzej: Durant, Westbrook i Harden byli w zespole od początku jego budowy, kiedy to przenieśli się z Seattle do Oklahoma City. Pamiętają lata posuchy i to oni są spadkobiercami wszystkich sukcesów tej drużyny. Wraz z ich progresem zespół piął się w górę tabeli i coraz dalej dochodził w play-off. Teraz jednak to wszystko już jest przeszłością bo Hardena nie ma już w kadrze ekipy ze stanu Oklahoma City.

Wraz z pozyskaniem Kevina Martina Thunder otrzymują gracza, który wniesie wiele doświadczenia do ich gry. Świetny strzelec z dystansu, którego potencjał do rzutów trzypunktowych można porównać do Ray’a Allena czy też Reggie Millera. Jak ważne jest doświadczenie w walce o mistrzostwo przekonali się w poprzednim sezonie, kiedy dość łatwo przegrali z Miami Heat. Thunder to nadal grupa młodych graczy, a właśnie otoczenie weteranów takich jak Martin czy Perkins czyni ten zespół bogatszym.

Z drugiej strony Martin jest zawodnikiem bardzo chimerycznym. Potrafi grać mecze, w których wszystko trafia i zdobywa po trzydzieści punktów na mecz. Miewa jednak też takie spotkania, w których nic mu nie leży i gra na katastrofalnej skuteczności. Jest on także graczem bardzo podatnym na urazy, które często eliminują go gry. Tak było w Sacramento, podobnie było w Houston, a ponieważ lat mu przybywa ciężko przypuszczać, że coś może się zmienić w Thunder. W tym aspekcie wiele zależy od trenera Brooksa, który musi zachować odpowiednią proporcję w grze dla niego. Tak czynił McHale, który w meczach wyraźnie przegranych lub wygranych sadzał Martina na ławkę, aby nie narażać go na niepotrzebne kontuzję. Nie mniej jednak jest to sytuacja, która może negatywnie wpłynąć na wyniki Thunder.

Tutaj jednak ujawnia się kolejna postać, która wraz z Martinem trafiła do Oklahoma City z Houston. Często czytając opinię po tym transferze wielu kibiców pytało po co dwóch bliźniaczych graczy wicemistrzom NBA. Otóż właśnie po to, że Lamb to doskonała alternatywa dla Martina jeżeli ten będzie miał kłopoty ze zdrowiem, a por drugie to gracz z potencjałem, aby za dwa trzy lata zostać drugim Hardenem (no może poza brodą ). W jego przypadku niemoc K-Marta jest wielką szansą dla otrzymywania większej ilości minut gry, a co za tym idzie rozwoju.  On jednak z miejsca nie stanie się znaczącym graczem w zespole NBA. Potrzebuje na to czasu, ale im więcej będzie miał okazji do gry tym spokojniej włodarze OKC mogą patrzeć w przyszłość.

Kolejnym plusem całej transakcji są picki w drafcie 2013, które otrzymali od Rakiet. Dwa z nich to wybory pierwszorundowe, a trzeci daje możliwość w drugiej rundzie. Szczególnie cenny może okazać się wybór, które Houston otrzymało od Toronto Raptors dający możliwość selekcji gracza nawet w z pierwszej dziesiątki przyszłorocznego naboru, a więc z dość wysokiej pozycji.

Podsumowując tą wymianę z punktu widzenia Thunder na pierwszy rzut oka może nie wygląda ona zbyt korzystnie. Jednak jeżeli bardziej przyjrzymy się  jej detalom to trzeba przyznać, że jest to bardzo mądre posunięcie. Po pierwsze Thunder nie byli pewni, że zatrzymają Hardena żądającego maksymalnego kontraktu. Po drugie zyskują doświadczonego gracza, który gwarantuje utrzymanie jakości gry i poziomu drużyny. Oklahoma City z Martinem przecież nadal mają szansę walki o najwyższe cele. Po trzecie zadbali o przyszłość pozyskując Jeremy Lamba, który jest świetną alternatywą dla Martina i zminimalizowaniem ryzyka jakie niesie ze sobą kontuzjogenność weterana. Nabyli prawo do wysokich wyborów w przyszłorocznym drafcie co pokazuje długofalowe myślenie włodarzy klubu

HOUSTON ROCKETS

Rockets już od dawna pragnęli pozbyć się Kevina Martina i wreszcie dopięli swego. Teraz pozyskują gracza wokół, którego mogą budować nowy zespół. James Harden ma dopiero 23 lata i nadal będzie rozwijał swoje umiejętności, a w Houston znajdzie świetny klimat do tego, aby być coraz lepszym. Oczekiwania wobec niego są ogromne i oczywiście nie jest to bezpodstawne, bo wszyscy znają walory Hardena. Będzie on zawodnikiem, który będzie stanowił o silę ofensywy zespołu. Amerykańcy dziennikarze i eksperci spekulują, że jego średnie punktowe powinny teraz oscylować w granicach 25 – 25 pkt na mecz. Dla przypomnienia jego dotychczasowa średnia z całej kariery (którą całą dotąd spędził w OKC) wynosi 12,7. W każdym kolejnym sezonie notował on znaczący skok w zdobyczach punktowych, aż do 16,8 pkt na mecz w minionym – swoim trzecim sezonie na parkietach NBA. Ogromne zaufanie i podobną szansę jak Harden dostali w Houston dwaj inni gracze, którzy zasilili zespół Rakiet przed tym sezonem. Myślę tu o Asiku i Jeremi Linie, którzy ze swoim pobytem w Teksasie wiążą także wielkie nadzieje na poprawę swoich umiejętności, a także przejście na wyższy poziom. Taka sytuacja jest bardzo korzystna dla samej drużyny bowiem im mocniejsi będą stawali się trzej młodzi gracze tym więcej może osiągnąć sam zespół. Najlepszym tego dowodem jest Oklahoma City Thunder. Poza tym jestem pewien, że po zakończeniu zbliżającego się sezonu Morey będzie polował na wolnych agentów, którzy dadzą zespołowi jeszcze więcej.

Wiele jednak zależy od tego jaki tego wszystkiego będzie wynik na boisku i co osiągną podopieczni McHale w tym sezonie. Niewątpliwe jeżeli coś może zrazić Hardena do Rakiet to brak sukcesów. Na dzień dzisiejszy nawet persona brodacza nie zapewnia udziału w play-off. Sam gracz jeszcze nie podpisał z nową drużyną wieloletniej umowy, a więc na dzień dzisiejszy może on odejść po tym sezonie jako wolny gracz. Oczywiście jest to mało prawdopodobne, ale chciałem przypomnieć przypadki Scottie Pippena czy Rona Artesta, którzy odeszli w poszukiwaniu sukcesów. Jeżeli ambicja Hardena zostanie zaspokojona w grającym w Toyota Center zespole myślę, że nie ma mowy o zagrożeniu odrzuceniu nowej umowy. Sam zainteresowany zresztą bardzo naciskał na byłego pracodawcę w celu jej otrzymania, a teraz jego aspekt finansowy będzie z pewnością spełniony bo Rakiety dysponują sporym zapasem w Salary Cap.

Przyznam się, że byłem przerażony logiką, jaką kierował się Deryl Morey, który zapowiadał, że chce oddać trzech młodych, zdolnych zawodników wybranych w tegorocznym drafcie za Dwighta Howarda. Naiwność Moreya była niesamowita bowiem, chciał zatrzymać gracza, który nawet torturowany nie podpisałby nowego kontraktu w Houston. Ruch z pozyskaniem Hardena pokazuje, że w tej drużynie przychodzi nowe. Nie wiadomo czy lepsze, ale z pewnością fani Rakiet z większą nadzieją mogą patrzeć w przyszłość. Częścią wymiany był też Daequan Cook, który idealnie pasuje do stylu gry Teksańczyków lubiących rzucać za trzy pkt, a Cook świetnie się w tym elemencie gry sprawdza. Zapewne dwaj pozostali gracze Hayword i Aldrich trafią do NBDL i większej roli nie odegrają, ale i tak głównym celem był Harden i to na nim skupia się cała uwaga. Myślę, że Rakiety postąpiły bardzo dobrze zwiększając swoje szansę na udział w tegorocznym play-off.

KEVIN MARTIN

Weteran zyskuje przede wszystkim realną szansę walki o mistrzostwo, czego gra w Houston nijak mu nie gwarantowała. Jest to zatem awans pod względem sportowym dla Martina, który do tej pory grając w barwach Sacramento Kings czy też w ostatnich latach w Rockets wielu ani razu nie miał okazji grać w play-off.

Drugim pozytywnym aspektem przejścia do Thunder dla K-Marta jest spokój. Trudno bowiem oczekiwać, żeby jego nowy zespół szukał kolejnej wymiany z udziałem tego gracza. W Houston od ponad roku głośno mówiono, że jest jednym z pierwszych, którzy opuszczą Teksas wobec planowanej przebudowy. Na pewno taka sytuacja nie była komfortowa dla samego zawodnika, chociaż z drugiej strony należy przyznać, że zachowywał klasę do ostatnich swoich dni w poprzednim klubie bowiem zawsze był gotowy do dyspozycji trenera. Nigdy nie miał żadnych zastrzeżeń czy też nie domagał się natychmiastowego transferu tak jak miało to miejsce chociażby w przypadku Lamara Odoma, gdy Lakers omal go nie wytransferowali dwa lata temu.

Z punktu widzenia Kevina Martina zmiana klubu na Oklahoma City wydaje się być korzystnym rozstrzygnięciem dla jego kariery. Młodszy już nie będzie i sądzę, że jest to najwyższy czas, aby miał szansę walki o najwyższe cele. Takie właśnie w ekipie Thunder niewątpliwie otrzyma.

JAMES HARDEN

Harden był bardzo ważną postacią w zespole „Grzmotów”. Nie był jednak graczem pierwszopiątkowym, mając rolę w drużynie Scotta Brooksa takiego energizera, który wchodząc z ławki wnosi nową jakość do drużyny, a jednocześnie trzyma drużynę na właściwym poziomie po zejściu podstawowych graczy. Najlepszym tego dowodem jak świetnie spełniał się w tej roli był fakt otrzymania nagrody najlepszego rezerwowego ligi. Wielu kibiców i obserwatorów nie ma wątpliwości jednak, że „brodacz” w pierwszym składzie dałby jeszcze więcej w porównaniu z Thabo Sefoloshą. Najwidoczniej podobnego zdania był sam zawodnik, który zdecydował się na zmianę klubu. W Houston nikt nie kryje, że bardzo liczą na swój nowy nabytek. Tutaj ma być on postacią numer jeden i pierwszą opcją w ataku. Z pewnością są to doskonałe warunki dla rozwoju dla młodego jeszcze zawodnika. Ma szansę spełnić się w roli absolutnego lidera i wyjść z cienia Kevina Duranta i Russela Westbrooka. Jeśli swoją grą udowodni, że spełnia wszystkie te oczekiwania będzie zawodnikiem stanie się prawdziwą gwiazda ligi. Przypomnę przypadek Tracy McGrady’ego, który dopiero w Orlando zyskał swój całkowity blask. Drugim przykładem gracza, któremu zmiana otoczenia wyszła na dobre jest Marcin Gortat, który w Phoenix stał się czołową postacią na co nie mógł liczyć na Florydzie. Jest jeszcze jedna rzecz na której James Harden także zyska. Rockets już zapowiedzieli, że będą chcieli zaoferować mu maksymalny kontrakt na cztery lub nawet pięć lat. W Oklahoma zbytnio nie kwapili się do tego posunięcia mając już podpisane podobne kontrakty ze Durantem i Wetsbrookiem. Czy Harden jest wart takich pieniędzy? Przekonamy się w trakcie sezonu …

JEREMY LAMB

W przypadku młodego gracza z uczelni UConn praktycznie nie wiele się zmiana poza miejscem, w którym będzie zdobywał doświadczenie w NBA. Jeremy Lamb cały czas będzie musiał sporo uczyć i podglądając grę Thabo Sefoloshy, Kevina Martina czy Kevina Duranta będzie szykowany na następcę na pozycji numer dwa. Na razie jest jednak wielką niewiadomą …

Jest jedna rzecz, która w obliczu nowej sytuacji w jakiej się znalazł wychodzi dla Lamba na ogromny plus. Myślę, że Thunder są absolutnym pewniakiem do awansu do play-off, a w opinii wielu faworytem na Zachodzie. Dzięki takiemu stanu rzeczy debiutant otrzyma możliwość walki na najwyższym poziomie, a także osiągania lepszych wyników sportowych. Zebrane doświadczenie w rozgrywkach posezonowych z pewnością zaprocentuje w przyszłości, a w Houston nie miał gwarancji  uczestnictwa w grach po zakończeniu sezonu regularnego.

Jak widać cała transakcja przyniesie korzyści obu stronom. Wydaje się ona być bardzo rozsądnym i przemyślanym ruchem u zarówno ze strony Thunder jak i Rockets. Najważniejsze jest jednak to, że pozwala wszystkim zainteresowanym ze spokojem patrzeć w przyszłość. Odpowiedź na pytanie co przyniesie ona w rzeczywistości poznamy zapewne po zakończeniu tego sezonu. Wtedy będzie można dopiero wysnuć wnioski poparte konkretnymi faktami.

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

5 komentarzy

  1. Lukasinho pisze:

    Błagam nie kontuzjogenność tylko podatność na kontuzje. :)

  2. Triple eX pisze:

    Jako wieloletni fan Rakiet obserwuję tegoroczne zagrywki transferowe drużyny z pewnym niepokojem… Z jednej strony rozdawanie dobrych zawodników praktycznie za darmo (Lowry, Dragic, Scola, Lee, Budinger) z drugiej kontraktowanie nowych za spore pieniądze, których póki co chyba nie są warci… przynajmniej jeszcze tego nie pokazali na boisku (Lin, Asik)… Chociaż Asik podczas preseason bardzo mi się podobał, jakby chcąc stłumić moje obawy po jego zakontraktowaniu… Ta wymiana niby dość zbilansowana, ale uważam że Houston oddali nieco zbyt dużo… albo Lamb, albo pick od Toronto winien był zostać z Rakietami… Słowem widać, że w Teksasie coś zaczyna się dziać i ktoś myśli o wyciągnięcia tej drużyny z dołka, ale jednak odbywa się to chyba trochę zbyt dużym kosztem… Rakiety trafiły kilku fajnych i rozwojowych chłopaków jak Parsons czy Patterson (chociaż ten ma problem z kontuzjami) i powinni iść dalej tym tropem, a nie teraz rozdawać swoją młodzież i picki w mało roważny sposób…

    • Paweł pisze:

      OKC chciała na początku jeszcze dodać do tego dealu Parsonsa więc i tak zeszli w negocjacjach …

    • adam23 pisze:

      Zgodzę się że Rockets to będzie wielka zagadka, bo szczerze mowiac nie wierze w Lina i Asika, nie są to gracze formatu All Star, a raczej solidni (Asik). Wydaje mi się że Harden nie jest Franchise Playerem i nie udzwignie presji, bo przeciez fajnie sie gra jako trzecia opcja w ataku kiedy to nikt nie oczekuje od ciebie cudow i zawsze mozna oddac pilke do Duranta

  3. potapenko pisze:

    nie powinienem się czepiać, ale popracuj Pan nad interpunkcją… przecinki prawie zawsze znajdują się w złym miejscu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *